Po pożarze mostu kablowego południowo-zachodnia część Berlina pozostaje bez prądu. Burmistrz miasta mówi o ataku o podłożu politycznym. Policja potwierdza tę wersję. Wielka awaria zasilania w południowo-zachodniej części Berlina jest wynikiem ataku motywowanego politycznie. Jak powiedział burmistrz stolicy Niemiec Kai Wegner, sprawcami byli "najwyraźniej lewicowi ekstremiści". Wczesnym rankiem w sobotę, 3 stycznia, pożar mostu kablowego nad kanałem Teltow, prowadzącym do elektrowni Lichterfelde, spowodował uszkodzenie ważnych linii energetycznych. – To niedopuszczalne, że po raz kolejny ewidentni lewicowi ekstremiści atakują naszą sieć energetyczną, narażając życie ludzkie – powiedział Wegner. Po pożarze pojawił się list "Grupy Wulkan", w którym sprawcy przyznają się do sabotażu. Jego autentyczność została potwierdzona przez służby bezpieczeństwa odpowiedzialne za przestępstwa polityczne. W piśmie podano szczegóły dotyczące pożaru. Według eksperta ds. terroryzmu Michaela Götschenberga, pismo to jest uznawane za wiarygodne w kręgach związanych z bezpieczeństwem. Sposób działania pokrywa się z wcześniejszymi atakami na instalacje energetyczne, stwierdził specjalista w telewizji ARD. List "Grupy Wulkan" Dziennik „Berliner Zeitung” publikuje na swoich stronach list "Grupy Wulkan". "Dzisiaj w nocy udało nam się sabotować elektrownię gazową w dzielnicy Berlin-Lichterfelde. Doszło do przerw w dostawach prądu w zamożniejszych dzielnicach Wannsee, Zehlendorf i Nikolassee. Celem akcji nie były przerwy w dostawach prądu, ale energetyka oparta na paliwach kopalnych. Przepraszamy mniej zamożnych mieszkańców południowo-zachodniej części Berlina. W przypadku wielu właścicieli willi w tych dzielnicach nasze współczucie jest ograniczone" – czytamy. Już w sobotę senator ds. gospodarki Franziska Giffey poinformowała, że zakłada się, iż były to umyślne zniszczenia. W przeciwnym razie bardzo grube kable wysokiego napięcia nie uległyby tak poważnym uszkodzeniom, dodała. Zapalniki pod kablami Zapalniki zostały umieszczone bezpośrednio pod kablami, powiedziała Giffey w programie RBB "Abendschau". – Siła, z jaką nastąpiło nagrzewanie się i stały pożar, była większa niż siła, jaką mogłaby wywołać bomba kulowa – powiedziała senator. – Zabezpieczenie naszych przewodów nie pozwoliłoby bombie kulowej na takie uszkodzenie przewodów. Atak spowodował poważną awarię zasilania, która początkowo dotknęła 45 tysięcy gospodarstw domowych i ponad 2200 przedsiębiorstw. Jak poinformowała firma Stromnetz Berlin, udało się już przywrócić zasilanie do 7 tysięcy gospodarstw domowych i 150 klientów komercyjnych. Awaria dotknęła dzielnice Nikolassee, Zehlendorf, Wannsee i Lichterfelde. Według operatora Stromnetz Berlin uszkodzenia sieci energetycznej są tak poważne, a naprawa tak skomplikowana, że sytuacja kryzysowa potrwa wyjątkowo długo. Dopiero w czwartek po południu wszyscy odbiorcy energii elektrycznej powinni ponownie uzyskać dostęp do prądu. Pogoda nie ułatwia naprawy Rzecznik sieci energetycznej Berlina powiedział agencji DPA, że obecnie trwają prace w dwóch miejscach: z jednej strony naprawiany jest uszkodzony most kablowy nad kanałem Teltow, z drugiej zaś trwają prace nad tymczasowym rozwiązaniem dla dotkniętych awarią gospodarstw domowych. Obecnie zakłada się, że tymczasowe rozwiązanie będzie gotowe szybciej, niż pierwotnie zakładano. Jak informuje rzecznik firmy odpowiedzialnej za sieci energetycznej, w tym celu należy połączyć dwie linie, które dotychczas nie były ze sobą połączone. Jest to jednak skomplikowane, ponieważ zastosowano tu dwie różne technologie kablowe: kabel z tworzywa sztucznego łączy się z kablem olejowym. Do połączenia tych dwóch technologii potrzebni są specjalnie przeszkoleni eksperci, dodatnie temperatury, głęboki wykop o długości około 14 metrów i środowisko wolne od pyłu. W Berlinie panują obecnie minusowe temperatury i śnieg, na miejscu prowadzonych prac ustawiono ogrzewane namioty. Bezpieczeństwo sieci energetycznej Według Franziski Giffey berlińska sieć energetyczna ma długość około 35 tysięcy kilometrów. 99 procent z nich znajduje się już pod ziemią. – Mówimy o jednym procencie, który nadal przebiega nad ziemią. Naszym celem jest również przeniesienie tego jednego procenta pod ziemię – powiedziała Giffey. Jednak zawsze będą istnieć wrażliwe punkty w sieci. – Nasze kable są bardzo dobrze zabezpieczone – dodała senator. Krytykę wyraził natomiast związek zawodowy policji GdP. – W bardzo krótkim czasie doświadczamy drugiej katastrofy po podpaleniu linii energetycznych w tym mieście i po raz kolejny widzimy, że nasza infrastruktura krytyczna jest łatwa do zaatakowania z powodu rozwiązań monopolistycznych – powiedział szef krajowy związku GdP Stephan Weh. – Nie możemy tracić więcej czasu, żeby stworzyć odpowiednie systemy awaryjne oraz lepszą ochronę istniejących linii energetycznych przed tego typu aktami sabotażu. Jego zdaniem należy również rozważyć zastosowanie monitoringu. – Kamery zamontowane na słupach energetycznych mogłyby pomóc w ściganiu przestępstw, ale także działać prewencyjnie – powiedział Weh. Opracowanie: Monika Stefanek