Ostatnie dni przyniosły prawdziwy pogodowy armagedon. Na północy i wschodzie kraju kierowcy potrafili stać w wielokilometrowych zatorach, a na S7 między Warszawą a Trójmiastem sytuacja w pewnym momencie wyglądała jak z filmu katastroficznego. Niektórzy Polacy żałują dziś, że mają opony całoroczne. Ja jeżdżę na nich od dekady i wiem, gdzie leży problem. W sieci od razu wybuchła dyskusja na temat ogumienia. Ba, nawet służby zaczęły kontrolować stan opon, szczególnie w samochodach ciężarowych. Wielu internautów twierdziło, że gdyby kierowcy mieli dobre opony zimowe, to by nie stali w zaspach, a na pewno chcieli zaoszczędzić i wielu z nich miało "wielosezony". Czy opony całoroczne rzeczywiście są tak złe? Kupiłeś opony całoroczne i żałujesz? Nie masz czego. Zastanów się, jakiej są klasy Gdy ktoś utknie w zaspach lub wpadnie w poślizg, naturalnym odruchem jest szukanie winnego, a opony stają się bardzo łatwym celem. Można je ocenić jednym spojrzeniem i przypiąć etykietkę: złe. Tymczasem zimowe problemy na drogach to znacznie więcej niż tylko sama przyczepność. O przejezdności często decyduje nawiewanie śniegu, zablokowane odcinki po wypadkach czy przeciążenie służb drogowych. W takich sytuacjach nawet najlepsze ogumienie nie zawsze wystarczy, by pokonać zaspy i chaos na trasie. Opona całoroczna jest kompromisem między letnią a zimową. Ma zachowywać się możliwie stabilnie w szerokim zakresie temperatur: latem nie mięknąć jak zimówka, a zimą nie twardnieć jak letnia. Tyle teorii. W praktyce najistotniejsze jest to, że ogumienie całoroczne nie oznacza jednej jakości. Są opony z wyższej półki, zaprojektowane pod ciężkie warunki zimowe i weryfikowane testami, oraz są konstrukcje budżetowe, które kompromis mają wpisany tak głęboko, że w trudniejszych sytuacjach po prostu sobie nie radzą. Do tego dochodzi stan ogumienia: wiek, wysokość bieżnika, prawidłowe ciśnienie. Ten zestaw trzech zmiennych ma często większe znaczenie niż sam rodzaj. Oczywiście nie podlega dyskusji fakt, że dobra zimówka faktycznie ma przewagę na śniegu i w mrozie. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy porównujemy ją z całoroczną oponą wysokiej klasy, a zimówka okazuje się zużyta, stara lub z niskiej półki. W takich zestawieniach łatwo stworzyć mit, że "zimówka zawsze lepsza". Tymczasem w rzeczywistości lepiej sprawdza się ta opona, która jest w lepszym stanie technicznym i lepszej jakości – niezależnie od pory roku. Jeśli ktoś jeździ na dobrych całorocznych i o nie dba, wcale nie musi ustępować miejsca kierowcy na słabych, zmęczonych zimówkach. Tej zimy przegrywa nie tylko opona. Przegrywa też logistyka To, o czym rzadko mówi się wprost, to fakt, że przy naprawdę trudnych warunkach pogodowych nawet najlepsze zimówki nie gwarantują nam, że bezproblemowo przejedziemy. Gdy śnieg nawiewany jest szybciej, niż da się go usuwać, a droga zamienia się w korek zasypanych aut, przewaga jednego typu opony nad drugim traci tak naprawdę znaczenie. Tak było na trasie S7, gdzie nie zawiodła technika jazdy czy stan opon, lecz sama skala zjawiska. Podobnie to działa to w lotnictwie – nawet najlepszy bilet nie pomoże, jeśli samolot nie może wylądować. Przekierowania z Modlina pokazują to samo: czasem pogoda okazuje się silniejsza niż wszystkie systemy. I to jest prawdziwe wyzwanie tej zimy. Kiedy opony całoroczne mają sens w Polsce? Zazwyczaj zawsze Jeżdżę na oponach całorocznych praktycznie od dekady. Nie dlatego, że uważam je za cud inżynieryjny, tylko dlatego, że znam pokonywane przez siebie trasy i swoje potrzeby. W typowej polskiej zimie częściej walczy się z mokrą nawierzchnią, przymrozkiem, błotem pośniegowym i nagłymi zmianami temperatur, niż z kilkudziesięcioma centymetrami śniegu na drodze. W takich warunkach dobra całoroczna opona potrafi być rozsądnym wyborem – zwłaszcza dla kierowców terenów miejskich i podmiejskich, którzy nie jeżdżą regularnie w góry i nie muszą codziennie pokonywać nieodśnieżonych odcinków. Chociaż i z zaspy na Solinie czy w Polańczyku zdarzało mi się wyjeżdżać. Opony zimowe mają oczywiście sens, szczególnie jeśli jeździmy w trudnych warunkach – przy częstych nocnych trasach, długich przebiegach, podróżach po słabiej odśnieżanych drogach czy w regionach, gdzie śnieg i wiatr utrzymują się dłużej. W takich sytuacjach dodatkowy margines przyczepności naprawdę robi różnicę. Pamiętajmy jednak, że muszą to być opony w dobrym stanie technicznym. W rozmowach ze znajomymi nie przyjmuję narracji, że moje roczne opony wielosezonowe z najwyższej półki są gorsze, niż najtańsze, 15-letnie chińczyki. A i takie teorie się zdarzają wśród moich rozmówców. Co robić, jak żyć? Przede wszystkim zadbaj o stan swojego ogumienia i pamiętaj, że nawet najlepsza opona może ci nie pomóc, jeśli na drodze jest 40 cm śniegu czy 10 cm lodu. Jeśli natomiast prognozy zapowiadają duże opady, silny wiatr i zawieje, a na drogach już wcześniej tworzyły się zatory wymagające interwencji służb, to najlepszym rozwiązaniem jest po prostu przełożenie wyjazdu, zmiana godziny podróży albo wybór trasy, która daje większą szansę na przejezdność.