Atak na Iran może zmienić układ sił na świecie. Pałasiński o wojnie na Bliskim Wschodzie

Naloty na Teheran, śmierć najwyższego przywódcy Iranu, rakiety nad Zatoką Perską i zamknięta cieśnina Ormuz. Konflikt rozpoczęty przez Stany Zjednoczone i Izrael w kilka dni przestał być lokalną operacją wojskową. Rozlewa się na kolejne państwa regionu i coraz bardziej przypomina scenariusz, którego najbardziej obawiają się analitycy: wojnę, której nie da się już łatwo zatrzymać. Zobacz komentarz Jacka Pałasińskiego dotyczący ataku na Iran. Negocjacje w Genewie 26 lutego miały być kolejną próbą powstrzymania narastającego napięcia między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Zamiast tego zakończyły się gwałtownym konfliktem dyplomatycznym. Kilkadziesiąt godzin później rozpoczęła się wojna, która już teraz destabilizuje cały Bliski Wschód i może mieć konsekwencje daleko wykraczające poza region – komentuje Jacek Pałasiński w najnowszym odcinku "Allegro ma non troppo". Zerwane rozmowy i decyzja o ataku Według relacji amerykańskich urzędników Waszyngton przedstawił Teheranowi trzy kluczowe żądania: całkowite zakończenie wzbogacania uranu, ograniczenie programu rakiet balistycznych oraz zaprzestanie wspierania regionalnych organizacji zbrojnych – od Hezbollahu po Huti. Irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi odpowiedział, że Iran ma „niezbywalne prawo” do wzbogacania uranu. Strona amerykańska uznała to za nie do przyjęcia. Spotkanie zakończyło się ostrą wymianą zdań, a atmosfera była tak napięta, że członkowie delegacji USA natychmiast poinformowali o incydencie prezydenta Donalda Trumpa. Dwa dni później zapadła decyzja o rozpoczęciu operacji wojskowej. Operacja „Epic Fury” 27 lutego, lecąc na pokładzie Air Force One, Donald Trump wydał rozkaz rozpoczęcia operacji „Epic Fury”. Naloty rozpoczęły się następnego dnia rano. Była to skoordynowana operacja Stanów Zjednoczonych i Izraela. W atakach wykorzystano rakiety manewrujące, drony uderzeniowe i izraelskie myśliwce. Po raz pierwszy w walce użyto tanich dronów kamikaze z amerykańskiej jednostki Task Force Scorpion Strike. Jednym z pierwszych celów był kompleks w centrum Teheranu, gdzie znajdowała się siedziba Najwyższego Przywódcy Iranu. Według wczesnych informacji w ten obszar uderzyło co najmniej siedem rakiet. Śmierć Chameneiego Początkowo irańskie władze zaprzeczały doniesieniom o śmierci Alego Chameneiego. Jednak 1 marca państwowe media potwierdziły, że Najwyższy Przywódca zginął w ataku. W bombardowaniu zginęli także członkowie jego rodziny oraz liczni wysocy rangą przedstawiciele irańskiego aparatu władzy – w tym minister obrony, dowódcy Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej oraz szefowie struktur wojskowych i wywiadowczych. Iran ogłosił 40 dni żałoby narodowej. Jednocześnie izraelsko-amerykańskie naloty uderzyły w dziesiątki innych celów: obiekty wojskowe, centra dowodzenia, budynki administracji państwowej oraz siedzibę państwowej telewizji IRIB. Cyberwojna i informacyjny chaos Równolegle z nalotami rozpoczęła się ofensywa cybernetyczna. Izrael przeprowadził skoordynowane ataki na irańską infrastrukturę cyfrową, media i aplikacje mobilne. Jedna z najpopularniejszych aplikacji religijnych została zhakowana i zaczęła wysyłać powiadomienia wzywające Irańczyków do dezercji i wystąpienia przeciwko władzom. W efekcie cyberataków Iran został niemal całkowicie odcięty od internetu na ponad 60 godzin. Irański odwet Teheran odpowiedział niemal natychmiast. Iran wystrzelił dziesiątki dronów i rakiet balistycznych w kierunku Izraela oraz amerykańskich baz wojskowych w regionie – w Jordanii, Katarze, Bahrajnie, Kuwejcie, Iraku i Arabii Saudyjskiej. Ataki dotknęły również infrastruktury cywilnej: portów, lotnisk i centrów logistycznych w krajach Zatoki Perskiej. Jednym z najbardziej niebezpiecznych posunięć było zamknięcie cieśniny Ormuz – kluczowego szlaku transportu ropy i gazu. Wstrzymanie ruchu tankowców natychmiast przełożyło się na wzrost cen paliw na światowych rynkach. Konflikt się rozszerza Do wojny włączył się Hezbollah, co doprowadziło do wkroczenia armii izraelskiej do południowego Libanu. Ataki rakietowe i dronowe objęły kolejne państwa regionu – od Cypru po Zjednoczone Emiraty Arabskie. Chaos na niebie nad Zatoką Perską doprowadził nawet do tragicznych pomyłek. Według doniesień trzy amerykańskie myśliwce F-15 zostały zestrzelone przez ogień sojuszniczy. Jednocześnie Iran prowadzi strategię destabilizacji całego regionu: atakuje nie tylko instalacje wojskowe, ale również porty, rafinerie i lotniska. Wielka gra mocarstw Na konflikt natychmiast zareagowały inne potęgi. Rosja wyraziła poparcie dla Iranu, a Chiny określiły działania Teheranu jako „wojnę obronną”. Oba państwa na razie ograniczają się do deklaracji politycznych, ale ich potencjalne zaangażowanie pozostaje jednym z największych zagrożeń dla stabilności świata. Europa reaguje znacznie ostrożniej. Państwa unijne unikają zarówno otwartego poparcia dla operacji USA i Izraela, jak i jednoznacznej krytyki. Wojna bez jasnego końca Administracja Donalda Trumpa przedstawia różne cele operacji: od zniszczenia irańskiego programu rakietowego po zmianę reżimu w Teheranie. Problem w tym, że historia ostatnich wojen na Bliskim Wschodzie pokazuje, jak niebezpieczne są takie kalkulacje. W 2003 roku w Iraku również panowała euforia po pierwszych dniach zwycięstw wojsk koalicyjnych. Kilka lat później kraj pogrążył się w chaosie, a konflikt przerodził się w wieloletnią wojnę. Najbardziej niebezpieczny moment Obecna kampania powietrzna jest jedną z najbardziej intensywnych w historii regionu. Jednak nawet tak ogromna siła militarna nie gwarantuje sukcesu. Amerykańskie zapasy rakiet i systemów obrony przeciwrakietowej szybko się kurczą, a utrzymanie nowoczesnych samolotów wymaga zaplecza technicznego, które znajduje się w bazach znajdujących się pod ostrzałem. Jeśli konflikt potrwa dłużej, może okazać się znacznie trudniejszy, niż zakładali jego inicjatorzy. Pełen komentarz Jacka Pałasińskiego dotyczący wojny na Bliskim Wschodzie zobaczysz na naszym kanale YouTube naTemat.