Opowieści o "cudownych" właściwościach muchomora czerwonego zalewają social media. Przepisy na nalewki i susz z kapelusza tego trującego grzyba stały się nowym internetowym trendem. Porady serwują internauci bez żadnej wiedzy medycznej. "Jem i żyję" – czytam i przecieram oczy ze zdumienia. A to przecież nie ja mam halucynacje. Eliksir z trującego grzyba Muchomora czerwonego (Amanita muscaria) nie da się przeoczyć. Wygląda pięknie, ale wszyscy wiemy, że to tylko złudzenie. Pod tą bajkową oprawą czai się śmiertelne niebezpieczeństwo. Toksyny zawarte w muchomorze – muscymol, kwas ibotenowy i muscazon – mogą uszkodzić układ nerwowy, serce, wątrobę a w skrajnych przypadkach zabić. Grzyb ten przez dekady był w Polsce uosobieniem zakazanego. Może nie synonimem zabójczej trucizny, jak muchomor sromotnikowy, ale wiadomo było, że tego też się nie je. Dziś ten sam grzyb robi furorę w internecie. Ktoś postanowił go "odczarować" – powstają poradniki, przepisy na susz i rolki mówiące o jego rzekomo "cudownych właściwościach". Nie dość, że kwitnie handel żelkami i kapsułkami z Amanitą, to jeszcze w sieci roi się od forów, gdzie internauci wymieniają się "mądrościami" o mikrodawkowaniu grzyba. Przekonują, że można go jeść, ale w niewielkich ilościach. Mało tego – viralem stał się filmik, na którym mężczyzna zjada muchomora czerwonego i z uśmiechem przekonuje, że to świetny sposób na profilaktykę zdrowotną. Istnieje nawet grupa na Facebooku poświęcona Amanita muscaria, która liczy już niemal 80 tysięcy członków. Użytkownicy wymieniają się tam przepisami, chwalą nalewki oraz eliksiry z suszonych muchomorów. Obiecują odbudowę neuronów, uśmierzenie bólu, reumatyzmu, złagodzenie migreny. Zakazany muchomor ma być panaceum na liczne dolegliwości i choroby. Ma rzekomo łagodzić nerwy, uspokajać i wzmacniać organizm. To wszystko piszą osoby bez wykształcenia medycznego. "Ja osobiście nie stosowałam, ale mam znajomych, co stosują taki eliksir. Żyją i sobie chwalą" – czytamy w jednym z postów. "Trzecia mikrodawka i mogę powiedzieć, że pozytywnie. Wyciszyło, uspokoiło a na deser dobry sen" – relacjonuje inny internauta. "Gdyby był naprawdę trujący, nie jadłyby go robaki, ślimaki ani myszy. Wiewiórki, sarny i inne zwierzęta omijałyby go z daleka albo zdychały po ewentualnym spożyciu" – dzieli się przemyśleniami kolejny. "Znam osoby co suszą i spożywają. Zdrowi jak rydze"– przekonuje internautka. Konsekwencje takich "mądrości" mogą być tragiczne. Wiem, że służba zdrowia kuleje, że kolejki do lekarzy potrafią zniechęcić nawet najbardziej cierpliwych. Wiem też, że każdy chciałby czuć się lepiej – szybciej, prościej, naturalnie. Ale to nie jest zabawa ani alternatywna terapia. To eksperymentowanie na własnym organizmie. Skutki mogą być dramatyczne: od gwałtownych wymiotów, biegunki i drgawek po halucynacje, utratę przytomności, a nawet śpiączkę. Lekarze i toksykolodzy ostrzegają, że każda próba "kuracji" Amanita muscaria może skończyć się na oddziale toksykologicznym. Całe szczęście nie wszyscy są zapatrzeni w trującego grzyba. Wciąż istnieje wiele rozsądnych głosów, które przestrzegają przed spożywaniem muchomora czerwonego, nawet w minimalnych ilościach. Przeciwnicy muchomorowego trendu nie mają jednak łatwo. Spotykają się z zarzutami, że "bronią biznesu farmaceutycznego" i "atakują naturalne metody leczenia". W sieci wyrosła cała sieć teorii spiskowych, łączących grzyb z... pandemią koronawirusa i szczepionkami. W postach i komentarzach roi się od haseł typu: "Ten cudowny grzyb odsłania, jak wiele ukryto przed nami w imię strachu i zysku" "Medycyna zaprzeczy, żebyśmy nie wyzdrowieli" "Zaczyna się straszenie" To pokazuje, jak łatwo racjonalna dyskusja o bezpieczeństwie może zostać wypaczona przez nieufność wobec nauki. Przypomnijmy: w badaniu Eurobarometru aż 54 proc. ankietowanych z Polski stwierdziło, że nie odczuwa potrzeby posiadania wiedzy naukowej. Oznacza to, że co druga osoba w naszym kraju pozostaje na dystans wobec nauki i nie wykazuje chęci, by ją lepiej poznać. Taka postawa może prowadzić do niebezpiecznego zjawiska – łatwiejszego ulegania pseudonaukowym przekonaniom, teoriom spiskowym czy wierzeniom w przesądy. Na przykład w prozdrowotnego muchomora. Internetowe grzybowe czelendże mogłyby nawet bawić, gdyby nie to, że są śmiertelnie ryzykowne. Fenomen Amanita muscaria pokazuje, jak łatwo w epoce virali zapomnieć o nauce, zdrowym rozsądku i ostrzeżeniach ekspertów. Sługa grzyba Niektórzy w fascynacji trującym grzybem idą o krok dalej. Tak jak Andrzej, który podzielił się opowieścią w mediach społecznościowych, jak to rzekomo dopiero spróbowanie suszonego kapelusza muchomora czerwonego nadało jego życiu sens. "Od tamtego dnia Amanita stała się moją drogą. Nie narkotykiem. Świętą rośliną. Nauczycielką. Przewodniczką. Początkiem czegoś większego"– opisał. Mogę przypuszczać, że tak objawił się u niego chemiczny koktajl toksyn. Takich historii jest niestety więcej. Internauci piszą o "duchowej mocy Amanity", "wizjach", "wewnętrznej prawdzie". Muchomor staje się ich bramą do innego świata, choć może być prostą drogą na SOR lub.... Sami się domyślcie. To, co Andrzej opisuje jako "wizje", jest w rzeczywistości reakcją jego organizmu na działanie neurotoksyn. Niestety, wraz z rosnącą fascynacją muchomorem czerwonym w internecie, kwitnie handel preparatami z tego grzyba. Na sprzedawców nie działa nawet to, że Główny Inspektor Sanitarny zarekomendował wpisanie kwasu ibotenowego i muscymolu do wykazu nowych substancji psychoaktywnych. Warto wiedzieć, że sprzedaż produktów zawierających te toksyny jest zakazana, a złamanie przepisów grozi karą od 20 tys. do miliona złotych. Jeśli kary finansowe nie robią wrażenia, może przemówi do wyobraźni fakt, że co roku po spożyciu trujących grzybów w Polsce umiera kilkadziesiąt osób. Co robić w razie zatrucia? Moda na "mikrodawkowanie" muchomora czerwonego przyniosła już skutki. Jak podaje Rynek Zdrowia, w ostatnich tygodniach w Polsce dramatycznie wzrosła liczba osób trafiających na oddziały toksykologiczne po spożyciu tego grzyba. Jadły muchomory, bo były przekonane, że Amanita muscaria albo ich wyleczy albo chociaż da odrobinę przyjemnego haju. Jak widać fantazje nie uchroniły ich przed szpitalnym łóżkiem. A pewnego 44- latka nawet przed przeszczepem wątroby. UWAGA! Podejrzewasz, że doszło do zatrucia grzybem trującym? Nie czekaj! Natychmiast wezwij pogotowie. Skontaktuj się także z najbliższym ośrodkiem toksykologicznym. Szybka reakcja może uratować życie.