Iran uderzył w Katar i ZEA. Chwilę wcześniej mieszkańcy dostali alerty

Katar i Zjednoczone Emiraty Arabskie poinformowały o kolejnej fali irańskich rakiet i dronów. Wybuchy nastąpiły po tym, jak mieszkańcy dostali alerty nakazujące udanie się w bezpieczne miejsca. Katarska agencja "QNA" opublikowała dwa krótkie komunikaty resortu obrony. W pierwszym ministerstwo podało, że siły zbrojne przechwyciły atak rakietowy wymierzony w Katar. W drugim poinformowano o przechwyceniu także drugiej fali pocisków. To najważniejsze oficjalne potwierdzenie z Dohy, że nie chodziło o jeden incydent, lecz o kolejną sekwencję uderzeń. Lokalne i regionalne media doprecyzowały skalę ataku. Katar miał zostać zaatakowany 14 irańskimi rakietami balistycznymi i kilkoma dronami. Wojsko przechwyciło wszystkie drony i 13 rakiet, a 1 pocisk spadł na niezamieszkany teren, nie powodując strat w ludziach. "AP" podała dodatkowo, że po przechwyceniach doszło do pożaru w strefie przemysłowej, wywołanego przez spadający element pocisku. Oficjalne komunikaty Kataru mówią o skutecznym przechwyceniu ataku, ale nie oznacza to całkowitego braku skutków na ziemi. Nawet przy skutecznej obronie odłamki lub szczątki przechwyconych rakiet i dronów mogą powodować pożary i szkody wtórne. Właśnie taki mechanizm opisała "AP" w odniesieniu do zdarzeń w Doha. Co komunikują Zjednoczone Emiraty Arabskie? Po stronie emirackiej najistotniejszy był komunikat ministerstwa obrony przekazany przez państwową agencję "WAM". Resort podał, że systemy obrony przeciwlotniczej odpowiadają na nadlatujące z Iranu rakiety i drony, a dźwięki słyszane w różnych częściach kraju są efektem przechwytywania tych zagrożeń. Równolegle ZEA czasowo i częściowo zamknęły swoją przestrzeń powietrzną. Dziennik "The National" podał, że decyzję podjęto jako środek nadzwyczajny dla bezpieczeństwa lotów i załóg, a po kilku godzinach operacje zaczęły wracać do normy. "AP" również odnotowała, że emiracka przestrzeń powietrzna została na krótko zamknięta, po czym otwarto ją ponownie, gdy obrona przeciwlotnicza pracowała nad przechwyceniem kolejnych pocisków. Gdzie odnotowano największe szkody? Choć same komunikaty wojskowe koncentrują się głównie na przechwyceniach, w regionie pojawiły się też nowe informacje o skutkach uderzeń w infrastrukturę. "WAM" podała, że w strefie przemysłu naftowego w Fudżajrze wybuchł pożar po ataku drona. Władze emiratu poinformowały, że nie ma rannych, a służby cywilnej obrony podjęły działania gaśnicze. "AP" doprecyzowała, że równolegle trafiony został także tankowiec stojący na kotwicy u wybrzeży Fudżajry, choć jednostka doznała jedynie niewielkich uszkodzeń konstrukcyjnych. To nie pierwszy taki przypadek w ostatnich dniach. "Reuters" opisał dzień wcześniej pożar zbiornika paliwa w pobliżu lotniska Dubai International po ataku drona, który wymusił czasowe wstrzymanie operacji i przekierowanie części samolotów. Agencja podkreśliła, że był to już trzeci atak na dubajskie lotnisko od początku obecnej fazy wojny. Lotnictwo znów zostało zakłócone Atak od razu przełożył się na ruch lotniczy. "The National" podał, że po czasowym zamknięciu przestrzeni powietrznej stopniowo wznawiano rejsy do i z lotnisk w Dubaju i Abu Zabi, ale część lotów została odwołana, przekierowana albo opóźniona o kilka godzin. W Katarze sytuacja także pozostaje daleka od pełnej normalizacji. Qatar Airways informowała 16 marca, że regularne operacje są nadal ograniczone z powodu zamknięcia katarskiej przestrzeni powietrznej i że przewoźnik działa na podstawie ograniczonych korytarzy dopuszczonych przez katarskie władze lotnicze. Linia zapowiedziała utrzymanie ograniczonej siatki połączeń od 18 do 28 marca, z zastrzeżeniem, że nie oznacza to pełnego powrotu do standardowego rozkładu. Presja rośnie także na energię i żeglugę Ataki zbiegły się z dalszym wzrostem napięcia wokół infrastruktury energetycznej i żeglugi w rejonie Cieśniny Ormuz. "AP" podała, że brent utrzymuje się powyżej 100 dolarów za baryłkę i jest o ponad 40 proc. wyżej niż na początku wojny. Pamiętajmy, że przez Ormuz przechodzi około 20 proc. światowego handlu ropą, a każde nowe uderzenie w Katarze, ZEA lub u wybrzeży Fudżajry od razu przekłada się na rynek energii i koszty transportu. Jeszcze przed rozpoczęciem wojny amerykańskie oceny wywiadowcze zakładały możliwość irańskich działań odwetowych wobec sojuszników USA w Zatoce, w tym Kataru, ZEA, Arabii Saudyjskiej, Bahrajnu i Kuwejtu. Teheran rzeczywiście rozszerzył pole rażenia na region, atakując nie tylko bazy wojskowe i obiekty dyplomatyczne, lecz także lotniska, hotele, porty i instalacje energetyczne.