– Chcą obalić obecny rząd Iranu? I kogo wsadzą na jego miejsce? Jedyne, co można zrobić, to rozpętać wojnę domową, ponieważ nie ma żadnej koncepcji, jak ten Iran miałby wyglądać. To wszystko żywo przypomina brak koncepcji wejścia wojsk do Iraku – tak atak Izraela i USA na Iran komentuje w naTemat.pl gen. Roman Polko, były dowódca GROM. Jesteśmy świadkami nowej wojny na Bliskim Wschodzie. W sobotę 28 lutego Izrael i USA przeprowadziły skoordynowane ataki na Iran. Jeden z izraelskich urzędników w rozmowie z Reutersem poinformował, że celem byli ajatollah Ali Chamenei, najwyższy przywódca duchowo-polityczny Iranu, a także prezydent Masud Pezeszkian. Donald Trump zwrócił się natomiast do przedstawicieli irańskiego reżimu. – Do członków Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, do żołnierzy i sił policyjnych mówię dziś: musicie złożyć broń i uzyskacie pełną amnestię albo spodziewajcie się śmierci. Jeśli złożycie broń, otrzymacie pełną amnestię, a jeśli nie – zginiecie – mówił prezydent USA. Iran przeprowadził już kilka serii ataków odwetowych. Celem stały się obiekty w Bahrajnie, Katarze, Kuwejcie, Iraku i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Pytanie główne brzmi: jak długo może potrwać operacja, której celem jest ponoć obalenie reżimu w Iranie i jaka jest szansa, że USA i Izrael osiągną ten cel? Rozmawiamy o tym z gen. Romanem Polko, byłym dowódcą GROM. Gen. Roman Polko komentuje w naTemat.pl atak Izraela i USA na Iran Mateusz Przyborowski, naTemat.pl: Jak długo może potrwać operacja, której celem ma być ponoć obalenie reżimu w Iranie? Gen. Roman Polko: Odpowiedź znajduje się w pańskim pytaniu, ponieważ tak naprawdę nie wiadomo, co jest celem tej operacji. Jak można obalić reżim w kraju bez wkroczenia wojsk lądowych do tego kraju? Putin próbuje już piąty rok i mu nie wychodzi. Był pod Kijowem, próbował wysłać siły na stolicę Ukrainy, ale nie dotarły. Natomiast Iran to jest ponad 90 mln obywateli, ma przygotowaną infrastrukturę na tego typu ataki – i mam na myśli np. tunele ukryte w górach, uzbrojenie, rakiety. Do tego dochodzą osłabione, ale jednak struktury terrorystyczne. Krótko mówiąc: jaki jest cel USA, co Amerykanie chcą osiągnąć? Uderzyć, dokonać dekapitacji armii, Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej czy zlikwidować ileś tam zakładów zbrojeniowych? Oczywiście można to zrobić, tylko trudno określić skutki takich uderzeń, ponieważ można to ocenić na lądzie. Donald Trump już w czerwcu 2025 ogłosił sukces likwidacji irańskich zapasów wzbogaconego uranu. Mówił, że zostały one "całkowicie zniszczone". I nie ma powodów, żeby nie wierzyć Trumpowi i szefowi Pentagonu. A mówiąc poważnie, obalić obecny rząd Iranu? I kogo wsadzą na jego miejsce? Tam nawet nie ma opozycji. Jedyne, co można zrobić, to rozpętać wojnę domową, ponieważ nie ma żadnej koncepcji, jak ten Iran miałby wyglądać. Amerykanie zbombardują wszystko czy jak? To wszystko żywo przypomina brak koncepcji wejścia wojsk do Iraku. Tam naprawdę złą robotę zrobił Paul Bremer (administrator cywilny Iraku od 6 maja 2003 do 28 czerwca 2004 – red.). I co? Niby pokonaliśmy talibów w Afganistanie, ale został osadzony jakiś marionetkowy rząd, którego przedstawicieli miałem okazję spotykać i wiedziałem, że nic z tego nie będzie. Szczerze mówiąc, to były chyba jeszcze gorsze szumowiny od tych talibów, patrząc na to, jak funkcjonowali, jakie mieli morale i autorytety, a oni sami żadnego autorytetu nie mieli w społeczeństwie. Właśnie chciałem pana zapytać o szanse na sukces w Iranie, znając doświadczenia z Iraku i Afganistanu. Patrząc na to, co się wydarzyło w sobotę, jest to sukces wyłącznie Netanjahu. W czerwcu 2025 to on poniekąd sprytnie włączył Stany Zjednoczone do działań przeciwko Iranowi. I teraz, moim zdaniem, postąpił podobnie. Wydaje się, że rzeczywistym celem Izraela jest osłabianie potencjału Iranu przy jednoczesnym wciąganiu do działań USA, potężnego kraju z najsilniejszą armią świata. Plus budowanie na użytek wewnętrzny własnego kapitału politycznego, bo zapewne Trump znów ogłosi potężny sukces Stanów Zjednoczonych. Pięćdziesiąta ósma wygrana wojna i zaprowadzony pokój. Ale Netanjahu doskonale wie, że kiedy nastanie pokój, przyjdzie czas jego rozliczenia, stąd też niespecjalnie spieszy mu się do tego pokoju. Woli utrzymywać stan zagrożenia zewnętrznego, w którym "wszyscy jednoczymy się wokół flagi". Do tego Trump i Netanjahu tracą w sondażach. To jest niestety porażające, że w taki cyniczny sposób ci ludzie po prostu grają na siebie. Trump rzeczywiście pokazuje siłę militarną, odrzucając jednocześnie to, co do tej pory było fundamentem bezpieczeństwa, czyli zachodni system wartości. Z kolei Netanjahu w tej oblężonej twierdzy pokazuje własnemu społeczeństwu: "musicie mnie wspierać, bo w przeciwnym wypadku wrogowie znów się podniosą i będą dokonywali bestialskich ataków terrorystycznych". Ale Trump ma chyba świadomość, że Irańczycy nie będą się kłaniać Amerykanom i rozkładać przed nimi czerwonych dywanów. Zdecydowanie o tym wie. Poza tym ja bardzo dziękuję za taką pomoc, że przy okazji zbombardowano szkołę w Iranie i jest kilkadziesiąt ofiar. Przecież Amerykanie sami tłumaczyli światu, że trzeba wejść w system wartości, religię, kulturę społeczeństwa, w którym działamy, i dopiero później szukać rozwiązań. Trudno wchodzić militarnie, jeśli nie ma się pomysłu na pokój. I to nie jest tak, że Amerykanie tego nie wiedzą, jednak przywódcy polityczni, tacy jak Trump, często w ogóle nie słuchają głosów mądrych ludzi, tylko otaczają się ludźmi, którzy bezkrytycznie realizują politykę znaną dyktatorom. To jest w tym wszystkim najbardziej porażające, ponieważ Trump nie jest dyktatorem, ale udowadnia, że bardzo chciałby nim być, a demokrację, jak tylko może, stara się ograniczać. Ja naprawdę cały czas się zastanawiam, jaki był konkretny cel tego ataku na Iran. Demonstracja siły? Wsparcie Izraela? Działanie na użytek sondaży? Proszę zwrócić uwagę, że Putin też doskonale wie, że jak zakończy się wojna w Ukrainie, to on również się skończy, bo przyjdzie czas rozliczeń – weterani będą oczekiwać poziomu życia, jakie im zapewniały pensje wojenne, a gospodarka pokaże swoje nędzne oblicze, którego nie będzie można tłumaczyć wojną. W Izraelu wiele problemów i niedostatków również tłumaczy się wojną, a Trump, mówiąc, jakim to on nie jest gołąbkiem pokoju, pręży te swoje muskuły i szantażuje. Porażające jest to, w jakim kierunku poszła polityka, kiedy odrzucono coś, co było największą siłą Zachodu, czyli kwestię wspólnych wartości.