Orlen reaguje po serii grafik PiS. Straszą, że w Polsce zabraknie paliwa

PiS ruszył z nową akcją i na alarmistycznych grafikach straszy, że Polska może stanąć przed problemem dostępności paliw w związku z sytuacją na Bliskim Wschodzie. Premier Donald Tusk i minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska skrytykowali przekazy, które sugerowały potrzebę tankowania na zapas. Zareagowało też biuro prasowe Orlenu. Paulina Hennig-Kloska przyznała w Polsat News, że "ruchy na cenach będą jak zawsze", ale wskazywała też, że na ten moment podaż miała przewyższać popyt, a kluczowe dla dalszych cen będzie to, co wydarzy się w rejonie Ormuz. Powodów do paniki w sprawie "braku paliw" rząd nie widzi, ale w kwestii cen nikt nie składa obietnic, że wojna pozostanie bez wpływu na portfele kierowców. – Jak informowali i przedsiębiorcy, i grupa Orlen, i minister energii, dostawy surowców, w tym ropy do Polski, są realizowane bez zakłóceń, korzystamy z innych szlaków handlowych niż te, które są zakłócane. Mamy też przecież duże rezerwy ustawowe, które zabezpieczają nas w pewnym okresie. Nie ma co panikować. Oczywiście ruchy na cenach będą na rynku jak zawsze – mówiła w programie Graffiti minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska. Nie szczędziła też słów w stronę swoich konkurentów. Skrytykowała zachowania polityków PiS, którzy opublikowali na X całą serię grafik mających na celu wywołać niepokój wśród obywateli. – Wczorajsze grafiki w social mediach PiS, które próbowały wywołać panikę, są nieodpowiedzialnym zachowaniem niegodnym parlamentarzystów – dodała. Orlen reaguje po serii grafik PiS "Czy zabraknie paliwa? Polacy zaczynają się obawiać. Konflikt na Bliskim Wschodzie eskaluje. Ceny ropy rosną. A rząd? Cisza", "Polacy ruszyli na stacje obawiając się rosnących cen paliw. A rząd? Śpi", "Gdzie są zabezpieczenia? Czas na tarcze osłonowe! Czy mamy gwarancję dostaw? Czy są uruchomione rezerwy? Czy rząd przygotował plan awaryjny? Polacy mają prawo wiedzieć" – grafiki z takimi treściami pojawiły się w poniedziałek na oficjalnym profilu PiS w serwisie X. Pod jednym z postów pojawił się nawet komentarz Biura Prasowego Orlenu. "Niczego bardziej rosyjsko-propagandowego nie zobaczycie w tym tygodniu. A jest dopiero poniedziałek" – czytamy. I dalej: "Dla porządku: to całkowita nieprawda, nasze rafinerie pracują normalnie, dostawy surowca przebiegają bez zakłóceń, mamy zdywersyfikowane źródła dostaw". – Trzeba mieć bardzo dużo złej woli, żeby w obecnej sytuacji próbować destabilizować bez żadnego powodu sytuację w naszym kraju – skomentował całą sprawę we wtorek Donald Tusk podczas posiedzenia rządu. Orlen i PERN uspokajają Orlen przekazał w innym komunikacie, że nie widzi zagrożeń dla ciągłości dostaw paliw do Polski ani pracy rafinerii, podkreślając jednocześnie, że firma nie sprowadza ropy przez Cieśninę Ormuz. To ma znaczenie, bo Ormuz jest dziś symbolem ryzyka dla globalnej podaży ropy. "Na obecnym etapie nie identyfikujemy zagrożeń dla ciągłości dostaw paliw na rynek krajowy ani dla funkcjonowania naszych rafinerii, ponieważ Orlen nie sprowadzał i nie sprowadza ropy naftowej przez Cieśninę Ormuz. System zabezpieczenia rynku, w tym zapasy obowiązkowe i strategiczne, stanowi istotny bufor bezpieczeństwa na wypadek przejściowych zakłóceń w handlu międzynarodowym" – przekazał koncern. Podobny ton pojawił się w przekazach dotyczących samej logistyki. PERN poinformował, że sytuacja na Bliskim Wschodzie w żaden sposób nie wpływa na ciągłość dostaw ropy i paliw do Polski, a sam system działa stabilnie. Przypomnijmy, że PERN odpowiada za kluczową część infrastruktury przesyłowej i magazynowej. Cena może pójść w górę, bo ropa już poszła Przypomnijmy, że w Polsce funkcjonuje system zapasów obowiązkowych ropy i paliw, które mają zabezpieczać kraj na wypadek kryzysu dostaw. Zgodnie z informacjami rządowymi producenci i handlowcy utrzymują zapasy w wielkości odpowiadającej iloczynowi 53 dni i średniej dziennej produkcji lub przywozu z poprzedniego roku. To jest jeden z powodów, dla których nawet w okresach globalnych turbulencji rynek zwykle reaguje przede wszystkim ceną, a nie pustymi dystrybutorami. Pamiętajmy jednak, że to, iż dostawy są zabezpieczone, nie oznacza automatycznie spokoju w cenach. Rynek paliw żyje notowaniami ropy i kursem dolara, a wojna w Iranie podbiła oba te czynniki. W poniedziałek rano ropa Brent potrafiła rosnąć dwucyfrowo i sięgała w szczycie okolic 82 dol. za baryłkę, czyli do poziomów niewidzianych od wielu miesięcy, zanim część wzrostu została skorygowana. W ostatnich dniach część lokalnych mediów opisywała zwiększony ruch na stacjach i sytuacje, w których kierowcy tankowali także do kanistrów. To nie jest skala, która w pojedynkę zmienia rynek paliw w kraju, ale dobrze pokazuje mechanizm, że nawet jeśli zagrożenia brakiem paliwa nie ma, sama plotka potrafi wywołać krótkotrwały efekt tłumu.