Narty mogą słono kosztować. Bez roamingu faktura wyniesie setki złotych

To, że wyjazd na narty nie jest tanią zabawą, wie każdy. Jednak niektórzy nie zdają sobie sprawy, że ich zimowe szaleństwo może być o kilkaset złotych droższe, jeśli podczas zjazdu zechcą zrobić sobie selfie. I nie chodzi tu o żadne mandaty, a znacznie bardziej prozaiczną rzecz. Tegoroczny sezon narciarski trwa w najlepsze, a intensywne opady śniegu sprawiły, że wiele osób chętnie odkurzy narty i nieco się porusza. Popularnymi kierunkami zagranicznymi z pewnością będą Francja, Austria, Włochy czy Szwajcaria. I to właśnie tam trzeba bardzo uważnie pilnować swojego telefonu. Inaczej rachunek za niego wyniesie setki, a nawet tysiące złotych. Narty w pobliżu granicy ze Szwajcarią to świetne warunki i ryzyko wysokiego rachunku za telefon Polacy lubią narty, co widać najlepiej po krajowych stokach, albo podczas weekendów w Jasnej na Słowacji. Ośrodki w soboty i niedziele są pełne narciarzy, a po starcie ferii zimowych tłoczno może być także w tygodniu. Jednak ci, którym zależy na najlepszych warunkach, najpewniej wybiorą Szwajcarię, Francję, Włochy i Austrię. Zwłaszcza te dwa ostatnie kraje są u nas bardzo popularne. I najpewniej wszystko się tam uda, ale podczas jazdy uważajcie na swoje telefony. Pamiętajcie, że Szwajcaria nie jest członkiem Unii Europejskiej. Nie ma ona także podpisanej umowy o bezpłatnym roamingu, dzięki któremu możemy bez dodatkowych opłat dzwonić, pisać SMS-y, czy korzystać z pakietu danych w naszych telefonach. Czasami wystarczy jedno niewinne selfie ze stoku, żeby rachunek za telefon wzrósł o setki złotych. Filmik może oznaczać tysiące złotych dodatkowych opłat. I oczywiście muszą na to uważać przede wszystkim narciarze w Szwajcarii. Problem polega jednak na tym, że zasięg telefonu nie respektuje granic poszczególnych krajów. Dlatego szczególnie czujni powinni być narciarze we Włoszech, Francji i Austrii. Tam za przesłanie jednego selfie będąc podłączonym do sieci szwajcarskiej, można zapłacić nawet kilkaset złotych. Cena 1 MB danych to bowiem od ok. 31 do nawet 51 zł. Narty we Włoszech, Austrii i Francji. W tych regionach musisz uważać na internet w telefonie Żeby ułatwić wam szusowanie, zebrałam listę regionów narciarskich, w których istnieje ryzyko (a w niektórych jest nawet pewność), że złapiecie za zasięg ze Szwajcarii. Tam lepiej jest wyłączać internet na czas szusowania lub przynajmniej przebywania na szczycie. We Włoszech trzeba uważać przede wszystkim w uwielbianym przez Polaków Livigno. Pułapką na narciarzy może być także Dolina Aosty (Matterhorn Ski Paradise). Tu największe ryzyko jest w ośrodku Cervinia połączonym ze szwajcarskim Zermatt. Kolejne miejsca (ze znikomymi szansami) to Dolomiti Superski i Val di Sole (Folgarida-Marilleva, Madonna di Campiglio). W przypadku Austrii na baczności powinni mieć się przede wszystkim narciarze w regionie Ischgl, gdzie dostępne są trasy transgraniczne. Ryzyko złapania szwajcarskiej sieci jest także w Silvretta Montafon i w dolinie Rätikon (Vorarlberg). W przypadku Francji chodzi o ośrodki położone w Portes du Soleil, a także w niektórych miejscach w dolinie Chamonix.