Zimy stulecia to pieśń przeszłości, a my nadal nie potrafimy poradzić sobie logistycznie z pogodą. Śnieżyce, które przeszły przez Polskę na przełomie roku pokazały jedno: jeśli zimą Rosja zaatakuje NATO, to trzymajcie kciuki, żeby nie padało, bo sojusznicza pomoc utknie w zaspach. I nie ma znaczenia, czy pojadą "eską", czy wiejską drogą. Tak, tak, wiem, że prognozy pogody oraz alerty dotyczą zarówno drogowców, jak i kierowców, więc trzeba było zostać w domu, zamiast jechać 30-31 grudnia 2025 lub 1 stycznia 2026 na północ Polski. To właśnie wtedy najmocniej sypał śnieg i były największe utrudnienia zwłaszcza na Pomorzu, Warmii i Mazurach oraz Mazowszu. Ale przecież nie wszyscy mogą sobie pozwolić na to, żeby zostać. Niektórzy mają pracę i muszą wrócić. Transport, logistyka też musi być w ruchu, bo sklepy muszą mieć asortyment, dostawy muszą dojeżdżać. A to, co działo się na drogach, to po prostu dramat No i znowu "zima zaskoczyła drogowców", a jak nie zaskoczyła, to przynajmniej pokazała, że brak prawdziwych zim pokazał niewydolność logistyczną całego systemu. Ja może nie miałem tak trudno, jak kierowcy, którzy 30 grudnia utknęli między Olsztynkiem a Ostródą na drodze ekspresowej S7. Tak, drodze ekspresowej... Pomyślelibyście, że no które, jak które, ale drogi ekspresowe i autostrady powinny być stale odśnieżane. No niestety, nie. Pogoda ich nie oszczędziła, a szczególnie właśnie północnego odcinka S7. I nie będę wnikał, co zawiniło, że ludzie jadący tamtędy od wieczora do późnych godzin nocnych stali w zatorze, na mrozie, bo mógł być to splot różnych zdarzeń: a to pług akurat nie przejechał na czas, parę TIR-ów nie mogło podjechać na śniegu, kilku geniuszy wyjechało na letnich kapciach i nagle się okazało, że drift w trasie na śniegu to nie jest ich mocna strona. A na koniec jeszcze, jak już wszystko stanęło, premier zwołał sztab kryzysowy. No szopka. Radzić i planować to trzeba było 29 grudnia lub 30 grudnia rano, jak było wiadomo, że pogoda będzie zła i będzie sypał śnieg. Ale nawet już po uwolnieniu tych zasypanych ludzi na esce kolejnego dnia i dzień później nie było lepiej. Śnieg dalej padał, na drodze pozostały lodowe koleiny, a pługi... No powiedzmy sobie szczerze, że można było przejechać dziesiątki kilometrów i nie było ich widać, a droga była biała. I okej, powiecie, że pewnie pług jechał gdzieś za mną lub, że nieekonomiczne jest wysyłać je w trasę, jak pada, no ale mówimy o ważnej arterii tego kraju! Jeździ tędy część transportu północ-południe, mnóstwo prywatnych aut i nie wyobrażam sobie, a raczej do 30 grudnia nie wyobrażałem sobie, że wszystko może tam stanąć w zatorze przez kilkanaście centymetrów śniegu i mocny wiatr. I żeby nie było: chylę czoła przed pracownikami służb drogowych, którzy w sylwestra czy okres noworoczny wsiadali do szoferki i ruszali w trasę przecierać drogę innym kierowcom. Ale niestety było ich za mało. To cały system zawiódł, a łagodne zimy nas rozleniwiły. Odcięcie komunikacyjne 2025(6) Obraz nędzy komunikacyjnej i logistycznej widać jeszcze bardziej, kiedy zjedzie się w taką pogodę z dróg wyższej kategorii i wjedzie na krajówkę, wojewódzką lub drogę gminną. Tam to dopiero cofacie się tak o 30 lat: zaspy po 1,5 metra, jakieś 30 cm śniegu na drodze i dwie wąskie koleiny, którymi mieszkańcy przebili się do sklepu i z powrotem. W czasach, kiedy Polak z sukcesem odbył lot w kosmos, mieszkańcy małych miejscowości i wsi toną pod śniegiem. To jest kompletny obraz wykluczenia komunikacyjnego tych ludzi. Pokazanie czarno na białym, że państwo w takich momentach ma ich gdzieś, nie są dla niego ważni i muszą liczyć na łaskę sąsiada, który ma traktor i podepnie do niego pług, żeby udrożnić drogę. Aż strach pomyśleć, że ktoś tam potrzebowałby wezwać karetkę lub musiał sam przemieścić się do szpitala. My politykujemy na temat połączeń autobusowych do małych miejscowości, a tu okazuje się, że, nawet gdyby były, to autobus by tam nie dojechał. I powiecie pewnie, że to kolejne narzekania roszczeniowego kierowcy, który przecież mógł zostać w domu. Może i tak, ale jeśli nie będziemy o tym pisać i mówić, wywierać presji, żeby coś się zmieniło, to nic się nie zmieni, a my nadal co drugą, trzecią zimę będziemy "zaskakiwani" pogodą.