Podróże są dziś na wyciągnięcie ręki. Dostępne dosłownie dla każdego. I jest to piękne, bo dzięki temu zwiedzanie świata nie jest zarezerwowane tylko dla elit. Z drugiej strony to, co wyprawia się w Rzymie, jest dowodem, że turystyka poszła w nie tę stronę, co powinna. Możliwość podróżowania gdzie się chce i kiedy chce, bez rujnowania domowego budżetu, to spełnienie moich dziecięcych marzeń. Zawsze powtarzałam, że będę zwiedzać świat, na co słyszałam odpowiedź "ciekawe za co". Tanie linie lotnicze sprawiły jednak, że na wyjazdy stać w zasadzie każdego. To piękne i straszne równocześnie. Bo w połączeniu z mediami społecznościowymi sprawiło, że ludzie stoją dwie godziny w kolejce, żeby zrobić zdjęcie w dziurce od klucza. Media społecznościowe zrujnowały podróże. Masowość jest przerażająca Żyjemy w czasach, kiedy masowa turystyka bardzo poważnie daje się we znaki. Jej największym motorem napędowym są oczywiście media społecznościowe. Idealnym przykładem ich działania była scena z piątego sezonu "Emily w Paryżu", kiedy po premierze spotu Solitano zostało najechane przez influencerów. Było to wyolbrzymione, ale w dużym uproszczeniu dokładnie tak to działa. Czasami wystarczy jeden wpis, rolka czy zdjęcie, aby materiał stał się viralem. Później mamy już efekt kuli śniegowej. Przyjeżdżają tam kolejne osoby, robią podobne materiały, które oglądają setki tysięcy lub miliony osób. Każdy chce to zobaczyć na własne oczy i nagle ciche i spokojne miejsce, o którym nikt nie wiedział, staje się oblegane. Idealny przykład mamy w Rzymie. Media społecznościowe oszalały na punkcie dziurki od klucza. Znajduje się ona w drzwiach Przeoratu Kawalerów Maltańskich na wzgórzu Awentyn. A jej wyjątkowość polega na tym, że w pięknym zielonym tunelu widać przez nią kopułę Bazyliki św. Piotra. Przed mediami społecznościowymi o tym miejscu wiedziała garstka osób. W końcu istniało ono od wieków. Kiedy jednak pojawił się Instagram i TikTok, na miejsce zaczęły przyjeżdżać tłumy. Dziś trzeba stać nawet dwie godziny w kolejce tylko po to, żeby zrobić sobie takie samo zdjęcie, jak setki i tysiące innych osób. Unikatowe miejsce tym samym straciło na swojej wyjątkowości i zostało zniszczone masowością. Media społecznościowe zabijają wyjątkowe doświadczenia z podróży Kiedyś planując podróż, czytaliśmy przewodniki w formie książkowej, gdzie nie brakowało ciekawostek na temat danego miejsca, do którego dołączane było 1-2 zdjęcia. Znaliśmy jego architekturę, styl, rok powstania i zarys historyczny. Dziś przeglądamy media społecznościowe, zwłaszcza materiały na YT czy rolki na TikToku i Instagramie. Dokładnie znamy wygląd danego miejsca, ale o jego historii wiemy coraz mniej. Moim zdaniem takie scrollowanie mediów społecznościowych przed wyjazdem to spoilerowanie podróży. Dokładnie wiemy, czego spodziewać się na miejscu. A czasem jest gorzej, bo na rolce nie było tłumów innych odwiedzających i jest duże rozczarowanie. Równocześnie bardzo spłaszczamy wyjazdy. Skupiamy się na ładnych zdjęciach i ujęciach dla lajków w mediach społecznościowych, a doświadczanie i odkrywanie odwiedzanego miejsca straciło na znaczeniu. Odhaczamy kolejne punkty, zamiast dowiedzieć się czegoś o miejscu, które widzimy. Właśnie dlatego staram się podróżować poza utartymi szlakami albo w niskim sezonie. Chcę móc błądzić bez planu, żeby w pełni doświadczać odwiedzanych miejsc i nie musieć przeciskać się przez tłum podążający za instagramowym trendem. I wam także to polecam, bo przyszłość podróży nie wygląda różowo. Wręcz przeciwnie. Nasze lenistwo i korzystanie z AI doprowadzą do tego, że miejsc takich jak dziurka od klucza w Rzymie będzie tylko więcej.