Nie samymi supercarami dziennikarz motoryzacyjny żyje. Czasami trzeba zejść z motoryzacyjnego olimpu, by zobaczyć czym i jak wozi się lud. Zapewne Volkswagenem, samochodem dla ludu stworzonym. Myli się jednak ten, kto kojarzy samochody z Wolfsburgu z tanimi i niezbyt wyrafinowanymi wozami dla przeciętnego Kowalskiego. Przekonałem się na własnej skórze jak daleko w tyle nowy Tiguan zostawił poczciwego Passata B5. Pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy, gdy odbierałem samochód testowy, był jego rozmiar. Pierwszego Tiguana zapamiętałem jako średniej wielkości miejskiego SUVa. Gdy pracownik salonu Volskwagena prowadził mnie w kierunku najnowszej generacji, myślałem, że pomylił samochody i wsadzi mnie do większego modelu – Touarega. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że do żadnego błędu nie doszło. Wydaje się, że w ostatnich dziesięciu, może piętnastu latach koncerny samochodowe przyjęły filozofię wprost z polskich siłowni: "najpierw masa, potem masa". Mięśniaki na resorach prężą swe muskuły i chwalą się coraz obszerniejszymi kabinami. No i dobrze, bo my użytkownicy aut korzystamy na tym. Taki silny chłop dużo udźwignie, na przykład kilka osób (w komfortowych warunkach) albo gratów ze szwedzkiego marketu meblowego. Co prawda je za pięciu, ale wszystko ma swoją cenę. Jak przystało na niemiecki samochód rodzinny, pod maską pracuje silnik diesla, który robi co może, by wizyty na stacjach benzynowych nie przyprawiały kierowcy o spazmy płaczu. Z zewnątrz Tiguan wpisuje się w nową stylistykę Volkswagena. Wygląda nowocześnie i dojrzale, ale nie znajdziemy tu designerskich fajerwerków. Pakiet R-line dodaje karoserii odrobiny zadziorności. Tak jak przeciętny Kowalski nie będzie eksperymentował z modą i nie założy poplamionych spodni za 5 tysięcy euro, tak Volkswagen nie eksperymentuje z designerskimi trendami w motoryzacji. Co nie znaczy, że brak mu klasy, o nie, nasz Kowalski potrafi się przyzwoicie ubrać. SUV Volkswagena zaczyna naprawdę błyszczeć, gdy rozsiądziemy się wygodnie w jego kabinie. Może to kwestia tego, że nie siedziałem w żadnym Volkswagenie od jakichś piętnastu lat, ale byłem zaskoczony wyglądem deski rozdzielczej, jakością materiałów, spasowaniem i "vibem" wnętrza, któremu zdecydowanie bliżej do niektórych marek premium (braci z tego samego koncernu-matki) niż powszechnym wyobrażeniom o "aucie dla ludu". Centralnym punktem kabiny jest oczywiście dotykowy ekran infotainment o przekątnej aż 15" (to więcej niż laptop, na którym piszę ten tekst). Ekran jest ogromny, chyba największy, z jakim do tej pory się zetknąłem, ale co ważniejsze jest wygodny i prosty w obsłudze. W pakiecie dostajemy Apple CarPlay, który dzisiaj jest już standardem oraz asystenta głosowego IDA, który pomoże nam obsługiwać system multimedialny bez odrywania wzorku od drogi. Bezpieczeństwa pilnują liczne systemy wspomagające kierowcę jak choćby Lane Assist, a ultranowoczesne reflektory IQ.Light HD LED Matrix sprawiają, że jazda nocą jest równie bezpieczna i przyjemna jak za dnia. Zwieńczeniem całości jest zaawansowany wyświetlacz Head-up - jeszcze niedawno bajer dostępny jedynie dla kierowców aut z najwyższej półki. Kierowcę otulają wygodne fotele sportowe z opcjonalną funkcją masażu. To już jest rozpusta, która dotarła do ludu z samego szczytu motoryzacji obleganego przez luksusowe marki. Dodając do tego kojącą muzykę płynącą z głośników systemu audio Harman Kardon, można się zatracić i zapomnieć, że to "tylko" Volkswagen. Pod maską pracuje dwulitrowy turbodiesel, który generuje 193 KM mocy i 400 Nm momentu obrotowego. I śmiem twierdzić, że więcej w Tiguanie absolutnie nie potrzeba. W połączeniu z 7-biegową skrzynią DSG ten motor to idealny kompromis pomiędzy dynamiką a oszczędnością. Nie wspominając o tym, że to iteracja sprawdzonej jednostki napędowej, która nie zawodzi. Nowy Volkswagen Tiguan to SUV, który za rozsądną cenę pozwala liznąć motoryzacji premium. A nawet więcej niż liznąć, wręcz czerpać z niej garściami i robi to tak dobrze, że pod znakiem zapytania stawia sens dopłacania do tradycyjnych marek premium. Trzeba zadać sobie pytanie, czy zależy nam na drogim logo na masce? Bo oprócz tego w Tiguanie znajdziecie wszystko, czego można od samochodu zapragnąć.