Wodę pozyskują ze śniegu lub z kościołów, telefony ładują dzięki generatorom, a żywność chłodzą w piwnicach — bo przez przerwy w dostawach prądu nie działają lodówki. Tak wygląda obecnie życie w rosyjskiem Biełgorodzie. Ukraiński atak z 8 stycznia wymierzony w elektrownię cieplną Łucz i podstację Storożewaja doprowadził do dużego blackoutu w obwodzie biełgorodzkim — pierwszego na taką skalę od rosyjskiej agresji na Ukrainę. W jego wyniku 556 tys. osób pozostało bez prądu, wody i ogrzewania. — Ludzie wydawali się być przygotowani — już tyle razy atakowano elektrociepłownię Łucz. Tym razem jednak bardzo się przestraszyli. (...) Ogólnie w mieście panuje atmosfera niepokoju — mówi Aleksiej, jeden z mieszkańców.