Polak zatrzymany w Tajlandii. Ostrzega przed łapanką na turystów

Tajlandia to jeden z najpopoularniejszych dalekich kierunków egzotycznych. Polacy wybierają go chętnie, nie wiedząc nawet, że zabierając bardzo popularny gadżet, narażają się tam na ogromne problemy. O konsekwencjach i areszcie z jego powodu opowiedział jeden z polskich turystów. Tajlandia jest idealnym miejscem na wyjazd, jeżeli w środku polskiej zimy marzysz o ciepłym i słonecznym miejscu. Temperatury w tej części Azji przekraczają teraz 30 st. C i trwa tam właśnie szczyt zimowego sezonu turystycznego. Jednak jeżeli planujesz tam lecieć, nie pakój do bagażu podgrzewaczy do tytoniu i e-papierosów. O konsekwencji ich zabrania opowiedział polski turysta, który trafił przez to do tajskiego aresztu. Polak zatrzymany przez policję w Tajlandii. Policja doskonale wiedziała, czego szukać Bangkok to jedno z najchętniej odwiedzanych miast na świecie. Każdego roku zwiedzają go dziesiątki milionów podróżnych. W tym gronie znalazł sieteż polski turysta, który publikuje na Instagramie na profilu @chaoswtrasie. Jego przygoda w Azji mogła zakończyć się w mało przyjemny sposób. Jak opowiedział w nagraniu, podczas zwykłej przejażdżki z kierowcą skutera do galerii handlowej, zatrzymała ich policja. Funkcjonariusze urządzili łapankę, bo sprawdzali wyłącznie pojazdy, którymi jechali turyści. Podczas kontroli poinformowali Polaka, że go przeszukają, bo podejrzewają, że może mieć coś nielegalnego. I trafili. Mężczyzna miał przy sobie e-papierosa. Dokłądnie tego szukali. Polak trafił na komendę, gdzie mieli go spisać i wypuścić. Problem polegał na tym, że policjant na miejscu był surowszy od tego, który go zatrzymał. – Od niego usłyszałem już, że najbliższe 3 dni spędzę w celi. Później odbędzie się moja rozprawa sądowa, w najlepszym przypadku dostanę 30 tysięcy batów kary i wydalenie z Tajlandii, a w najgorszym nawet 5 lat więzienia. Następnie zabrali mój telefon i powiedzieli, że mam totalny zakaz kontaktowania się z kimkolwiek – opowiedział polski turysta. W celi było ok. 15-20 obcokrajowców, których zatrzymano za to samo – posiadanie e-papierosa. Po około godzinnej odsiadce każdego wezwano na indywidualną rozmowę z komendantem. Jak się okazało, oferował on wszystkim wyjście na wolność w zamian za łapówkę. Od Polaka chciał 15 tys. batów (ok. 1,7 tys. zł), ale naszemu rodakowi udało się "zbić" tę kowtę do 8 tys. batów (ok. 900 zł). E-pepierosy w Tajlandii są nielegalne. Lepiej zostaw je w Polsce Tu sytuacja skończyła się dość szczęliwie, choć strara kilkuset złotych, a przede wszystkim nerwy i strach nie były warte tego, żeby zabierać ze sobą e-papierosa. Należy pamiętać, że w Tajlandii są one surowo zabronione. Podobnie jak podgrzewacze do tytoniu typu IQOS czy jednorazówki. I wcale nie trzeba z nich korzystać, żeby narazić się miejscowym władzom. Już samo wwiezienie takiego urządzenia do Tajlandii może oznaczać karę 10 lat więzienia. Za posiadanie takiego urządzenia przewidziano grzywny w wysokości 20-30 tys. batów (ok. 2300–3500 zł), a takze do 5 lat więzienia. Ostrzeżenia przed zabieraniem tego typu urządzeńdo Tajlandii wydało nawet polskie MSZ. Dlatego kiedy kolejny raz spytasz na grupie na Facebooku o to, czy e-papierosy są problemem w Tajlandii, nie słuchaj ludzi, którzy odpowiedzą "ja miałem/miałam i nie było problemu". Dla własnego spokoju i bezpieczeństwa zostaw je w Polsce. Zwykłe papierosy na meijscu są tanie i łatwo dostępne. A jeśli po nie nie sięgniesz, może przy okazji wakacji uda ci się zerwać z nałogiem.