Nie tylko Turcja podbija serca Polaków. Mogą być fenomenem wakacji

Wybór odpowiedniego kierunku na wakacje to jedna z najważniejszych decyzji, które każdego roku podejmują setki tysięcy Polaków. Wielkimi hitami zawsze są Chorwacja i Turcja, świetnie mają się także Włochy i Grecja. Co jednak, kiedy liczycie na słońce, nowoczesne hotele, ale i przystępne ceny? Jest na to rozwiązanie. Polacy od lat spierają się, jakie wyjazdy są lepsze – te organizowane na własną rękę czy może jednak rezerwowane przez biuro podróży. Samodzielne mogą być tańsze i dają większą niezależność w kwestii zwiedzania. Wyjazd z touroperatorem to gwarancja ceny, usług, a także pomocy w niespodziewanej sytuacji awaryjnej. Jednak obie te grupy może połączyć kraj nazywany "tanią Chorwacją", który tak naprawdę znacznie się różni od swojego sąsiada. Zapomnij o kolejnym all inclusive w Turcji. Albania ma świetny stosunek jakości do ceny Wakacje nad Adriatykiem są bardzo popularne wśród Polaków. Od lat większość podróżnych wybiera wczasy w Chorwacji, której jednak tuż pod nosem wyrosła poważna konkurencja. W siłę rośnie bowiem Czarnogóra, a za sprawą całorocznych połączeń lotniczych świetnym kierunkiem może być także Albania, która kolejny sezon z rzędu ma szanse na zostanie czarnym koniem wakacji. Zacznijmy od wyjazdów z biurami podróży. Ich ogromną zaletą są ceny. Tygodniowe all inclusive Albanii w lipcu i sierpniu bez trudu zarezerwujecie za 3–3,5 tys. zł od osoby. I nie będą to nędzne hotele trzygwiazdkowe, a solidne obiekty czterogwiazdkowe. Dodatkowa zaleta – będzie to region Durrës, gdzie transfer do hotelu nie zajmie więcej niż godzinę. Wybrzeże może nie jest tam najładniejsze, ale piaszczyste plaże dają możliwość odpoczynku, a ze względu na dużą liczbę polskich turystów wielu okolicznych sprzedawców zna podstawowe zwroty w naszym języku. Jeżeli natomiast będzie wam zależało na miejscach słynących z lazurowego wybrzeża i wyższego standardu, szukajcie hoteli w regionach Vlora i Saranda. Tu jednak musicie szykować znacznie większy budżet wyjazdowy, bo ceny w biurach podróży zaczynają się od 4 tys. zł od osoby za tygodniowe all inclusive. Zaletą tych regionów jest jednak nowoczesna i wygodna infrastruktura hotelowa. Minusem może być wielogodzinny transfer z lotniska w Tiranie. Port we Vlorze jest nadal w budowie i nie wiadomo, kiedy zostanie otwarty. Albania tanią alternatywą dla Grecji i Turcji także na własną rękę Coś dla siebie w Albanii znajdą także miłośnicy podróży na własną rękę. Loty z Polski do Tirany, czyli stolicy kraju, dostępne są z Warszawy (Modlin i Chopin), Gdańska, Katowic, Krakowa, Poznania i Wrocławia, a Wizz Air poleci tam także z Radomia. Natomiast dalej w głąb kraju pojedziecie wynajętym autem lub komunikacją publiczną. Autobusy może nie są bardzo punktualne, ale kursują. Własne auto lub wypożyczone przyda się tam także ze względu na zwiedzanie, bo naprawdę nie brakuje tam miejsc wartych odwiedzenia. Sama Tirana to miasto kontrastów. Z jednej strony nie brakuje tam nowoczesnych wieżowców i nietypowej sygnalizacji świetlnej, z drugiej w centrum miasta jest zabytkowy przeciwatomowy bunkier Bunk'Art 2, w którym znajduje się galeria sztuki. Serce miasta to natomiast plac Skanderbega z zabytkowym meczetem Et'hem Beya. Jadąc przez Albanię autem, spróbujcie umieścić w planie zwiedzania przejazd Przełęczą Llogara, uznawaną za jedną z najładniejszych dróg w Europie. Miłośnicy natury mogą odkrywać uroki Syri i Kaltër, czyli górskiego źródła o pięknym lazurowym kolorze. Park Narodowy Butrint skrywa natomiast ruiny antycznego miasta położone nad urokliwą laguną. Gjirokastra to kolejny punkt wart uwagi, bo to kamienne miasto wpisane na listę UNESCO, którego historia nie jest łatwa. Jest to rodzinne miasto albańskiego dyktatora Envera Hodży, ale i pisarza Ismaila Kadarego. Jednym z najładniejszych miejsc na całych Bałkanach jest natomiast Berat, czyli Miasto Tysiąca Okien. Swoją sławę zawdzięcza ono białym domom z mnóstwem okien, które wpisują się w jego krajobraz. Jedzenie w Albanii nadal nie jest drogie, ale ceny gonią Europę Ostatnią kwestią, która może przekonać do wizyty w tym kraju, są ceny. Te rosną z każdym rokiem, ale obiad na ulicy nadal zjecie za ok. 18–30 zł. Szukajcie zwłaszcza albańskiego byrka, czyli placka z ciasta filo pieczonego z różnorodnymi farszami, albo sufllaqe, czyli miejscowej wersji kebaba. Standardowy obiad w restauracji kosztuje natomiast 35–65 zł i pod tym względem zaczyna doganiać Europę. Albania zbliża się do Europy także w kwestii liczby podróżnych. Z każdym rokiem zyskuje na popularności i na przestrzeni kilku najbliższych sezonów może być równie popularna co np. Czarnogóra, a może nawet Chorwacja. Dlatego warto się pospieszyć z jej odkrywaniem, zanim jej urok zniknie w szumie masowej turystyki.