Opiekun sztuki i kobiet

Jeffrey Epstein, o którym na łamach „Do Rzeczy” po raz pierwszy pisałam przed ponad sześcioma laty („Po Weinsteinie Epstein”, nr 34/2019), dobrze czuł się w roli mecenasa sztuki. Finansował artystów, ale wciągał ich w swoją grę i oczekiwał usług związanych z sutenerskim procederem. Oni – zaszczyceni, że mają oświeconego przyjaciela – nie odmawiali.