Wojciech Wiliński nie żyje. Aktor przez lata związany był z Teatrem Żydowskim w Warszawie. Zagrał też w kultowych produkcjach polskich, takich jak "Czterdziestolatek", "Miś", "Pitbull" czy "Listy do M.". Miał 86 lat. Dziś świat kultury pogrążony jest w żałobie po stracie wybitnego artysty. Informację o śmierci aktora Wojciecha Wilińskiego jako pierwszy podał Teatr Żydowski. To właśnie z tym miejscem był związany najdłużej. Jego talent aktorski można było podziwiać w spektaklach: "Marzec ’68. Dobrze żyjcie – to najlepsza zemsta", "Noc całego życia", "Ach! Odessa – Mama…", "Księga raju", "Dla mnie bomba" czy "Kamienica na Nalewkach". Wojciech Wiliński nie żyje. Zagrał w kultowych produkcjach Pochodził z bardzo artystycznej rodziny. Jego ojciec Kazimierz Pawłowski i matka Nina Wilińska również byli aktorami. Wojciech Wiliński swój debiut na scenie zaliczył w 1959 roku. Oprócz Teatru Żydowskiego był także związany z Teatrem Muzycznym im. Danuty Baduszkowej w Gdyni (w latach 1959–1962) oraz Teatrem Syrena w Warszawie (1964–1976). Wiliński stał się znany szerszej publiczności w latach 70., gdy zaczął występować w serialach i filmach. I tak w słynnym "Czterdziestolatku" wcielił się w rolę Zenona Matusika, męża pani Zosi i właściciela pizzerii "Angelo". W "Szatanie z siódmej klasy" był konduktorem, a w "Misiu" milicjantem drogówki z taśmą mierniczą. Przez blisko osiem lat grał w "Klanie" lekarza Macieja Borkowskiego. Epizodyczne role przypadły mu także w serialach "Kasia i Tomek", "Graczykowie, czyli Buła i spóła", "M jak miłość", "Plebania" czy "Na dobre i na złe" (był tam transplantologiem). W kultowym "Pitbullu" w roli Saida zastąpił zmarłego Waldemara Walisiaka. Młodsza publiczność może kojarzyć Wilińskiego z "Listów do M. 4", gdzie był charakterystycznym staruszkiem. Wiliński był ceniony w branży aktorskiej Choć aktor grywał raczej drugoplanowe role, to zawsze był oddany aktorstwu i dodawał swoim bohaterom wyraźnego charakteru. Przypomnieli o tym także pracownicy Teatru Żydowskiego, gdzie Wilińskiego widywali od ponad dwóch dekad. "Odszedł człowiek teatru, którego talent i wrażliwość pozostaną w pamięci publiczności i współpracowników" – czytamy w pożegnalnym poście. W sekcji komentarzy pojawiło się wiele wiadomości od poruszonych tą informacją fanów aktora. "Do dziś słyszę w uszach lekkość jego wypowiedzi i niektóre z jego powiedzonek. Wielka szkoda" – brzmi jedna z nich. Natomiast przyjaciele Wilińskiego wspomnieli: "Zawsze pamiętał o naszych urodzinach i imieninach". Nie podano do publicznej wiadomości przyczyny śmierci Wojciecha Wilińskiego. Aktor miał 86 lat.