Masowe protesty w Iranie, które trwają od 28 grudnia, dziś nabierają wyraźnego politycznego sensu. Ludzie nie pytają już o rewolucję ani o święte wojny — pytają, dlaczego nie stać ich na życie. Inflacja i drożyzna okazały się silniejsze niż strach i religijne hasła. Skandowane na ulicach "Ani Gaza, ani Liban! Moje życie dla Iranu!" to nie emocjonalny wybuch, lecz rachunek wystawiony władzy. Pytanie nie brzmi już "czy", lecz "jak długo reżim to wytrzyma".