Ograniczenie lotów nad Polską. Jeśli latasz dronem, nie będziesz miał łatwo

Polska Agencja Żeglugi Powietrznej (PAŻP) opublikowała komunikat, który stawia małe lotnictwo – prywatne awionetki, śmigłowce, paralotnie i drony – do pionu. Od 10 marca niebo wzdłuż wschodniej granicy Polski z Białorusią i Ukrainą zostaje objęte rygorystycznymi ograniczeniami. Wojsko i służby chcą mieć pełną kontrolę nad tym, co lata nam nad głowami, a złamanie zakazu skończy się bolesnym zderzeniem z prawem. Jeśli planowałeś wiosenny lot rekreacyjną awionetką nad Podlasiem czy dronem nad Bieszczadami, lepiej szybko zrewiduj swoje plany. Wschodnia flanka Polski to dziś jedno z najbardziej wrażliwych miejsc na mapie całej Europy. W obliczu wojny, która dzieje się tuż za naszymi granicami, państwo postanowiło uporządkować przestrzeń powietrzną. Małe lotnictwo na celowniku PAŻP. Turyści mogą spać spokojnie Zgodnie z oficjalnym komunikatem Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej (PAŻP), specjalna strefa ograniczonego ruchu lotniczego EP R130 będzie obowiązywać od 10 marca do 9 czerwca 2026 roku. Zanim wpadniesz w panikę, że twój lot na zagraniczne wakacje zostanie odwołany – uspokajamy. Nowe restrykcje PAŻP obejmują przestrzeń powietrzną od poziomu ziemi do wysokości 3 km. Oznacza to, że duże samoloty pasażerskie, które przelatują nad Polską na wysokościach przelotowych rzędu 10 czy 11 kilometrów, w ogóle tego zakazu nie odczują. Na celowniku znalazło się za to tzw. małe lotnictwo: prywatne awionetki, śmigłowce, paralotnie, a także drony, które w ostatnich latach stały się powszechnym widokiem. Polskie służby doszły do wniosku, że w dobie geopolitycznego napięcia muszą wiedzieć o absolutnie każdym, nawet najmniejszym obiekcie, który unosi się w pasie przygranicznym. Specjalna strefa ograniczonego ruchu lotniczego, czyli dzień pod nadzorem, noc pod kluczem Żeby dobrze zrozumieć nowe wytyczne PAŻP, trzeba podzielić dobę na dwie części, bo agencja wyraźnie rozgranicza zasady w zależności od tego, czy słońce jest nad horyzontem. W ciągu dnia (od wschodu do zachodu słońca) system nie jest całkowicie zamknięty, ale działa jak gęste sito. Cywilne statki powietrzne latające z widocznością (VFR) mogą wzbić się w powietrze, o ile spełnią trzy żelazne warunki: załoga musi złożyć oficjalny plan lotu, by nikt nie był na radarze "anonimowy", maszyna musi mieć stale włączony i sprawny transponder, pilot musi utrzymywać nieprzerwaną, dwukierunkową łączność radiową z kontrolą ruchu. Sytuacja zmienia się drastycznie po zmroku. Kiedy zachodzi słońce, wschodnie niebo zostaje praktycznie zaryglowane dla małego lotnictwa rekreacyjnego. W nocy wprowadzono bezwzględny zakaz lotów z widocznością (VFR). Kto w takim razie może latać po ciemku? Tu przepisy są bezlitosne i przewidują zielone światło wyłącznie dla profesjonalistów i służb. Wyjątki obejmują państwowe loty wojskowe, maszyny policyjne, straż graniczną lub misje ratunkowe (takie jak Lotnicze Pogotowie Ratunkowe). Nocne niebo nad granicą ma być absolutnie "czyste" od przypadkowych cywilów, by wojsko mogło bez zakłóceń monitorować wschodnią flankę. PAŻP w nadanym komunikacie przypomina, że wlot do aktywnej strefy bez spełnienia określonych warunków będzie stanowić naruszenie przepisów Prawa Lotniczego, a wprowadzone ograniczenia są konieczne ze względu na zapewnienie państwu bezpieczeństwa.