Donald Trump szaleje. Jednego dnia obala prezydenta Wenezueli, następnego rzuca groźby pod adresem kolejnych krajów, o półkuli zachodniej mówi jak o amerykańskiej strefie wpływów. – Doktryna Monroe'a to wielka sprawa, ale my znacznie ją prześcignęliśmy. Teraz nazywamy ją doktryną Donroe'a – usłyszał świat. Te dwa hasła to klucz. Może choć trochę pozwolą zrozumieć, o co w tym międzynarodowym szaleństwie Trumpowi chodzi. Po interwencji w Wenezueli prezydent USA jest w swoim żywiole. Powołuje się na XIX-wieczną doktrynę i grozi kolejnym krajom. Kolumbia, Meksyk, Kuba – teraz one mają się bać. Trump grzmi o zatrzymaniu przemytu narkotyków, o walce z przestępczością zorganizowaną, o interesach USA. O Kolumbii mówi, że jest chorym krajem. O Meksyku, że musi wziąć się w garść. A reżim na Kubie "wygląda na gotowy by upaść". Świat słucha, łapie się za głowę i jest pełen obaw. Tymczasem Trump niczym pan i władca ogłasza: – Zgodnie z naszą nową Strategią Bezpieczeństwa Narodowego, amerykańska dominacja na półkuli zachodniej nigdy więcej nie będzie kwestionowana. Również Departament Stanu USA jeszcze bardziej podgrzewa emocje na X, pisząc: "TO NASZA PÓŁKULA". Szaleństwo. Historycznie można jednak próbować zrozumieć tę narrację. XIX-wiczna doktryna Monroe'a odmieniana jest dziś przez wszystkie przypadki. Dominuje media, jest dosłownie wszędzie. Sam Trump wręcz obnosi się z tym, że się na nią powołuje, a nawet ją wyprzedził. Dzięki niej możemy więc próbować zrozumieć, o co mu chodzi i dlaczego uważa półkulę zachodnią za "swoją". A potem próbować zrozumieć wersję "Monroe 2.0" – czyli doktrynę Donroe'a, jak została już nazwana. Współczesną, twardszą niż jej pierwowzór, w trumpowskim wykonaniu. Dlatego najpierw cofnijmy się w czasie. Bo jakby nie było Trump też nas do tego zmusza. Jakie wtedy były realia? Doktryna Monroe'a, czyli: Europo, trzymaj się z dala od obu Ameryk Jest początek XIX wieku. Hiszpania panuje w większości państw tego regionu. Jej kolonie w Ameryce Południowej to Wenezuela, Kolumbia (wtedy Nowa Granada), Ekwador, Peru, Boliwia (Górna Peru), Chile, Argentyna (Rio de la Plata), Paragwaj i Urugwaj. A w Ameryce Środkowej: Meksyk, Gwatemala, Honduras, Salwador, Nikaragua i Kostaryka. Dla Hiszpanów to trudny czas. W 1810 kolonie zaczynają się buntować, wybuchają walki o niepodległość. Osłabiona wojnami napoleońskimi Hiszpania prosi potęgi europejskie o pomoc, ale nie otrzymuje wsparcia. Ostatecznie w latach 1810-1825 niepodległość uzyskuje większość państw Ameryki Południowej. To najbliźsi sąsiedzi USA – młodego i jeszcze słabego państwa. Amerykanie zdają sobie sprawę, że nie chcą w swojej części świata żadnych europejskich sił i żadnej obcej interwencji. Obawiają się powrotu europejskich mocarstw do Ameryki Łacińskiej i ponownej dominacji Hiszpanii. W takich realiach 2 grudnia 1823 roku pojawia się doktryna Monroe'a. Prezydent James Monroe, w corocznym orędziu do Kongresu, ostrzegł mocarstwa europejskie, aby nie ingerowały w sprawy półkuli zachodniej. W ogólnym skrócie główny sens doktryny Monroe'a brzmiał: Europo, trzymaj się z dala od obu Ameryk. Miało to charakter ostrzegawczy. Wtedy Amerykanie powoływali się na doktrynę Monroe'a Doktryna Monroe'a to – zacytujmy amerykańskie archiwa – najlepiej znana polityka USA wobec półkuli zachodniej. "Ostrzegała państwa europejskie, że Stany Zjednoczone nie będą tolerować dalszej kolonizacji ani rządów marionetkowych monarchów. Doktryna została stworzona, aby sprostać głównym ówczesnym obawom, ale wkrótce stała się hasłem przewodnim polityki USA wobec półkuli zachodniej. Według Monroe’a, mocarstwa europejskie były zobowiązane do poszanowania półkuli zachodniej jako sfery interesów Stanów Zjednoczonych" – czytamy. Na tę doktrynę amerykańskie władze powoływały się nie raz – bardziej dyplomatycznie i symbolicznie. Pierwszy raz w 1865 roku, wywierając presję dyplomatyczną na Meksyk – po tym, jak Francja, z poparciem Hiszpanii i Wielkiej Brytanii, wysłała tam wojska, by osadzić na meksykańskim tronie cesarza Maksymiliana Habsburga, arcyksięcia austriackiego, brata Franciszka Józefa I. USA wsparły wtedy legalnie wybranego prezydenta Meksyku Benito Juáreza. Maksymilian został ostatecznie obalony, stracony, a jego ciało wysłano do Wiednia. Kolejny raz Amerykanie powołali się na doktrynę na początku XX wieku, w czasach prezydentury Theodora Roosevelta – tym razem, aby uzasadnić amerykańską ingerencję w Ameryce Łacińskiej i powstrzymać europejskie mocarstwa przed wpływami w regionie. "W rezultacie amerykańscy marines zostali wysłani do Santo Domingo w 1904 roku, do Nikaragui w 1911 roku i do Haiti w 1915 roku. Pozornie po to, by powstrzymać Europejczyków. Inne kraje Ameryki Łacińskiej patrzyły na te interwencje z niepokojem, a stosunki między 'wielkim Kolosem Północy' a jego południowymi sąsiadami pozostawały napięte przez wiele lat" – czytamy w amerykańskich archiwach. I jeszcze jeden przykład powołania się na doktrynę – w 1962 roku, podczas kryzysu kubańskiego, gdy ZSRR rozpoczął budowę wyrzutni rakiet na Kubie, a prezydent John F. Kennedy wprowadził blokadę morską i powietrzną wyspy. Administracja prezydenta Ronalda Reagana również odwoływała się do doktryny, sprzeciwiając się wpływom Kuby i ZSRR w Nikaragui i innych krajach regionu. A teraz mamy Donalda Trumpa. Interwencję w Wenezueli, reagowanie siłą, groźby pod adresem innych państw oraz myślenie, że półkula zachodnia (czyli Ameryka Północna, Środkowa i Południowa) to strefa wyjątkowych, uprzywilejowanych interesów USA. Doktryna Donroe'a. "Aby przywrócić amerykańską dominację w półkuli zachodniej" "Donald Trump ogłosił nową doktrynę", "Reaktywuje doktrynę Monroe'a", "Po ataku na Wenezuelę ogłasza "doktrynę Donroe'a" – taki przekaz płynie non stop po amerykańskiej interwencji w Wenezueli. Niektórzy analitycy wskazują, że bardziej chodzi o rywalizację USA z Chinami niż z państwami Europy. Mówią o nowym porządku świata i układzie sił. Ale co może to oznaczać w praktyce? – Szczerze mówiąc, nie wiemy jeszcze, co to znaczy. Jeśli Chiny lub Rosja będą miały konkretne inwestycje, czy interesy w Ameryce Łacińskiej, to co z tym zrobimy? Nie jestem pewny, czy ta administracja, tak naprawdę, sama to wypracowała – powiedział w rozmowie z PAP Mieczysław Boduszyński, były amerykański dyplomata i profesor Pomona College w Kalifornii. O doktrynie Donroe pisano już rok temu, gdy Trump szalał z Kanałem Panaskim, czy Kanadą. Na pewno tzw. "uzupełnienie Trumpa" do doktryny Monroe’a pojawiło się w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego USA, wydanej w listopadzie 2025 roku. W dokumencie czytamy, że USA chcą kontrolowanej i stabilnej półkuli zachodniej, która ogranicza migrację, współpracuje z Waszyngtonem w walce z kartelami i przestępczością, nie dopuszcza obcych mocarstw do kluczowych zasobów i szlaków oraz pozostaje strategicznie dostępna dla USA. Napisano tam m.in: "Po latach zaniedbań USA ponownie potwierdzą i będą egzekwować doktrynę Monroe’a, aby przywrócić amerykańską dominację w półkuli zachodniej oraz chronić nasze terytorium i dostęp do kluczowych obszarów geograficznych w całym regionie". I dalej: "Odmówimy rywalom spoza półkuli możliwości rozmieszczania sił lub innych zagrażających zdolności, a także posiadania lub kontrolowania strategicznie kluczowych aktywów w naszej półkuli". "Ta "korelacja Trumpa" do doktryny Monroe’a jest zdroworozsądkowym i skutecznym przywróceniem amerykańskiej siły i priorytetów, zgodnym z interesami bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych" – podkreślono.