Jak BMW X3 na wtyczkę poradziło sobie z mrozami? Byłem zaskoczony, ile przejechało na baterii

Hybrydy plug-in są moim skromnym zdaniem najlepszym pomostem miedzy elektromobilnością, a klasyczną motoryzacją. Dlatego świetnie, jak w portfolio danego modelu znajduje się tego typu napęd. I tak jest z BMW X3. Przetestowałem niedawno jego wariant na wtyczkę, a konkretnie BMW X3 30e xDrive, podczas ostatnich lutowych mrozów. I powiem wam, że jestem zaskoczony. Na temat nowego BMW X3 pisałem już w ubiegłym roku, ale wtedy opisywałem najmocniejszą wersję M50. Nowy wygląd X3 można lubić lub nie (ja akurat zaliczam się do tej pierwszej grupy), ale nie można zaprzeczyć, że jest to auto niezwykle komfortowe i solidnie wykonane. No dobra, ma kilka dziwnych rozwiązań, jak ten latający plastik przy nowych klamkach od wewnątrz od strony kierowcy i pasażera. Ale ogólnie to auto premium pełną gębą. Oczywiście najbardziej sportowo wygląda "eMka", przez te wydechy z tyłu. Kiedy macie pakiet M Sport, jak w przypadku 30e, jest przyzwoicie, ale to nie to samo. Moim zdaniem w nowym X3 więcej charakteru i pazura nabrał pas przedni, który opcjonalnie można podświetlić (efekt ten znamy już np. z BMW i7), do tego ma charakterne matrycowe, adaptacyjne LED-owe światła, które działają doskonale i w nocy robi się naprawdę jasno jak w dzień. W porównaniu do poprzedniego modelu długość nowego BMW X3 wzrosła o 34 mm, do 4755 mm, a szerokość o 29 mm do 1920 mm. W połączeniu z wysokością pojazdu zmniejszoną o 25 mm do 1660 mm oraz zwiększonym rozstawem kół uzyskano naprawdę masywny wygląd. Bezpieczeństwo i komfort to podstawa W środku? Pełen komfort, więc mamy ultrawygodne fotele z podgrzewaniem i wentylacją oraz elektryczną regulacją z zapamiętywaniem ustawień, bajecznie proste w obsłudze i płynnie działające multimedia wyświetlane na dużym dotykowym ekranie. Do tego konfigurowalne cyfrowe zegary, bogaty wyświetlacz head-up, sporo fizycznych przycisków na konsoli centralnej oraz bardzo przyjemne w dotyku materiały. No premium pełną gębą. Fajnie, że standardem w nowych BMW jest już wbudowana konsola do gier oraz sklep z aplikacjami, z którego możecie pobrać różnego rodzaju apki streamingowe, które umilą wam czas na postoju w oczekiwaniu na wasze dziecko, kiedy wyjdzie ze szkoły lub na ładowarce. Wisienką na torcie są różne systemy asystujące z monitoringiem martwego pola, asystentem parkowania (działa świetnie), kamerami 360, asystentem autostradowym (bez zarzutu), asystentem poruszania się w mieście (auto samo zwalnia przed poruszającym się wolniej autem, przed skrzyżowaniem lub ostrym zakrętem) i innymi, które poprawiają bezpieczeństwo jazdy. Owszem bagażnik w tym aucie, szczególnie w wersji hybrydowej, nie jest przepastny. Ma przyzwoite 460 litrów, czyli 110 litrów mniej, niż w spalinowej wersji. Wystarczy, żeby spakować się na kilkudniowy wypad w Karkonosze, ale bez szaleństw. Za to miejsca na tylnej kanapie jest wystarczająco, żeby komfortowo pokonywać setki kilometrów. Do tego dodatkowa strefa klimatyzacji, wygodny podłokietnik z uchwytami na kubki, kieszenie w drzwiach, gniazda USB-C, no standard w segmencie premium. Jak jeździ BMW X3 30e xDrive? Jeśli miałbym odpowiedzieć jednym słowem, powiedziałbym, że znakomicie. Ale wiadomo, jesteście tutaj, żeby poznać trochę więcej mojej opinii, więc już spieszę z rozwinięciem tej myśli. Przede wszystkim zawieszenie adaptacyjne, w tym modelu bez pneumatyki, które idealnie wytłumia nierówności, a przy trybie sportowym idealnie utwardza auto, nadając mu naprawdę wyczynowych właściwości. Jak na tak ciężkiego (2,1 tony) i wysokiego SUV-a nie czuć jego masy. Szczególnie docenicie to w zakrętach, bo wchodząc w nie, nie czujecie charakterystycznego kołysania na boki. Podobnie jest podczas hamowania. No i X3 30e jest niesamowicie zwinne. Systemowa moc 299 KM oraz 450 Nm robią robotę szczególnie podczas jazdy na drogach szybkiego ruchu, bo wyprzedzanie jest niesamowicie łatwe. Oczywiście nie jest to M50, ale serio te niecałe 300 kucy spokojnie wystarczy, żeby rozbujać te 2 tony czystej przyjemności. 30e brzmi też dość przyjemnie, chociaż efekty dźwiękowe silnika ma wzmacniane przez głośniki. To, co jest ciekawe, to po rozładowaniu się baterii auto nie traci swojego wigoru. Nie ma też uciążliwego zjawiska jak w niektórych phev-ach i przy przełączaniu się z silnika spalinowego na elektryczny i na odwrót nie czuje się żadnego szarpnięcia ani zawiechy. Auto zamienia się po prostu w sprawnie działającą samoładującą się hybrydę. Minusem i to sporym jest natomiast fakt, że BMW X3 30e posiada jedynie złącze Typu 2, które pozwala na ładowanie auta prądem przemiennym AC do 11 kW. Kurcze, to już w odświeżonej Cuprze Leon, a nie jest to segment premium, miałem 50 kW. Jasne, zamysł jest prosty, auto ładujemy w domu z wallboxa lub w pracy, więc nie potrzeba nam takiego złącza. Ale polskie realia nie są niestety tak optymistyczne, a Typ 2 w nowym aucie premium to po prostu pomyłka. Spalanie i cena No i bardziej przyziemne sprawy, czyli spalanie. Udało mi się trafić w ciekawy moment, bo X3 30e załapało się jeszcze na ostatnie lutowe mrozy. I nie tam przymrozki, tylko solidne -12. I właśnie w tej temperaturze przetestowałem baterię tego kolosa, która ma 19,7 kWh. Producent podaje, że da się na niej przejechać w cyklu WLTP około 85 km. Mnie przy takim mrozie udało się pokonać 65 km przy zużyciu prądu rzędu 30 kWh/100 km. Niesamowite! Do tego w cyklu mieszanym, jak macie na full podładowaną baterię, auto spala maksymalnie 1 litr paliwa. Po rozładowaniu baterii też nie jest źle, bo w mieście pali jakieś 7 litrów, w trasie 8 litrów. Niestety za takie przyjemności trzeba zapłacić i to sporo. BMW X3 30e w podstawie kosztuje 285 tysięcy złotych. Jak dorzucimy do niego kilka pakietów, w tym M Sport, panoramiczny dach, matrycowe adaptacyjne światła, to mamy już 400 tysięcy złotych. Teraz BMW oferuje ciekawe finansowanie, bo płacąc 0 zł na wstępie możecie mieć X3 za 2500 zł netto miesięcznie. Na pewno jest to ciekawa opcja, patrząc na te 285 tysięcy podstawy.