Spec od Bliskiego Wschodu w naTemat: USA likwidują realnych sojuszników Chin

– Radzę zatankować do pełna. W tej chwili jeszcze tragedii nie ma, ale jeśli Iran będzie naprawdę przyparty do muru, to może zablokować cieśninę Ormuz, czyli użyć "broni atomowej" w świecie ropy – mówi naTemat Maciej Michał Münnich, znawca Bliskiego Wschodu, profesor KUL, współpracujący z Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego. Tak ocenia atak USA i Izraela na Iran. Katarzyna Zuchowicz, naTemat.pl: Bardzo zaskoczył pana atak USA i Izraela na Iran? Maciej Michał Münnich: Nie. To było spodziewane. To nie jest żadne zaskoczenie. Ta wojna wisiała w powietrzu od tygodni. Wszyscy tak naprawdę czekali, kiedy padnie pierwszy strzał. Nawet Benjamin Netanjahu poetycko powiedział, że rewolwer już leży naładowany na stole i tylko czekamy, kiedy wystrzeli. No więc wystrzelił. W sobotę rano. Dokładnie tak, jak w przypadku ataku na Wenezuelę.  Akurat w przypadku Izraela sobota jest nieco zaskakująca, bo to szabat. Gdy w ubiegłą środę żegnałem się ze studentami, powiedziałem, że za tydzień, kiedy się spotkamy, pewnie dojdzie do jakichś działań wojennych. Obstawiałem, że będzie to wtorek lub środa. Na poniedziałek planowany był przylot sekretarza stanu USA do Izraela. Został przełożony właśnie z soboty na poniedziałek, więc wydaje się, że to raczej była zasłona dymna. Można powiedzieć, że pomyliłem się o jakieś 2-3 dni.  Jest coś, co najbardziej zwróciło pana uwagę w uderzeniu na Iran? Jeszcze za mało wiemy. Ale z tego, co wychwyciłem, uderzenia były w samym centrum Teheranu. Wyglądało to tak, jakby polowano na Chameneiego. Z tym, że Irańczycy już podali, że jest on poza Teheranem. Pytanie, czy tak jest naprawdę, czy tylko tak podali. Trzeba brać pod uwagę, że mogą podawać nieprawdę. Natomiast nie wiemy też, czy w centrum Teheranu nie ma innych celów, które na przykład były wytypowane przez stronę amerykańską i izraelską. Jest to więc trochę zgadywanie w ciemno. W odpowiedzi Iran uderzył w amerykańską bazę w Bahrajnie, gdzie stacjonuje m.in. Piąta Flota USA. Co dalej? Czego możemy się spodziewać po Iranie? To będą uderzenia w bazy amerykańskie i w Izrael. Ale pytanie – jak dużo rakiet Iran ma w tej chwili na wyrzutniach? Czy będzie w stanie przeciążyć systemy obrony przeciwlotniczej, saturować je i przynajmniej część tych pocisków doleci do celu? Widać, że Irańczycy już odpowiadają na pełną skalę. Oni nie mają nic do stracenia. To nie jest tak jak w zeszłym roku, kiedy celem wojny było zniszczenie czy osłabienie potencjału atomowego Iranu. Teraz mamy cel postawiony wprost, czyli zmianę władzy. Ta władza będzie więc walczyć do końca, bo nie ma nic do stracenia. Ile mogą mieć tych rakiet? Jak odpowiedź Iranu może wyglądać w praktyce? Tego nikt nie wie, ile ich mają. Ale na pewno są dobrze przygotowani w tym sensie, że po czerwcu 2025 roku nauczyli się lepiej chronić wyrzutnie i zmieniać częściej pozycje. Pytanie, na ile uda im się to przy obserwacji satelitarnej. To jest w tej chwili kluczowe. Kolejne pytanie – jak dużo rakiet, szczególnie balistycznych mają? Bo szahidy, drony, które znamy z Ukrainy, są łatwym celem i łatwo je zestrzelić. Podobnie jak na Ukrainie mogą one służyć do saturacji systemu. Jeżeli wśród dziesiątek czy setek dronów pojawią się rakiety, które mają większe głowice i są trudniejsze do zestrzelenia, to jest szansa, że te rakiety dotrą do celu i nie zostaną zestrzelone. I kolejne pytania, na które nie znamy odpowiedzi. Ile są w stanie wystrzelić ich jednocześnie? Ile ich mają? Na ile są w stanie to skoordynować? Tego nie wiemy.  Jak długo według pana może potrwać obecny konflikt? Myślę, że podobnie jak w czerwcu 2025 roku, czyli kilka, kilkanaście dni. Przynajmniej w intensywnej fazie konfliktu. Z jednej strony trudno sobie wyobrazić, żeby Iran był w stanie dłużej się bronić, ale z drugiej strony – czy USA i Izraelowi wystarczy środków przeciwlotniczych na dłużej niż na kilkanaście dni?  Nie ulega wątpliwości, że irańska strona otrzyma z pewnością dużo poważniejsze ciosy. Pytanie, czy dojdzie do zawieszenia broni jak w czerwcu? Czy też do niewypowiedzianego zawieszenia broni, gdy obie strony będą po prostu zmęczone? Czy amerykańska strona powie: osiągnęliśmy nasze cele i po prostu zaprzestanie ataków? Trudno przewidzieć scenariusz. Jaki byłby ten najczarniejszy? Najgorszy scenariusz to przedłużający się konflikt. W samym Iranie to starcia wewnętrzne, czyli rodzaj wojny domowej z mniejszościami i pomiędzy frakcjami walczącymi o władzę. To jest chaos, który może się rozlać szerzej na Bliski Wschód. Paradoksalnie opcja wenezuelska byłaby najlepsza, to znaczy zmiana władzy wewnątrz reżimu z twardej na bardziej ugodową i w miarę szybkie dogadanie się ze stronami USA. To byłoby optymalne rozwiązanie, ale oczywiście nie dla Chameneiego.  Wierzy pan, że w Iranie jest możliwa zmiana władzy właśnie w taki sposób? To jest pytanie o społeczeństwo irańskie i to jest największa niewiadoma, czy Amerykanie i Izrael osiągną swój cel główny, czyli zmianę władzy. Do tego potrzebny jest ruch społeczeństwa irańskiego. Ono oczywiście jest niezadowolone i znaczna jego część nie kocha irańskich przywódców, ale pytanie – czy wobec agresji zewnętrznej nie będzie efektu flagi? Czy nie powiedzą: "dobrze, nie kochamy Chameneiego, ale wobec agresji jednoczymy się i bronimy ojczyzny"? Tego nikt nie jest w stanie przewidzieć.  Łatwiej jest powiedzieć, co zrobią mniejszości narodowe, czyli głównie Kurdowie i Beludżowie, którzy walczą o uzyskanie większych praw w Iranie. Z ich strony zapewne dojdzie do jakichś prób, ale trudno przewidzieć, czy będą to zamieszki, czy próby zbrojnej rebelii. Kurdowie będą z pewnością traktowani jako narzędzie ze strony amerykańsko-izraelskiej, bo na Bliskim Wschodzie powszechnie postrzegani są jako potencjalni sprzymierzeńcy Izraela. Natomiast, czy to coś da? Jeśli upadnie władza w Teheranie, to być może coś osiągną. Jeśli nie, to skończy się jak zwykle. Jaki wpływ może mieć ta sytuacja na Bliski Wschód?  Odpowiem tak – radzę zatankować do pełna. W tej chwili jeszcze tragedii nie ma, ale jeśli Iran będzie naprawdę przyparty do muru, to może zablokować cieśninę Ormuz, czyli użyć "broni atomowej" w świecie ropy. I wtedy ceny ropy wystrzelą w kosmos. Tak więc, jeśli ktoś ma kanister, to na pewno warto go napełnić. Przeciętny Kowalski ma powody do niepokoju? Jeśli nie jest w Izraelu, to jego to nie dotyczy. Oczywiście podróże do krajów arabskich są wysoce niewskazane. Należy je sobie odpuścić. Ale nie na cały Bliski Wschód, bo tak słyszałem już w mediach. Myślę, że do Turcji bez problemu można lecieć na urlop i to niczym nie grozi. Na pewno nie do Jordanii, na pewno nie do Iraku, na pewno nie do Libanu, już nie wspominając o Izraelu. Tak widzę to z perspektywy polskich turystów. Do Egiptu myślę, że można lecieć spokojnie.  Po co Trumpowi to wszystko? Jak pan podsumuje to, co się stało w kontekście ataku USA na Wenezuelę w styczniu? Oczywiście Izrael rozgrywa swoją własną grę, lokalną. Ale Amerykanie realizują to, co zrobili w Wenezueli. To samo robią w Iranie, czyli likwidują potencjalnych sojuszników przed konfliktem z Chinami. Ktoś, kto mógłby być realnym sojusznikiem Chin, zostaje wyeliminowany bądź osłabiony w zależności od tego, co się uda zrobić. To jest główny cel z perspektywy amerykańskiej. Ideałem byłoby zastąpienie władzy na przychylną sobie. Jeśli się to nie uda, to przynajmniej chcą na tyle osłabić przeciwnika, żeby nie miał realnych możliwości zaszkodzenia. To jest raczej strategia dalekosiężna.