Na nową ekranizację "Wichrowych Wzgórz" wybrałem się, bo to doskonały pretekst, żeby wdrapać się na najwyższą półkę domowej biblioteki, gdzie stoi klasyka XIX w., i wyjąć, zdmuchując kurz z grzbietu, powieść Emily Brontë wydaną w "Bibliotece Gazety Wyborczej". Wyobrażacie sobie, że gazety codzienne jeszcze 20 lat temu wydawały kolekcje arcydzieł XIX-wiecznej prozy w 30 tomach? Nie wyobrażacie.