Uzależnieni od promocji w Pepco czy Action. "Idę na żywioł. Po to, żeby tam być"

– Kocham chodzić między regałami, dotykać, wąchać, chłonąć, to wszystko, co jest na półkach – opowiada Julia, miłośniczka tanich sklepów. Udanymi łowami dzieli się na grupie Action Polska na Facebooku. Miłośników cenowych okazji w Polsce są miliony. Kochamy promocje i rabaty. Jednak ta miłość do okazji bywa zdradliwa. I czasem wymyka się spod kontroli. Ma bordową z emocji twarz, krótkie blond włosy sterczące we wszystkie strony i kolczyki w kształcie kółek. Pcha przed sobą wypakowany po brzegi duży wózek. Zatrzymuje się. Nagle jej oczy zapalają się jak żarówki: "Czekolada w promocji. Jedynie 1 zł". Bierze jedną za drugą, łapczywie. Układa je na samym czubku zakupów. Podchodzą inni klienci: – Co pani taka chciwa! – My też chcemy te czekolady! – Zostaw coś dla nas! Nie chce oddać. W pośpiechu wyjmuje czekolady z wózka i chowa je za pazuchę. – Co pani robi?! – Oddawaj te czekolady! Próbują jej wyrwać, ale ona nie się nie poddaje. Kilkanaście czekolad spada na podłogę. Jest 2006 rok. W Olsztynie Leclerc jest właśnie wyprzedawany –  w jego miejscu ma powstać Carrefour. Klienci ruszają więc na polowanie. Taka okazja! Im więcej uda się upolować, tym większa satysfakcja. Też tam jestem. Przechadzam się między półkami, widocznie też poluję na to, co się da. Tylko już nie pamiętam na co. Mam 20 lat, studiuję, a moim jedynym dochodem jest stypendium naukowe. Gdyby to były współczesne czasy, nagranie ludzi szarpiących się o czekolady obiegłoby media społecznościowe. Może stałoby się wiralem. Mam Nokię 3310 i nie wiem jeszcze, co to viral. Ten obraz zostaje po prostu w mojej głowie. Polowanie "Tylko dziś", "Ostatnia szansa", "Jedyna taka okazja". Przyjemne ciepło rozlewa się w ciele. Napięcie rośnie. Myślimy: "Inni kupują". "A co, ja gorsza\gorszy, że mam nie brać?" W sumie nie potrzebujemy tych kosmetyków, bo mamy zapas w domu, ale jak tu nie wziąć, skoro taka okazja? Jesteśmy sprytni, zaradni. Mogliśmy kupić coś jeszcze przed promocją. A tak, o proszę, jak przechytrzyliśmy sklep. Euforia. Taszczymy do domu kolejny kubek, ozdobę świąteczną, poduszkę. Klik: wysyłamy znajomym zdjęcia naszych zdobyczy. Idziemy ustawiać w domu wszystkie gadżety, które złowiliśmy. Wydaje nam się, że teraz będziemy szczęśliwsi. Ale nie jesteśmy. – Wyobraź sobie, że mam w domu torby z pierdółkami z Pepco i Action, których nawet nie wyjęłam z szafy – mówi moja znajoma. Dzwonię do niej, bo wiem, że jest miłośniczką zakupów, zwłaszcza w tanich sklepach. Dawno nie rozmawiałyśmy. – Dawniej przeglądałam gazetki, zaznaczałam, co warto kupić. Teraz mi to już w ogóle niepotrzebne. Idę na żywioł – opowiada z rozbrajającą szczerością. – Idę tylko po to, żeby tam być. Przejść się między półkami. Uwielbiam wąchać buteleczki z żelami pod prysznic, oglądać akcesoria do kuchni. –  I jak to się kończy? –  dopytuję. – Wracam do domu z tym wszystkim, wrzucam torbę do szafy. Choć ostatnio wyjęłam podgrzewacze do świeczek, bo chciałam użyć. Ale okazało się, że mam kilka opakowań na zapas… Rossmann, KiK, Dealz, Action, Pepco. Polacy je kochają. Popularność widać w liczbach. Pepco zakończyło ubiegły rok z przychodami sięgającymi 4,5 miliarda euro i 219 milionami euro zysku netto, co oznacza wzrost prawie 20 proc. w porównaniu z 2024 rokiem. Z kolei sieć Action osiągnęła w 2024 roku sprzedaż netto na poziomie około 13,8 mld euro, co oznaczało wzrost o ponad 21 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. Grupa Rossmann osiągnęła rekordowy przychód w 2024 roku na poziomie ok. 15,3 mld euro globalnie, przy sprzedaży większej niż rok wcześniej o ponad 10 proc. Miłość do tanich sklepów często przenosi się do sieci. Mają one własne fanpage’e na Facebooku. Grupa zrzeszająca fanów Pepco nosi nazwę Pepco - nowości i perełki. Na końcu emotka heart eyes. A tam jak na targu. Dyskusja wre.  "Czy może ktoś ma dostępne te filiżanki? Potrzebuję 6 sztuk!" "Czy ktoś orientuje się, czy te dziewczęce jeansowe dzwony to stara kolekcja, czy nowa?" "Czy ktoś ma pościel w kokardki 200×220 i byłby w stanie zakupić dla mnie?" Miłośniczki (przeważają kobiety) Pepco wrzucają zdjęcia, linki, mapki sklepów. Ktoś dopytuje o ceny, ktoś inny o sklepy w konkretnych miastach. Inni proszą: "Jeśli widzisz to w Pepco, daj znać!" albo "Kupię 2 na zamówienie!". Z czułością pochylają się nad każdą filiżanką z Pepco, każdym talerzykiem. Action Polska – Zakupy też zrzesza miłośników okazji cenowych. Jedni tropią nowości, drudzy wysyłają zdjęcia z półek, jeszcze inni pytają, czy warto coś kupić. Takie grupki jak ta to prawdziwa sieć wsparcia dla łowców okazji. Ekscytujące wyzwanie, wspólne doświadczenie.  Julia mówi, że jest sensoryczna. Poznaję ją na grupie Action Polska. Jest jedną z 1,4 mln użytkowników. – Kocham chodzić między regałami, dotykać, wąchać, chłonąć, to wszystko, co jest na półce – w jej głosie słyszę ekstazę. Co robi na grupie? Przyznaje, że same zakupy to dla niej jednak za mało. Chce się dzielić swoimi łowami, słuchać o kolejnych okazjach i pomagać dziewczynom, które nie mają Action w swoich miejscowościach. Strat, póki co nie liczy. – Na razie mam z tego same przyjaźnie – zapewnia. Zakupy: hobby czy uzależnienie? Leokadia Derkies, specjalistka terapii uzależnień, podkreśla, że robienie zakupów jest naturalną częścią naszego życia, a korzystanie z okazji bywa przyjemne i daje satysfakcję. – Kiedy uda się kupić fajny ciuch w dobrej cenie albo atrakcyjną torebkę, odczuwamy radość. Fajne jest też uczucie, gdy wracamy do domu z nową rzeczą i możemy się nią cieszyć – mówi. – W dzisiejszym szybkim i niepewnym świecie łatwo sięgnąć po takie źródło przyjemności, które daje chwilowe poczucie kontroli i satysfakcji.  Ekspertka zaznacza jednak, że u niektórych osób zakupy mogą przerodzić się w problem. Dzieje się to wtedy, kiedy stają się one źródłem silnych emocji i przeżyć, i zaczynają dominować nad codziennym życiem.  – Szczególnie osoby z predyspozycjami biologicznymi, osobowościowymi czy społecznymi mogą bardzo szybko wpaść w nawyk kompulsywnych zakupów – precyzuje.  – Raz doświadczona przyjemność związana z promocjami może prowadzić do powtarzalnego sięgania po zakupy, zwłaszcza że ofert i zachęt wokół jest mnóstwo – dodaje. Jak sobie radzić z tym problemem? – Samokontrola i wprowadzenie własnych ograniczeń może naprawdę pomóc – podpowiada specjalistka. – Chodzi między innymi o ignorowanie reklam, gazetek czy aplikacji w telefonie, które zachęcają do zakupów.  Ekspertka dodaje, że dobrym sposobem jest wchodzenie do sklepu z listą zakupów i określoną kwotą pieniędzy. Pozwala to zapanować nad impulsywnymi decyzjami i kontrolować wydatki. Zdaniem Derkies, wprowadzenie takich ograniczeń może przynieść efekty.  Ale czy zawsze da się samodzielnie poradzić z tym problemem? – Gdy zakupy przeradzają się w zakupoholizm, sprawa staje się poważna – odpowiada Leokadia Derkies. – To uzależnienie behawioralne. Jeśli już się rozwinęło, potrzebna jest fachowa pomoc, ponieważ jest to forma uzależnienia, którą należy po prostu  leczyć.