To już nie dyplomacja w białych rękawiczkach — to targ, gdzie każdy ma swoją cenę. Wenezuela stała się tylko pierwszym straganem, przy którym Trump pokazał: liczy się siła, nie zasady. Kreml niby oburzony, ale tak naprawdę milczy, bo woli negocjować. Operacja USA daje Putinowi argument, że świat wraca do stref wpływów, a prawo międzynarodowe można odstawić na półkę. Stawka jest większa niż Maduro: w tle przewija się Ukraina i Iran — czyli prawdziwy towar w tej rozgrywce. Niech zacznie się targowanie.