Zamknięte szkoły i żłobki, puste ulice i płonące samochody — tak wygląda znaczna część Meksyku po zastrzeleniu przywódcy jednego z karteli. — Trwa wojna o wpływy, ale dla nas to nic nowego. Niestety, jako mieszkańcy Meksyku widzieliśmy już wcześniej podobne scenariusze — mówi Onetowi Louis z Tijuany.