Nie chcą szczepić dzieci na HPV. "Po moim trupie", "Zaplanowane ludobójstwo"

"Nikt nie będzie eksperymentować na moim dziecku!", "Zostawcie nasze dzieci w spokoju!", "Chcą nas wymordować!" – to tylko kilka z wielu emocjonalnych sprzeciwów ze strony rodziców, którzy dowiedzieli się, że szczepionka dla nastolatków na HPV może być obowiązkowa.  Tylko że głosy rodziców nie biorą się znikąd. Nie żyją przecież w próżni. Podatni na manipulację, bombardowani fake newsami z każdej strony, zaczynają wierzyć w to, co podsuwa im algorytm.  Dla jasności: do tej pory szczepionka przeciw HPV figurowała w Polskim Programie Szczepień Ochronnych jedynie jako "zalecana". I już wtedy antyszczepionkowa bańka oszalała.  Teraz znów antyszczepionkowcy wyciągnęli swoją tajną broń. I tak oto strzelają argumentami, które nie mają nic wspólnego ani z prawdą, ani z nauką. Antyszczepionkowcy wymachują fragmentem pisma z Ministerstwa Zdrowia z 2018 roku, które ma rzekomo dowodzić braku badań, straszą rewelacjami o szkodliwości szczepień, przekazują mit o braku kontroli preparatów. Są też tacy, co uważają, że szczepionka na HPV to... zielone światło do rozwiązłości. Gorzej, że w foliarskie teorie wierzą niektórzy rodzice. Powinienem mieć pewność, a mam wątpliwości Piotr, samodzielny tata 13-letniego Krzysia, nie uważa się za radykała. Mówi o sobie raczej jako o człowieku, który "drąży", "chce wiedzieć więcej". Interesuje go to, co znajduje się w składzie szczepionek i czy ich wpływ na zdrowie na pewno jest wyłącznie pozytywny. Jego lęki nie dotyczą tylko HPV. Piotr w ogóle nie ufa systemowi, w którym przyszło mu wychowywać syna. – Nad wielkimi korporacjami farmaceutycznymi nie ma dziś właściwie żadnej kontroli – uważa. – Mają tak ogromne budżety, że mogą wpływać na organizacje, które teoretycznie powinny dbać o nasze zdrowie. Ja tym firmom po prostu nie ufam. Zdaniem Piotra współczesny lekarz nie kieruje się już własną wiedzą, lecz odgórnie narzuconymi procedurami. Mój rozmówca nie szczepi syna, bo "nie chce kusić losu". – Gdyby coś się wydarzyło, nie darowałbym sobie tego do końca życia – tłumaczy. – Każdy organizm jest inny, każdy ma inną odporność. Szczepionka z założenia powinna pomagać, to jasne. Ale ja, podając coś dziecku, powinienem mieć stuprocentową pewność, że to jest dla niego dobre. W ogóle nie powinienem musieć się nad tym zastanawiać. Piotr czuje presję. Kiedy w szkole pojawiały się zachęty do dobrowolnych szczepień na HPV, a dyrektor rozsyłał listy do rodziców, on nie widział w tym troski, tylko reklamę. – Dla mnie to żaden argument, że "w szkole szczepią". Na jakiej podstawie dyrektor promuje konkretne preparaty? – pyta retorycznie. – Formy leczenia powinny być poparte rzetelnymi badaniami, a nie marketingiem. Podobne argumenty przytacza Ewa, mama 13- latki. – Moje dziecko to punkt w statystyce szczepień. Nikt nie analizuje jej indywidualnej historii, nikt nie daje mi gwarancji, że nie wystąpią powikłania. Jeśli coś pójdzie nie tak, to nie system, nie ministerstwo i nie dyrektor szkoły zostaną z problemem. Zostanę z nim ja i moje dziecko. Wolę zaufać własnej intuicji – tłumaczy. Pytam wprost, dlaczego odrzuca naukę na rzecz intuicji. – Nauka nauką, ona patrzy na całość. A ja mam jedną jedyną córkę, rozumie pani? – w jej głosie słyszę zdenerwowanie. – Poza tym, co, lekarze to jacyś nieomylni są? A jak mi córka w śpiączkę po szczepionce zapadnie, to kto będzie nad nią czuwał? Małgorzata z kolei wierzy, że szczepionki to "biologiczna broń", a kampanie profilaktyczne to nic innego jak "eksperyment na żywym organizmie". Każdy fakt naukowy traktuje jak próbę manipulacji i zamach na swoją wolność. Walczy z systemem. Na antyszczepionkowych forach grzmi o spiskach, ukrywaniu niepożądanych odczynów i wielkim oszustwie koncernów farmaceutycznych. – Po moim trupie zaszczepię córkę na HPV – słyszę w słuchawce energię i bojowe nastawienie. – Jeśli ja nie postawię tej granicy, to nikt jej nie postawi. System chce nas przemielić. Moja córka jest zdrowa. Nie zgadzam się na żadną chemię, na żadne eksperymenty. Słyszałam o dziecku, co przyjęło szczepionkę i już nigdy nie urosło! Równie dużo zdumiewających głosów widzę w internetowych komentarzach. "Nikt nie będzie eksperymentować na moim dziecku" "Ręce precz od naszych dzieci!" "Zaplanowane ludobójstwo" A przecież chodzi o szczepionkę, która może uratować przed rakiem. Eksperci nie mają złudzeń Dlaczego tak wielu rodziców obawia się szczepionek? Pytam o to dr Ilonę Małecką, pediatrę i wakcynologa.  – Z jednej strony należy to zrozumieć, patrząc na skalę dezinformacji, z drugiej strony to strach zupełnie oderwany od faktów. Ludzie wręcz czasem zamykają się na rozmowę, na tłumaczenia. Czasem, jeśli początkowo mają tylko drobne wątpliwości, to tego typu retoryka sprawia, że utwierdzają się w nich i właśnie zamykają na dialog. Wolą pozostać w swoim lęku, czy wręcz w tych oparach absurdu – tłumaczy. I podkreśla, że szczepionki uratowały już miliony istnień. – Dzięki programom szczepień prowadzonym od blisko 20 lat na całym świecie, ogromna liczba kobiet uniknęła raka szyjki macicy oraz innych nowotworów. Choroby te zawsze wiążą się z trudnym rokowaniem i wyniszczającym leczeniem. Szczepionka pozwala tego uniknąć. Szczepionki ratują życie, a nie je odbierają.  Skąd więc teorie spiskowe, które przytaczają antyszczepionkowcy na forach? Zdaniem lekarki, niestety żyjemy w świecie, w którym "każdy może bezkarnie głosić najbardziej absurdalne tezy, kłamstwa i kalumnie, niemające żadnego związku ani z rzeczywistością, ani tym bardziej z nauką". Dr Ilona Małecka od lat z ogromnym zaangażowaniem edukuje rodziców w kwestii bezpiecznych szczepionych wszędzie, gdzie tylko może. – Robię to w kontakcie bezpośrednim w poradni, na oddziale szpitalnym, czyli w miejscach, w których pracuję, a także na moim profilu na Instagramie. Uważam, że rzetelna wiedza to jedyny oręż, jaki możemy wytoczyć przeciwko potwornej skali dezinformacji, z którą mamy obecnie do czynienia – tłumaczy.  Z medycznymi fake newsami od lat walczy także prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska. I stawia sprawę jasno. Na swoim profilu na Facebooku punktuje twarde dane z krajów, które szczepią masowo: "Widzimy to czarno na białym: zakażenia onkogennymi typami HPV spadły nawet o 90%. Załamanie liczby stanów przedrakowych szyjki macicy u młodych kobiet to fakt, nie eksperyment. Szczepienie zmniejsza ryzyko raka nawet o 70–90% – czyli realnie eliminuje chorobę, która była jedną z głównych przyczyn zgonów młodych kobiet”. Ekspertka dodaje gorzko: "Naturalna historia HPV to wieloletnie, bezobjawowe zakażenie, a później diagnoza: rak szyjki macicy, gardła, odbytu. I to czasem u kogoś, kto nigdy nie miał żadnych problemów ginekologicznych". HPV w pigułce: poznaj fakty, nie mity Ludzki wirus brodawczaka, znany szerzej jako HPV, to potężna rodzina obejmująca ponad sto różnych odmian patogenu. Nie każda z nich jest jednakowo groźna. Odmiany o niskim ryzyku wywołują zazwyczaj łagodne, choć uciążliwe zmiany, takie jak brodawczaki czy kłykciny kończyste (brodawki płciowe). Prawdziwym zagrożeniem są jednak szczepy wysokoonkogenne. To właśnie one stoją za rozwojem stanów przedrakowych oraz raka szyjki macicy. Warto pamiętać, że wirus ten odpowiada również za inne nowotwory: sromu, pochwy, odbytu, prącia, a także jamy ustnej, gardła oraz okolic głowy i szyi. Do zakażenia dochodzi zazwyczaj podczas kontaktów intymnych, najczęściej niedługo po rozpoczęciu współżycia. Skala zjawiska jest niemal powszechna – dane Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH wskazują, że statystycznie 8 na 10 osób aktywnych seksualnie zetknie się z HPV w ciągu swojego życia. Szczepionki są bezpieczne W walce z wirusem medycyna wykorzystuje obecnie trzy rodzaje preparatów. Różnią się one między sobą liczbą genotypów wirusa, przed którymi chronią (tzw. walentnością). Specjaliści uspokajają: szczepionki te są gruntownie przebadane i bezpieczne. Ewentualne odczyny poszczepienne, takie jak zaczerwienienie, ból w miejscu wkłucia, lekkie obrzęki, ból głowy czy mięśni oraz chwilowe zmęczenie, mają charakter łagodny. Bezpieczeństwo tych preparatów jest pod stałą, rygorystyczną kontrolą ekspertów już od 2006 roku, kiedy to pierwsza szczepionka trafiła do użytku. O skali zaufania i doświadczenia medycyny świadczy fakt, że na całym świecie podano już setki milionów dawek.