Przestępczość w Berlinie wyższa niż w całej Polsce? Deutsche Welle demaskuje manipulacje

Polskie media społecznościowe obiega grafika przekonująca, że w samym Berlinie w 2024 roku odnotowano więcej przestępstw niż w całej Polsce. Powodem ma być obecność cudzoziemców. DW sprawdza, ile jest w tym prawdy. "Berlin tonie w przestępczości. W jednym mieście gorzej niż w całej Polsce" – utrzymuje w dramatycznym tonie portal wPolsce24.pl. I sugeruje: "To efekt otwartych granic?". Grafikę, przedstawiająca dwa słupki z wartością 539 tysięcy 049 i 440 tysiące 239, które mają odpowiadać liczbie przestępstw odpowiednio w Berlinie i Polsce, rozpowszechniają internauci z Facebooka, TikToka, czy X (choć z niektórych profili, jak np. Konfederacji, później zniknęły). – Mamy wielkie szczęście, że mieszkamy w bezpiecznym kraju i musimy bronić tego jak niepodległości przed zdurniałym lewactwem – pisze pod grafiką Tomasz Grabarczyk z ugrupowania "Konfederacja. Nowa Nadzieja", który bez powodzenia ubiegał się o mandat europosła w Brukseli. W Berlinie przestępczość jest wysoka. Jednak takie zestawienie i przesłanie jest nieprawdziwe, bo nieporównywalne. Same liczby istnieją, tyle że opisują odmienne kategorie. Gdzie wystarczy zgłosić, a gdzie wszcząć postępowanie? Grafika porównuje liczbę wszystkich zgłoszonych na policję przestępstw (tak statystykę prowadzą Niemcy) z liczbą "rozpoczętych postępowań przygotowawczych" w Polsce. Tu mamy pierwszą manipulację, bo zgłosić przestępstwo może każdy. W Berlinie po zgłoszeniu przestępstwa, złożeniu zeznania i podpisaniu go, dany czyn, nadal nie potwierdzony, wliczany zostaje do statystyki. Co więcej – nie znika z niej po stwierdzeniu, że nie ma podstaw do wszczęcia postępowania. W Polsce mamy dwie liczby: wspomniane 440 tysięcy i... ponad 791 tysięcy. Obie dotyczą przestępczości w Polsce w 2024 roku, ale tylko ta niższa pojawia się na grafice. Zapewne dlatego, że wyższa nie pasowałaby do tezy. Tymczasem ta niższa nie mówi nic o liczbie przestępstw w Polsce ani o wskaźniku przestępstw. Oznacza ona bowiem "liczbę rozpoczętych postępowań przygotowawczych" kryminalnych. Przestępstwo i postępowanie to nie to samo W przypadku pięciu włamań popełnionych przez jedną osobę w tym samym okresie, rozpoczęte zostanie jedno postępowanie – tymczasem przestępstw było pięć razy więcej. Nie można więc ich porównać z liczbą wszystkich zgłoszeń na policję w Berlinie. To tak, jakby porównywać nawet nie jabłka do gruszek, ale do ogórków. Wyższa o ponad 400 tysięcy liczba około 791 tysięcy, ogłoszona w corocznym raporcie MSW w Sejmie i ogólnodostępna, odnosi się do "stwierdzonych przestępstw". To nadal węższa kategoria niż w statystyce niemieckiej, ale bardziej zbliżona. A zatem jeżeli chcemy porównywać z berlińskimi 540 tysiącami, to tylko polską liczbę ponad 791 tysięcy.  Różne kategorię przestępstw w Niemczech i Polsce To nie koniec manipulacji. W różnych krajach obowiązują różne definicje tego, jaki czyn definiowany jest w statystykach jako "przestępstwo". W przypadku Niemiec metodologia różni się nawet między landami. Pozostając tylko przy Berlinie: tu, na przykład, statystyka obejmuje złamania prawa azylowego. To nie tylko nielegalne przekroczenie granicy, ale i opuszczenie przypisanego miejsca pobytu, choćby na krótki czas. W Niemczech cudzoziemcy w czasie postępowania azylowego rozdzielani są proporcjonalnie po różnych landach. Mogą poruszać się po danym landzie, ale bez specjalnej zgody nie mogą go opuszczać (tzw. Residenzpflicht, obowiązek rezydencji). Jeżeli więc uchodźca z Berlina postanowi odwiedzić rodzinę czy znajomych w Hamburgu, choćby tylko na weekend, w przypadku wylegitymowania jego podróż zostanie zakwalifikowana jako przestępstwo i włączona do statystyk – choć sama w sobie nie stanowi zagrożenia dla nikogo. Takich przestępstw odnotowano w Berlinie w 2024 około 23 tysiące 500. W Polsce – żadnego, bo w Polsce cudzoziemiec w procedurze nie jest zobowiązany do pobytu w jednym miejscu, więc prawo nie przewiduje takiego przestępstwa. Z kolei nielegalne przekroczenie granicy leży w gestii Straży Granicznej, a nie policji – i też nie pojawia się w statystyce. Podobnie zresztą jak kradzież do wartości 800 złotych, która w Polsce traktowana jest jako wykroczenie, nie przestępstwo. W Berlinie i całych Niemczech kradzież kwalifikowana jest jako przestępstwo bez względu na wartość – i podbija statystyki. Ponad połowa odnotowanych w Berlinie w 2024 roku przestępstw to były właśnie kradzieże, w tym kieszonkowe lub sklepowe – z dużym prawdopodobieństwem spory udział w nich miały kradzieże o wartości poniżej 800 złotych, czyli niecałych 200 euro. Dotyczy to również przestępczości nieletnich: w Polsce przestępstwa dokonane przez osoby poniżej 17. roku życia nie są wliczane do ogólnej statystyki, tylko odrębnej kategorii. W Niemczech do statystyki ogólnej wliczane są nie tylko przestępstwa dokonane przez nieletnich poniżej 17. roku życia, ale nawet przez dzieci poniżej 14. roku życia – choć te ostatnie nie podlegają odpowiedzialności karnej i nie mogą zostać skazane. A przemoc w tej grupie wiekowej jest coraz częstsza – co statystyki będzie podbijać, jeżeli się ją do nich włączy, jak robią to Niemcy. Już tylko te trzy różnice całkowicie zaburzają porównanie liczbowe. Dodatkowo w Niemczech do statystyk wliczane są przestępstwa prywatnoskargowe, czyli ścigane z inicjatywy pokrzywdzonego, które w Polsce do kategorii przestępstw kryminalnych nie wchodzą. To dlatego w polskiej statystyce nie napotkamy na występujące w tej berlińskiej przestępstwa "zniewagi" czy naruszenia nietykalności cielesnej (np. spoliczkowanie, celowe popchnięcie, czy szarpanie) albo "naruszenia miru domowego". Winni cudzoziemcy? Taka teza pojawia się w prawicowych mediach. "Odpowiadają za nie głównie imigranci" – pisze wprost i już bez znaku zapytania portal bezprawnik.pl.  Podstawowa sprawa: ponieważ – jak już wspomniano – w niemieckich statystykach uwzględnione są wszystkie zgłoszenia przestępstw, a nie wyroki, można mówić tylko o "podejrzanych o popełnienie przestępstwa". W ilu przypadkach ich sprawstwo się potwierdzi, a zatem, jaki jest prawdziwy udział cudzoziemców w przestępczości, tego ta statystyka nie pokazuje. Natomiast wśród  "podejrzanych" w Berlinie nadal ponad połowa, bo ponad 56 proc. to Niemcy. Cudzoziemcy stanowią mniej niż połowę, a zatem mniejszość. Przy czym statystyki nie rozróżniają, czy chodzi o cudzoziemców mieszkających w Niemczech czy przebywających tu czasowo: jako turyści, pracownicy tymczasowi, w tranzycie albo osoby "bez potwierdzonego miejsca zamieszkania". Co ciekawe, w Niemczech ogółem udział cudzoziemców wśród osób podejrzanych jest dużo niższy niż w Berlinie, bo stanowi ok. 34 proc. W tej grupie przeważają młodzi mężczyźni w wieku 18-30 lat, czyli tak samo jak w grupie podejrzanych Niemców. Berlińskie statystyki nie podają narodowości podejrzanych cudzoziemców. Takie informacje uwzględniane są w statystykach ogólnokrajowych, według których wśród podejrzanych cudzoziemców dominują Rumuni, Polacy i Syryjczycy, co jest proporcjonalne do wielkości tych grup narodowościowych w Niemczech. Podsumowując: nie, w Berlinie nie popełniono więcej przestępstw niż w całej Polsce. Statystyka z Polski i z Berlina różni się metodologią w wielu aspektach i nie jest bezpośrednio porównywalna.  Rozpowszechniana grafika jest zdecydowaną manipulacją, nierozpoznawalną przez laika. Cudzoziemcy w Berlinie mają duży udział wśród podejrzanych, natomiast nie stanowią wśród nich większości. Nie można też powiedzieć, że do wyższej przestępczości przyczynił się napływ uchodźców w 2015 roku. Co więcej: liczba przestępstw w Berlinie była 20 lat temu wyższa niż dziś, zmieniła się natomiast ich struktura. Dziś jest, na przykład, więcej przestępstw z udziałem młodzieży, co jednak nie jest tylko niemieckim trendem. Warszawa bezpieczna, ale Łodzi blisko do Berlina Dodatkowo w aspekcie rozpowszechnianej manipulacji pojawiał się komentarz, że Berlin "znajduje się w czołówce najbardziej niebezpiecznych miast Europy". Rzeczywiście, Berlin można uznać za miasto ogólnie mniej bezpieczne niż Warszawa. Ale – mimo wszystko – trudno mówić tu o "czołówce". W rankingu kryminalnym Numbeo, obejmującym 153 kraje europejskie, Warszawa była w 2024 roku na 112. miejscu. Berlin na 49. za Dublinem, Turynem czy bułgarską Konstancją, nie mówiąc o Londynie, Paryżu czy Rzymie. Parę miejsc za Berlinem, na miejscu 58., znajduje się...  Łódź – w której metodologia statystyki dotyczącej przestępczości jest taka sama jak w Warszawie i całej Polsce. Autorka: Agnieszka Hreczuk