Zaczynali od małego garażu. W końcu okleili stadion i F-16. „Nasza usługa zastąpiła klientom podróże”

– Musieliśmy w określonym terminie złożyć ogromną dokumentację. Ale coś się wysypało w systemie i przygotowane dokumenty trzeba było ponownie ogarniać. Została jedna noc na ich poprawę, wydruk i fizyczne dowiezienie rano z Poznania do Warszawy. Nikt nie wierzył, że to się uda. Wtedy pojechałem na lotnisko, Poznań – Ławica, o godz. 23 w niedzielę, tłumacząc, że potrzebuję samolotu „na cito”. Udało mi się jednak zdobyć adres do jakiegoś pilota – opowiada. O 1 w nocy zapukał do jego drzwi. Otworzył je starszy pan w kapciach, na emeryturze. Po krótkiej rozmowie wziął zlecenie – opowiada biznesmen Adam Trepka