Sean Penn zdobył trzeciego w swojej karierze Oscara za drugoplanową rolę w filmie "Jedna bitwa po drugiej", ale nie pojawił się w Dolby Theatre w Los Angeles. Jego nieobecność wywołała lawinę spekulacji. Aktor miał jednak niezwykle ważny powód, aby zrezygnować z gali. Wybrał podróż do ogarniętej wojną Ukrainy. Największym triumfatorem tegorocznego rozdania nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej okazała się "Jedna bitwa po drugiej". Wyreżyserowane przez Paula Thomasa Andersona dzieło zgarnęło aż sześć statuetek. Sean Penn dołożył do tego sukcesu swoją cegiełkę. Zgarnął Oscara za najlepszą rolę drugoplanową. Dlaczego nie było go na gali? Gdzie zniknął Sean Penn? Kulisy nieobecności na Oscarach 2026 Kieran Culkin, który prezentował wyróżnienie w tej konkretnej kategorii, nie krył zaskoczenia pustą sceną. – Sean Penn nie mógł tu dziś być albo po prostu nie chciał, więc przyjmę tę nagrodę w jego imieniu – powiedział kolega po fachu. "The New York Times" ustalił, że nagrodzony artysta opuścił Stany jeszcze przed rozpoczęciem gali. Amerykański dziennik, powołując się na swoje źródła, donosi, że aktor wyruszył prosto do Europy. Celem podróży ma być po raz kolejny ogarnięta wojną Ukraina. Przedstawiciele gwiazdora odmówili jednak komentarza w tej sprawie. Sean Penn i jego solidarność z Ukrainą Decyzja o nagłym wyjeździe w trakcie najważniejszego filmowego święta nie powinna jednak dziwić tych, którzy regularnie śledzą losy Seana Penna. Od samego początku rosyjskiej inwazji aktor i reżyser mocno wspiera naszych wschodnich sąsiadów. Zaledwie kilkadziesiąt godzin po wybuchu wojny pojawił się na froncie. Pojechał tam, aby zbierać materiały do swojego dokumentu. Amerykanin przez ostatnie lata wielokrotnie odwiedzał Kijów, angażując się w bezpośrednią pomoc humanitarną dla potrzebujących. Podczas jednego z wypadów wręczył Wołodymyrowi Zełenskiemu własnego Oscara. Powiedział wtedy, że statuetka jest "symbolem wiary w zwycięstwo". Prezydent Ukrainy zapewnił wtedy, że "pozostanie ona w Ukrainie do zakończenia wojny". Sean Penn już wcześniej krytykował Oscary Dlaczego Sean Penn nie wybrał innego terminu podróży? Najpewniej od początku wcale mu nie zależało na Oscarach. Już wcześniej nie krył rozczarowania zachowaniem całego hollywoodzkiego środowiska. Pod koniec 2024 roku, w trakcie trwania międzynarodowego festiwalu w Maroku, aktor wprost zarzucił Amerykańskiej Akademii Filmowej, że "wykazała się naprawdę niezwykłym tchórzostwem" i przyczynia się do "ograniczania wyobraźni i różnych form wyrazu kulturowego". Aktor odnosił się wtedy do kontrowersji wokół filmu "Wybraniec". Dzieło Alego Abbasi o młodym Donaldzie Trumpie zostało skrytykowane przez prezydenta USA (nazwał je "oszczerstwem i politycznie obrzydliwą nagonką"). Zdaniem republikanów premiera tuż przed amerykańskimi wyborami miała na celu uderzyć w Trumpa. – Kiedy taki film się przebije, trzeba to świętować – powiedział aktor i stwierdził, że przemysł filmowy "boi się wspaniałych filmów, takich jak ten". – Takich, które oferują wspaniałą grę aktorską. To zdumiewające, że ten strach może być tak wielki, jak u przeciętnego republikańskiego kongresmana – powiedział Sean Pean. Kiedy Penn odbierał na Festiwalu Filmowym w Marrakeszu nagrodę za całokształt twórczości, z równą pasją mówił ze sceny o wolności wypowiedzi i politycznej poprawności. – Na całym świecie istnieje zapotrzebowanie na różnorodność – ale nie różnorodność zachowań, opinii czy języka. Zachęcałbym wszystkich, aby byli tak niepoprawni politycznie, jak tylko chcą, aby angażowali się w różnorodność i opowiadali te historie – mówił. Dodajmy, że niedzielna wygrana Seana Penna wprowadziła go do niezwykle elitarnego i małego grona artystów posiadających aż trzy oscarowe statuetki. W tym klubie znajdują legendy jak Ingrid Bergman, Meryl Streep, Daniel Day-Lewis i Jack Nicholson. Penn zdobył wcześniej słynne wyróżnienia za filmy "Rzeka tajemnic" i "Obywatel Milk".