Wpis Zbigniewa Ziobry na X to manifest polityczny napisany z bezpiecznej odległości. Były minister sprawiedliwości oskarża rząd Donalda Tuska o "kryptodyktaturę" i zapowiada walkę z "politycznym bandytyzmem". W sieci nie brakuje jednak komentarzy, że poseł PiS stchórzył. A jeszcze jesienią mówił, że to obecny szef rządu będzie się ukrywał – w Berlinie. W swoim wpisie Zbigniew Ziobro zaczyna od oskarżeń o najwyższym kalibrze. Twierdzi, że Prokuratura Krajowa została "kryminalnie przejęta" przez obóz Donalda Tuska, a on sam rzekomo wybrał "walkę z politycznym bandytyzmem i bezprawiem". Ustawia się w roli prześladowanego obrońcy zasad, podkreślając, że stał się celem "osobistej zemsty" obecnej władzy, bo jako prokurator generalny miał uruchamiać śledztwa w sprawach korupcji i nadużyć swoich przeciwników. Ziobro wydał oświadczenie ws. azylu na Węgrzech "Wybieram walkę z politycznym bandytyzmem i bezprawiem. Stawiam opór postępującej dyktaturze. Czynię to w imię zasad, którymi zawsze się kierowałem i z powodu których stałem się dziś celem osobistej zemsty Donalda Tuska i jego środowiska" – pisze Zbigniew Ziobro na platformie X. Były minister chętnie sięga po patetyczny, czarno-biały język. Pisze o "kryptodyktaturze", krytykuje zapowiedzi rozliczeń porównywanych do Norymbergi i zarzuca władzy podporządkowanie prokuratury partyjnym interesom. W jego narracji obecny rząd nie prowadzi normalnych postępowań w sprawie Funduszu Sprawiedliwości czy spółek Skarbu Państwa, ale domaga się "odwetu" na opozycji. Kluczowy fragment dotyczy decyzji o pozostaniu za granicą. Ziobro wprost informuje, że skorzystał z azylu politycznego przyznanego przez węgierskie władze. Dziękuje Viktorowi Orbánowi i powołuje się na list Donalda Trumpa chwalącego węgierskiego premiera. Węgry w tej opowieści mają być wzorem kraju "wiary, rodziny i suwerenności", podczas gdy Polska pod rządami Tuska ma ten wzorzec rzekomo zdradzać. "Bardzo dziękuję premierowi Viktorowi Orbánowi. W liście sprzed kilku dni, prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump podkreślił, że odważne przywództwo premiera Viktora Orbána i jego konsekwentna obrona zasad czynią z Węgier przykład dla świata – kraju wiary, rodziny i suwerenności. Tego samego, niestety, nie da się powiedzieć o Polsce pod rządami Donalda Tuska" – dodaje Ziobro. Wpis jak zapowiedź kampanii na emigracji Cały tekst bardziej przypomina polityczne exposé z emigracji niż osobiste oświadczenie. Ziobro jasno deklaruje, że pozostanie za granicą "do czasu przywrócenia praworządności" w Polsce, stawia się w roli rzecznika prześladowanej opozycji i zapowiada, że "przyłoży rękę" do przyszłych rozliczeń obecnej władzy. To próba zbudowania nowej roli: polityka na uchodźstwie, który z Budapesztu komentuje polską scenę i szuka wsparcia w sojuszu z Orbánem i Trumpem. Im ostrzejsze padają słowa, tym większy dysonans z oczekiwaniami części opinii publicznej, która chciałaby usłyszeć przede wszystkim rzeczowe wyjaśnienia: czy środki z Funduszu Sprawiedliwości były wydawane zgodnie z prawem, jakie były kryteria przyznawania dotacji i kto za to odpowiada. Zamiast merytorycznej obrony konkretnych decyzji pojawia się wielostronicowy manifest napisany z państwa, które samo od lat jest krytykowane za demontaż standardów praworządności. To właśnie ten paradoks najmocniej wybija się z wpisu Ziobry: polityk oskarżany o nadużycia w Polsce buduje swoje polityczne odrodzenie, prosząc o ochronę Viktora Orbána i jednocześnie przekonując, że to w Warszawie mamy dziś do czynienia z "kryptodyktaturą". Ziobro niedawno groził Tuskowi. Dziś sam ucieka przed polskim wymiarem sprawiedliwości Kontrast z ostatnimi miesiącami jest uderzający. Jeszcze niedawno Ziobro w wywiadach zapewniał, że to nie on będzie się ukrywał, tylko "ukrywać się kiedyś będzie Donald Tusk – w Berlinie", a obecny system w Polsce nazywał "szajką", a nie państwem prawa. Odrzucał sugestie, że uchyla się od wymiaru sprawiedliwości, przekonując, że zawsze podporządkowuje się prawu, "ale nigdy szajce", i przerywał rozmowy z dziennikarzami, gdy ci pytali wprost o jego odpowiedzialność. – Nielegalnie przejęta prokuratura, nielegalnie przejęte sądy i nielegalnie zlikwidowany system do losowania sędziów sprawia, że nie mamy systemu prawa w Polsce, tylko mamy rządy szajki Donalda Tuska – twierdził Zbigniew Ziobro jesienią 2025. Jego żona Patrycja Kotecka-Ziobro (z wpisu Ziobry można wnioskować, że on też uzyskała azyl na Węgrzech) publicznie dowodziła, że mąż "wcale się nie ukrywa", bo podał zagraniczne adresy pobytu – choć jednocześnie przyznawała, że nie mieszka w Polsce. Na tym tle ucieczka do Budapesztu i narracja o azylu politycznym wyglądają już nie jak gest odwagi, lecz jak kolejny etap strategii obronnej polityka, który coraz mocniej gra politycznym przekazem, zamiast mierzyć się z zarzutami przed sądem.