Trump odpalił nagonkę. Teraz jego słowa wracają rykoszetem. W sądzie to może być dla niego gwóźdź do trumny

Donald Trump ma jeden nieusuwalny problem: nie potrafi ugryźć się w język. Im głośniej domaga się śledztw i publicznie wskazuje winnych, tym łatwiej jego przeciwnikom pokazać w sądzie, że to nie sprawiedliwość, tylko polityczna vendetta. Wątek Jerome’a Powella jest tu podręcznikowy: lata ataków, sugestie o dochodzeniu i ostre wpisy mogą stać się najlepszą tarczą obrony szefa Fedu. Podobny schemat pojawiał się już wcześniej — Trump naciskał, komentował, a sprawy zaczynały się sypać, zanim na dobre weszły na salę rozpraw. Do tego dochodzą głosy sprzeciwu nawet wśród Republikanów, którzy alarmują o "poleceniach Białego Domu". Krótko mówiąc: Trump chciał zagrać va banque, ale może się okazać, że sam rozdaje karty swojej porażki.