Donald Trump liczy na kolejne przetasowania na mapie świata. Tymczasem Europie prawie odebrało mowę. "Ani wróg, ani sojusznik"

Po porwaniu wenezuelskiego prezydenta Nicolasa Maduro przez Amerykanów Europa nie przemówiła jednym głosem. Do Waszyngtonu płynęły sprzeczne sygnały — od pochwał, przez powściągliwość, aż po ostrą krytykę. Więcej zdecydowania Europejczycy pokazali w kontekście aneksji Grenlandii, która wciąż marzy się amerykańskiemu prezydentowi. W niedzielę Trump otwarcie powiedział, że "potrzebuje" tej arktycznej wyspy. To niejedyny kontrowersyjny komentarz na temat polityki zagranicznej, jaki wygłosił tego dnia.