Leszek Lichota był ostatnio gościem u Żurnalisty. Gwiazdor "Znachora" i nadchodzącego serialu medycznego "Znieczulenie" podzielił się swoimi przemyśleniami związanymi z pracą na planie "Na Wspólnej". Jak sam podkreślił, był zadowolony z pensji, jaką oferowali mu twórcy hitu TVN, ale drażniła go popularność. Leszek Lichota był świeżo po studiach w Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie, gdy obsadzono go w roli Grzegorza Zięby w serialu obyczajowym "Na Wspólnej" stacji TVN. Aktor pożegnał się z produkcją w 2009 roku. W wywiadzie z kontrowersyjnym Żurnalistą opowiedział o tym, jak pracowało mu się przy jednym z najgłośniejszych telewizyjnych tytułów tamtych lat. Leszek Lichota u Żurnalisty. Drażniła go popularność, jaką dał mu serial "Na Wspólnej" W odcinku zatytułowanym "Uciekłem z 'Na Wspólnej' by spełniać marzenia" Lichota zasugerował, że występ w głośnej produkcji TVN-u zagwarantował mu większą stabilność finansową, niż etat w teatrze. – Dla mnie to było bardzo dużo, bo za jeden dzień pracy w tym serialu zarabiałem tyle, co za połowę miesiąca w teatrze. 900 złotych się chyba dostawało za dzień, a w teatrze zarabiałem 1400. No to jak miałem pięć dni, to do końca miesiąca starczało – wyjaśnił. Zapytany o to, czy pamięta moment, kiedy pierwszy raz "poczuł zastrzyk popularności", przyznał, że "bardzo go to drażniło". – Nie umiałem sobie jakoś z tym poradzić. Drażniło mnie, że ludzie podchodzą na ulicy i chcą autograf. Po co im na świstku papieru? – mówił. – Pojawił się na ulicy jeden z wielu grających w serialach – każda telewizja ma kilka takich seriali – i na świstku papieru chcieli autograf. Ja się bardzo na to denerwowałem – oznajmił, podkreślając, że jeden z kolegów doradził mu, by "nie świrował". Kończąc wątek "Na Wspólnej", Lichota dodał, że "aby dać sobie szansę na cokolwiek innego, trzeba się odciąć". Leszek Lichota zagra w pierwszym polskim serialu medycznym Netflixa "Znieczulenie" w reżyserii Łukasza Ostalskiego ("Kiedy ślub?") ma trafić do oferty giganta streamingu w drugiej połowie 2026 roku. W intrygującym dramacie medycznym zobaczymy u boku Lichoty m.in. znaną z "Matek pingwinów" Maszę Wągrocką, Aleksandrę Popławską ("Szadź") i Karolinę Gruszkę ("Maria Skłodowska-Curie"). "Doktor Łazarz to wybitny neurochirurg, którego kariera w dużym szpitalu nagle dobiega końca po śmiałej, lecz nieudanej operacji. Zmuszony do opuszczenia wielkiego ośrodka, podejmuje pracę w szpitalu na prowincji" – czytamy w oficjalnym opisie fabuły polskiego "The Pitt".