Wakacje w Dubaju nie są już bezpieczne. Polacy świadkami ataków

Turystyczny świat na Bliskim Wschodzie zatrzymał się po ataku Izraela i USA na Iran, a także irańskim odwecie. Rakiety spadają w Bahrajnie, Kuwejcie, ale i pełnych naszych turystów Zjednoczonych Emiratach Arabskich czy Katarze. Polacy będący na miejscu relacjonują sytuację. Bliski Wschód od tygodni był bardzo ryzykownym kierunkiem podróży. Polskie ambasady regularnie wysyłały kolejne ostrzeżenia i apelowały, aby tam nie podróżować, nawet jeśli miał to być tylko przystanek w drodze np. do Tajlandii. Turyści nie posłuchali i utknęli na miejscu. Czy są sami sobie winni? Nie do końca. Czy w Dubaju jest bezpiecznie? Na pewno nie w pełni Najważniejszym punktem dla polskich turystów są Zjednoczone Emiraty Arabskie, a zwłaszcza Dubaj. Ten kierunek był jednym z najpopularniejszych tej zimy, a i na początku marca wiele osób chciało tam polecieć w poszukiwaniu słońca i ciepła. W nocnych atakach odłamki irańskich pocisków uszkodziły lotniska w Abu Zabi i Dubaju. Natomiast linie lotnicze wstrzymały wszelkie loty co najmniej do poniedziałku 2 marca. Na miejscu jest polski podróżnik Patryk Suracki. Polak jest też współwłaścicielem firmy organizującej wycieczki w Dubaju. I choć aktualna sytuacja nie jest łatwa dla jego biznesu, to otwarcie podkreślił, że miasto nie jest w pełni bezpieczne. – Otóż jak najbardziej były naloty zarówno rakiet, jak i dronów. Te rakiety były zestrzeliwane, te drony również były zestrzeliwane, a ich odłamki niszczyły różne części Dubaju – opowiedział podróżnik. – Ludzie byli ewakuowani z hoteli. Były nocne syreny. Dalej były nocne naloty – dodał. Polecił też, aby osoby, które są aktualnie w Dubaju, rozważyły podróż do Omanu, aby tam przeczekać kilka dni i zobaczyć, jak rozwinie się sytuacja. W Dubaju jest także aktorka Agnieszka Włodarczyk, która mieszka tam od 2024 wraz z mężem, triathlonistą Robertem Karasiem i synem Milanem. – Tramwaje jeżdżą, ludzie jeżdżą w samochodach. Ten incydent, który mi wysyłacie na Palmie, był tam... Sytuacja została opanowana – relacjonowała w mediach społecznościowych. Na Instagramie, Facebooku i TikToku można znaleźć wiele materiałów dotyczących aktualnej sytuacji w ZEA. Wiele osób podkreśla, że miasto działa normalnie, ludzie są na ulicach, a restauracje i sklepy działają. Mimo tego kolejne ostrzały mogą rozpocząć się w każdej chwili, a przewidzenie dalszego rozwoju sytuacji jest niemożliwe. Stąd warto posłuchać ostrzeżenia polskiego MSZ i odwołać wszelkie podróże na Bliski Wschód. Dodajmy, że nawet lokalne władze w ZEA zaapelowały, aby pracownicy sektora prywatnego w najbliższym czasie pracowali zdalnie. Doha ostrzelane przez Iran. W Katarze jest Anita Włodarczyk Przez całą noc rakiety i drony lecące w kierunku Dohy zestrzeliwały wojska w Katarze. Na miejscu była wtedy polska lekkoatletka Anita Włodarczyk. "Wczoraj będąc na treningu na rzutni, otrzymaliśmy pierwszy alert o możliwym ataku Iranu (na bazę amerykańską w Katarze) z informacją, aby udać się do domów itp. Nie minęło 20 -30 min i usłyszeliśmy dwa wybuchy, więc od razu wróciliśmy do hotelu. Przez cały dzień było słychać wybuchy, sytuacja nie była normalna, to co się działo na niebie, to było straszne" – relacjonowała w mediach społecznościowych. Świadkami tych wszystkich wydarzeń na Bliskim Wschodzie były tysiące innych polskich podróżnych, które poleciały tam mimo ostrzeżeń polskiego MSZ. Czy zatem są sami sobie winni, bo nie posłuchali alertów? Nie do końca. Obozy przygotowawcze, czy nawet urlopy rezerwuje się z wielomiesięcznym wyprzedzeniem, a ich odwołanie często jest niemożliwe. Dodatkowo w momencie, kiedy wydało się kilkanaście tysięcy złotych na jedyny w tym roku urlop, zrezygnowanie z niego nie jest łatwą decyzją. Za utknięcie wielu turystów poniekąd można winić biura podróży. Te powinny być w kontakcie z MSZ i najszybciej reagować na poważne ostrzenia. W tym przypadku tak się jednak nie stało. Ostatecznie bowiem ostrzeżenia turystyczne wydawane przez ministerstwo spraw zagranicznych nie mają mocy prawnej w odniesieniu do touroperatorów. Polskie państwo nie może nikomu zakazać gdziekolwiek pojechać. A szkoda, bo czasem byłoby to bardzo wskazane.