Ryanair ostro o lotach do Izraela. Postawił im warunki nie do ruszenia

Sytuacja na Bliskim Wschodzie pozostaje napięta, a loty do wielu krajów są w zasadzie niemożliwe. Jednym z nich jest Izrael. Jednak Ryanair nie lata tam od blisko roku i to nie z powodów bezpieczeństwa. Mało tego, O'Leary nie ukrywa, że chętnie przywróciłby loty do tego kraju, ale stawia warunki. Latanie do Izraela od miesięcy było rosyjską ruletką. Z powodu konfliktu z Hamasem loty były regularnie zawieszane i wznawiane. Dochodziło także do zamykania terminala dla tanich linii lotniczych, co irytowało Ryanaira. Sytuacja zrobiła się na tyle napięta, że przewoźnik z Irlandii po prostu zwinął się z tamtego rynku. Chętnie by tam jednak wrócił. Ryanair chce latać do Izraela, ale nie zamierza dokładać do interesu Sytuacja na linii Ryanair-Izrael była napięta od miesięcy. Tani przewoźnik latał bowiem do terminala dla linii niskokosztowych. Ten jednak był regularnie zamykany z powodu konfliktu z Hamasem. Wówczas loty były przekierowywane do głównego terminala, a tam Irlandczycy musieli płacić znacznie wyższe opłaty pasażerskie. – Nie mogą mówić: "no cóż, musimy zamknąć tani terminal, teraz idźcie na droższy". My już sprzedaliśmy bilety po 19, 24 i 29 euro. Nie można od nas oczekiwać, że zapłacimy 40 euro za ich drogi terminal w Tel Awiwie – zaznaczył Michael O'Leary, CEO Ryanaira. – Izraelczycy przyjmują więc postawę: "jesteśmy Izraelem, robicie to, co wam każemy", a my przyjmujemy postawę: "pocałujcie nas w nos". Mamy wielu znacznie bardziej wiarygodnych partnerów lotniskowych, takich jak Modlin i Chopin, u których będziemy rosnąć, i nie musimy rosnąć w Izraelu. Izrael będzie potrzebował nas, zanim my będziemy potrzebować Izraela – dodał CEO Ryanaira. Dodał przy tym, że Ryanair chciałby wrócić do regularnego latania do Izraela. Postawił jednak tamtejszym władzom dwa warunki, które muszą zostać spełnione, aby ich samoloty znów pojawiły się na izraelskim niebie. Ryanair stawia warunki Izraelowi. Dopiero wtedy wznowią loty Na razie nie ma mowy o wznowieniu jakichkolwiek lotów do i z Izraela. Z powodu ataku na Iran przestrzeń powietrzna tego kraju pozostaje zamknięta do odwołania. PLL LOT podjęły decyzję o zawieszeniu wszystkich swoich lotów do tego kraju aż do 18 kwietnia. Oznacza to, że przerwa w operowaniu potrwa co najmniej 1,5 miesiąca. Ryanair nie zamierza wracać do Izraela nawet po otwarciu ich przestrzeni lotniczej, dopóki kraj nie spełni przynajmniej jednego z dwóch ich warunków. – Chętnie wrócimy do latania do Izraela, ale tylko wtedy, gdy zagwarantują nam, że utrzymają otwarty terminal niskokosztowy, albo jeśli po przeniesieniu nas do terminalu wysokokosztowego będziemy płacić tylko koszty terminalu niskokosztowego – zaznaczył Michael O'Leary. – Izraelczycy nie mogą mieć obu tych rzeczy naraz – dodał CEO Ryanaira. Dopiero po spełnieniu jego warunków przewoźnik przywróci trasy do Izraela, a mowa jest co najmniej o 22 trasach zamkniętych na sezon zimowy. W obecnej sytuacji irlandzki przewoźnik skorzystał na braku operacji do tego kraju, bo nie miał tam załogi i klientów, którzy wymagali ich pomocy po wybuchu konfliktu.