Chaos wokół ceł po decyzji Sądu Najwyższego i tykająca bomba zadłużenia USA to tylko szczyt góry lodowej. Tuż przed orędziem o stanie państwa Donald Trump ma twardy orzech do zgryzienia, a stawka jest ogromna. Jednak, jak to zwykle z Trumpem bywa, króluje niepewność. – Człowiek budzi się rano i nie wie, co prezydent USA wymyśli. Problem w tym, że chyba nie do końca on sam wie – zauważa w rozmowie z naTemat Piotr Kuczyński. Zamieszanie zamiast strategii, decyzje zmieniane z dnia na dzień i gospodarka uzależniona od nastroju jednego człowieka. Tuż przed orędziem Donalda Trumpa o stanie państwa sytuacja w USA robi się coraz bardziej napięta. – Człowiek się budzi rano i tak naprawdę nie wie, co prezydent Stanów Zjednoczonych wymyśli danego dnia. Jednego dnia słyszymy jedną decyzję, następnego dnia ona jest zmieniana albo podbijana. W takich warunkach nie da się prowadzić przewidywalnej polityki gospodarczej. To jest po prostu chaos – mówi w rozmowie z naTemat Piotr Kuczyński, analityk DI Xelion. Jak dodaje, to chaos, który przestał być już tylko stylem uprawiania polityki, a stał się realnym problemem dla gospodarki i rynków. Cła Trumpa zmieniane z dnia na dzień Najlepiej widać to na przykładzie polityki celnej, która w ostatnich dniach przypomina serię gwałtownych zwrotów bez ładu i składu. – W piątek słyszymy o 10-procentowych cłach na wszystko, a następnego dnia robi się z tego 15 procent. To nie jest żadna strategia, tylko działanie impulsywne. Wygląda to tak, jakby decyzje zapadały na bieżąco, bez głębszej analizy. A to uderza bezpośrednio w rynki – mówi Kuczyński. Dodatkowego napięcia dodaje wyrok Sądu Najwyższego, który ogranicza możliwości działania prezydenta. To jednak – jak pokazuje praktyka – nie zatrzymuje prób obchodzenia systemu przez Trumpa. Sekcja 232. "Argument bezpieczeństwa to głupota" Donald Trump zapowiada, jak donosi "Wall Street Journal", że sięgnie po nową broń w wojnie handlowej. Tym razem chce skorzystać z tzw. Sekcji 232 z 1962 r., czyli przepisu prawa USA, który daje możliwość ograniczania importu, np. poprzez nakładanie ceł, w imię bezpieczeństwa narodowego. – Nie ma żadnego realnego zagrożenia bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych, które uzasadniałoby takie działania. Używanie tego argumentu w tej sytuacji jest po prostu nadużyciem. W mojej ocenie to jest zwyczajnie głupota. I prowadzi do dalszego zaostrzania konfliktów – podkreśla Piotr Kuczyński. Biznes traci grunt To kolejny element, który – zamiast stabilizować sytuację – tylko ją komplikuje. Najbardziej odczuwalne skutki tej nieprzewidywalności ponosi biznes, który nie ma gruntu, na którym mógłby silnie się oprzeć. – Jesteście szefem firmy: importujecie, eksportujecie i musicie podejmować decyzje. Tylko na jakiej podstawie? Nie wiecie, jakie będą cła, jakie koszty i jakie regulacje. W tej chwili nikt nic nie wie, a to jest najgorsze możliwe środowisko dla biznesu – podkreśla analityk. To właśnie brak stabilności jest dziś największym zagrożeniem dla gospodarki. Jest jednak nadzieja, że jak to często bywa, skończy się na hucznych zapowiedziach bez żadnych konsekwencji. – To jest dom wariatów – szczególnie z punktu widzenia biznesu. Firmy potrzebują stabilności, przewidywalności i jasnych reguł gry. Tymczasem dzisiaj nikt nie wie, jakie będą cła, jakie ceny i jakie decyzje zapadną jutro. W takich warunkach nie da się normalnie funkcjonować – mówi Kuczyński. Miało być MAGA, jest TACO Do wyborów w 2024 roku Donald Trump szedł z głośnym hasłem "Mąke America Great Again", w skrócie MAGA. W ten sposób zapewniał, że uczyni Ameryką ponownie wielką. – Trump grozi, straszy, podnosi stawkę i testuje reakcję drugiej strony. A kiedy pojawia się realny opór, bardzo często się wycofuje. Na rynkach funkcjonuje już nawet określenie TACO – Trump Always Chickens Out (tłum. Trump zawsze tchórzy). Problem polega na tym, że zanim się wycofa, zdąży wywołać realne zamieszanie – zaznacza Piotr Kuczyński. To diagnoza, która dobrze oddaje nastroje panujące dziś nie tylko na rynkach, ale i w społeczeństwie USA. – To, co mnie najbardziej dziwi, to względny spokój na rynku walutowym. Przy takim poziomie chaosu i niepewności dolar powinien reagować znacznie mocniej. Tymczasem reakcja jest ograniczona. Przyznam szczerze – tego nie rozumiem – podkreśla ze zdumieniem analityk. Dług USA: problem, który nie zniknie Pod powierzchnią bieżących sporów narasta znacznie poważniejsze zagrożenie. – Mówimy o gigantycznym zadłużeniu Stanów Zjednoczonych, liczonym w dziesiątkach bilionów dolarów. Tego nie da się utrzymywać w nieskończoność bez konsekwencji. To jest problem, który narasta od lat. I prędzej czy później to po prostu pęknie – przekonuje Piotr Kuczyński. Oznacza to, że w ciągu najbliższych lat możemy się spodziewać dużego, światowego kryzysu finansowego. Dane mówią, że dług USA przyrasta w tempie ponad 8 miliardów dziennie, a łączny dług sięga już blisko 39 bilionów dolarów. Czy Polska może z tego wyjść obronną ręką i wzmocnić się gospodarczo? Całą rozmowę i pełną analizę Piotra Kuczyńskiego zobaczysz na naszym kanale YouTube naTemat.