Jasná na Słowacji i zimowy "parawaning". To nie sprawka Polaków, ekspert pokazał prawdę

Na początku sezonu narciarskiego do sieci trafiło zdjęcie, które wywołało burzę w polskich mediach. Część internautów szybko okrzyknęła, że to coś w stylu "parawaningu" i podejrzewała, że uprawiają go Polacy. Tymczasem okazało się, że do pełnego zrozumienia sprawy należy zgłębić historię lokalnej społeczności narciarskiej z Jasnej na Słowacji. Mroźny poranek w szczycie sezonu narciarskiego (według dopisku autora: godz. 8:00) i kilkadziesiąt par "nart-widm", bez narciarzy: taki obrazek zaprezentował w sieci jeden z internautów, który z miejsca zastrzegł, że zdjęcie nie zostało stworzone przez AI. Fotografię wykonano w dolnym punkcie wyciągu Lúčky-Vyhliadka w popularnym ośrodku Jasná na Słowacji. Widok dziesiątek par pustych nart zdumiał internautów, a część z nich z lekkim wzburzeniem porównywała zachowanie narciarzy do tego, jakie przejawiają niektórzy turyści podczas wczasów all inclusive, którzy "rezerwują" leżaki na wakacjach, kładąc na nich ręczniki (czasami już nad ranem). Szusowanie u stóp góry Chopok jest bardzo popularne wśród Polaków, więc podejrzenia od razu padły na turystów znad Wisły. Kilka dni po medialnym szumie, który wywołało viralowe zdjęcie, temat postanowił wyjaśnić Jacek Ciszak – entuzjasta narciarstwa, dziennikarz, a przede wszystkim założyciel i redaktor naczelny najstarszego polskiego portalu o tym sporcie Skionline.pl. Narty w Jasnej. To wszystko nie tak, jak myśleli internauci Jacek Ciszak opublikował na Instagramie krótkie nagranie, w którym wyjaśnia historię zdjęcia bijącego rekordy popularności. Na starcie ekspert zwraca uwagę na błąd powielany w niektórych przekazach. Lúčky w Jasnej to bowiem wyciąg narciarski, z której miejscowi i turyści jadą wyżej w kierunku stoków na Chopoku, a nie jakaś osobna stacja narciarska. Dodatkowo dziennikarz tłumaczy, że liczni komentujący "nie mają pojęcia, o co w tym wszystkim chodziło". Istotnie, jak cierpliwie wyjaśnia Ciszak, zdjęcie skrywa głębszą historię, a w zasadzie pokazuje... tradycję. Dodajmy, że wcale nie kultywują jej Polacy. Oznacza to, że nie mamy do czynienia z zimową wersją polskiego "Janusza" na wakacjach all inclusive. Narty na Lúčkach ustawiają... miejscowi. – Sprawa jest banalnie prosta: to jest pewnego rodzaju tradycja. Tradycja tego miejsca, gdzie Słowacy – podkreślam: Słowacy, nie Polacy, to nie jest polski "parawaning" – Słowacy posiadający "sezonówki" spotykają się tutaj rano przed uruchomieniem kanapy, zostawiają tutaj narty i idą do sąsiedniego baru napić się czegoś ciepłego – herbaty, kawy, może czegoś więcej, nieważne – wyjaśnił Jacek Ciszak w instagramowym filmiku. – To nie Polacy to robili, to Polacy rozdmuchali tę całą historię – podsumowuje ekspert.