Donald Trump bawi się już bez żadnych hamulców. Po Grenlandii, Kanadzie, Wenezueli i Iranie teraz grozi Kubie. – Wielu obserwatorów było świadomych, że prezydent jest nieprzewidywalny, ale nie dawali wiary, że może być aż w takim stopniu. Dziś Trump robi, co chce – mówi prof. Andrzej Mania, amerykanista z UJ. – Przeraża mnie bierność Amerykanów – komentuje prof. Roman Kuźniar. Gdzie są granice tego szaleństwa? Gdzie jest cierpliwość Ameryki i świata? – On już przestał być Bokassą, jak go nazywałem. Teraz Trump zdecydowanie idzie w kierunku Kaliguli. Mamy całkowitą samowolę i nieliczenie się z niczym i z nikim – komentuje w rozmowie z naTemat prof. Roman Kuźniar, były dyrektor Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych i Akademii Dyplomatycznej MSZ. Jean-Bédel Bokassa to dyktator i samozwańczy cesarz, który w latach 1966–1979 jako Bokassa I rządził obecną Republiką Środkowoafrykańską. Znany z bardzo brutalnych rządów. Kaligula – cesarz Rzymu z władzą absolutną, którego uznawano za szaleńca. – Świat może przyglądać się działaniom Trumpa i ustawiać się bokiem, żeby nie dać sobie zrobić krzywdy. Natomiast przeraża bierność Amerykanów wobec wyczynów swojego Kaliguli, który poszedł na wojnę bez najmniejszego uzasadnienia. Przeraża ich ubezwłasnowolnienie i poniżenie, bo to, co robi Trump poniża i upadla Amerykę. Opowiada przy tym kompromitujące głupoty. Wobec niego już dawno powinien być uruchomiony impeachment – uważa prof. Kuźniar. – I mówię to z rozmysłem, gdyż agresywna wojna bez zgody Kongresu to już podstawa, by rozpocząć procedurę odwołania prezydenta – dodaje. Gdzie są granice szaleństwa Trumpa? Donald Trump szaleje i staje się coraz bardziej nieprzewidywalny. Grozi, szantażuje, coraz bardziej nie przebiera w słowach. I próbuje wszystkich rozstawiać po kątach, jakby był władcą świata. Gdy na początku swojej drugiej kadencji zaczął grozić innym państwom, nie do końca był traktowany poważnie. Dziś mamy obalonego przez USA prezydenta Wenezueli, atak USA na Iran i wojnę na Bliskim Wschodzie, wojny celne, a ostatnio również dziwne groźby pod adresem Kuby, którą Trump nazwał upadłym krajem. – Wierzę, że będę miał zaszczyt przejęcia Kuby. Czy to poprzez jej wyzwolenie, czy przejęcie. Myślę, że mogę zrobić z nią, co chcę – oświadczył. Wewnętrzna sytuacja na Kubie jest trudna. Kraj nie radzi sobie z kryzysem energetycznym wywołanym przez amerykańskie sankcje i obalenie Nicolása Maduro w Wenezueli, a mieszkańcy kraju wychodzą na ulice, by protestować przeciwko rządowi. – On widzi Kubę jak potencjalną górę złota – mówił w rozmowie z Łukaszem Grzegorczykiem prof. Tomasz Płudowski, amerykanista. Wcześniej Trump groził przejęciem Grenlandii. Z Kanady chciał zrobić 51. stan USA. "Donald Trump igra z ogniem. Może wysłać żołnierzy na wojnę z ekwadorskimi kartelami" – pisze 16 marca niemiecki "Die Welt". Gdzie są granice tego szaleństwa? I gdzie są granice cierpliwości Amerykanów? Amerykanista: Wtedy może skończyć się zabawa polityką Trumpa Prof. dr hab. Andrzej Mania, amerykanista, politolog, były prorektor Uniwersytetu Jagiellońskiego komentuje w rozmowie z naTemat: – Te granice wyznaczą się w pierwszy wtorek po pierwszym poniedziałku listopada, gdy odbędą się wybory cząstkowe, które mogą zmienić układ w Kongresie. To jest taki moment, kiedy mogą zdefiniować się te granice. Bo na razie innej możliwości nie ma. To tzw. wybory połówkowe. Amerykanie będą wybierać Izbę Reprezentantów oraz 1/3 składu Senatu. Według ostatnich sondaży niewielką przewagę mają Demokraci. – Te wybory mogą odegrać dużą rolę. Wtedy może skończyć się zabawa polityką prezydenta Trumpa. Jeśli Demokraci będą mieć przewagę w Kongresie, to ograniczą mu pewne możliwości działania – mówi prof. Mania. Demokratyczny Kongres może więc te szyki Trumpowi mocno pokrzyżować. Ale do tego czasu wiele może się jeszcze zdarzyć. Słabe sondaże dla Donalda Trumpa Póki co dochodzą do nas sygnały, że nawet nie wszystkim Republikanom podobają się jego poczynania. "Republikanie przygotowują się do wyborów, a zamiast tego muszą często gasić polityczne pożary z powodu strategii swojego przywódcy" – analizuje "Politico". Serwis cytuje jednego z członków Partii Republikańskiej, który twierdzi, że "Trump jest niebezpieczny". Co ciekawe, większość Amerykanów uważa, że prezydent USA z wiekiem staje się coraz bardziej nieprzewidywalny. Tak wykazał sondaż agencji Reuters i pracowni Ipsos, którego wyniki opublikowano dosłownie cztery dni przed atakiem na Iran. Amerykanom zadano w nim pytanie, co sądzą o kondycji psychicznej Trumpa. Aż 61 proc. badanych odpowiedziało: "nieprzewidywalny wraz z wiekiem". Donald Trump w czerwcu 2026 roku skończy 80 lat. W sondażach poparcie dla niego waha się na poziomie ok. 42-44 proc. – W sondażach widać spadek poparcia dla Donalda Trumpa. Amerykanie zauważają niedostatki. Ludzie mają prawo oczekiwać, że będzie im się żyło dobrze. Tym bardziej że Ameryka nie jest obiektem agresji przez nikogo. Nikt na nich nie napadł. Tylko oni rozhulali się w sposób ponad miarę, który pogorszył ich reputację – mówi amerykanista. Prof. Mania zwraca uwagę na fakt swego rodzaju wojny prezydenta z uniwersytetami w tym z Harvard University: – Blokada przyjazdu studentów z zagranicy, którzy wcześniej marzyli, by studiować w USA, jest wprost samobójcza. To utrata ważnej części amerykańskiej soft power. To, co przyciągało ambitnych ludzi do USA, rozsypuje się, ze szkodą dla Ameryki. Bo studenci wybierają Europę i Azję. "To pokazuje, w jakim dołku jest Ameryka" Według prof. Kuźniara sondaże to jednak za mało. – Powinien być aktywny opór w środowisku politycznym, medialnym, uniwersyteckim. Sondaż niczego nie załatwia. Na złych sondażach Trump przez kolejne trzy lata również może produkować swoje szaleństwa – uważa. Według niego Amerykanie są przez niego spacyfikowani. Boją się. A opozycja demokratyczna jest bardzo słaba. – Mieliśmy inne wyobrażenie o Amerykanach. Tymczasem nie ma demonstracji społeczeństwa obywatelskiego, ponieważ Amerykanie przestali być obywatelami. Nie biorą odpowiedzialności za swój kraj. Na uniwersytetach zdarzają się manifestacje w innych sprawach, a w tym przypadku nie. Nikt się nie rusza. To pokazuje, w jakim dołku jest Ameryka – mówi prof. Kuźniar. Po ataku na Iran w USA odbyły się protesty, ale nie były one bardzo spektakularne. Prof. Mania, który dobrze zna Amerykę i wiele razy tam bywał, mówi, że dziś jest i zasmucony, i przestraszony tym, co tam się dzieje i jak Trump bawi się światem. – Dynamika jego działań jest niepokojąca, wydaje się nawet szkodząca idei wzmacniania Ameryki. Nie stwarza szansy dla realizacji Make America great again. Ponadto forma jego działań na arenie międzynarodowej jest powszechnie nieakceptowalna – mówi. – Jednak Amerykanie w pewnym stopniu podporządkowali się narracji Trumpa. Zresztą bez entuzjazmu część państw też zajęła taką postawę. Wszyscy trochę zamilkli. Wielu obserwatorów było świadomych, że prezydent jest nieprzewidywalny, ale nie dawali wiary, że może być aż w takim stopniu. Dziś Trump robi, co chce. To jest bardzo niepokojące – komentuje prof. Mania. Dopiero teraz – gdy Trump zaapelował do członków NATO w Europie (które wcześniej beształ i obrażał) o pomoc w ponownym otwarciu cieśniny Ormuz – spotkał się z ostrą reakcją. – To nie jest wojna Europy – odpowiedziała szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas. Udziału w amerykańskiej operacji odmówiły m.in. Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Grecja, Luksemburg i Rumunia. Premier Donald Tusk również jasno dał do zrozumienia, że Wojsko Polskie nie weźmie udziału w takiej operacji. Nikt nie przestraszył się ultimatum amerykańskiego prezydenta: albo Europa pomoże USA udrożnić Cieśninę Ormuz, albo przyszłość NATO legnie w gruzach. – To nie miało żadnego uzasadnienia. Ani w Traktacie Waszyngtońskim, ani w Karcie Narodów Zjednoczonych. NATO nie może się tam pojawić bez rezolucji Rady Bezpieczeństwa. Mamy więc potworną niekompetencję, ale Trump nie zawraca sobie tym głowy. Wokół niego nie ma zaś nikogo, kto powstrzymałby go w tym szaleństwie. Kto by mu powiedział, że tak się nie da, że trzeba wystąpić do RB. Bo albo się boją, albo tego nie wiedzą – reaguje na działanie Trumpa prof. Kuźniar. Prof. Kuźniar: Trump się bawi. Przypomina mi duże bobo ze "Szczęśliwego wydarzenia" Sławomira Mrożka Do czego Trump może się jeszcze posunąć? Nikt nie próbuje odgadnąć. Gdy Trump obejmował władzę, prof. Kuźniar nazwał go małpą z brzytwą. – To nie jest obraźliwe, tylko jest to słownikowe określenie osoby niekompetentnej, która będąc na pewnym stanowisku, swoimi działaniami wyrządza szkody. Donald Trump to małpa z brzytwą, która poczuła moc, jaką daje władza w USA. Ale zmieniła się w predatora – bardziej szalonego, mniej racjonalnego. Dziś sytuacja jest mało bezpieczna – mówi prof. Kuźniar. Ma też jeszcze jedno skojarzenie. – Trump się bawi. Sprawia mu to wyraźną radość. Przypomina mi duże bobo ze "Szczęśliwego wydarzenia" Sławomira Mrożka. Pamiętam z czasów studenckich spektakl w Teatrze Współczesnym. To były satyryczne sceny z udziałem dorosłego aktora, ubranego w niemowlęce śpiochy. Trump jest trochę jak duże bobo – komentuje. Skojarzenie z dzieckiem miał też amerykański politolog Francis Fukuyama. W mediach społecznościowych krąży fraza, którą miał wypowiedzieć o rządach Trumpa – że to tak, jakby powierzyć stery państwa dziesięciolatkowi, który właśnie odkrył, że może się bawić grillem. "Trump dokonuje destrukcji tego systemu, ale w zasadzie nie zaproponował innego modelu" Czy Trump może się przeliczyć? Ameryka nie miała jeszcze takiego prezydenta, choć był już jeden podobny. Świat też nie miał do czynienia z takim obrazem USA i ich przywódcą, jaki mamy dziś. – Przypomnijmy, że po II wojnie światowej Amerykanie uporządkowali system finansów międzynarodowych, doszło do utworzenia NATO, doprowadzili do układu z Rosją i wzajemnie oba te państwa ograniczyły szaleńczy wyścig zbrojeń. Były to fundamenty ładu międzynarodowego. Teraz Trump dokonuje destrukcji tego systemu, ale w zasadzie nie zaproponował innego modelu. Sam nie ma też tyle siły, żeby opanować cały świat. Bo do tanga trzeba dwojga. Kto z nim pójdzie? – pyta retorycznie prof. Mania. I mówi o głębszych konsekwencjach: – Ta sytuacja utwierdza wszystkich, którzy mają złe intencje wobec ładu międzynarodowego, że dziś wszystko można robić. A mamy kilka państw, które zerkają na sąsiadów z dużym apetytem, na ich ziemie i bogactwa. Może im się jawić, że nastały nowe czasy, kiedy decyduje siła. I to nie soft power, tylko hard power w imperialnej formie. – Nie ma punktu odniesienia, który budowałby podstawę do działania w ramach ładu, który wskazywał, że są granice zachowań państw i pewnych rzeczy nie można robić. Dziś wielu przyjęło, że wszystko jest dozwolone, a siła nie prawo międzynarodowe decyduje. To nie jest dobry prognostyk dla przyszłości.