USS Gerald R. Ford, największy lotniskowiec USA, schodzi do portu po pożarze na Morzu Czerwonym. Ogień wybuchł 12 marca w głównej pralni. Napęd nie ucierpiał, ale media sugerują, że mogło dojść do celowego podpalenia przez część załogi. Lotniskowiec ma tymczasowo wejść do Souda Bay na greckiej Krecie. Według agencji Reuters decyzja zapadła po pożarze, do którego doszło na pokładzie w trakcie operacji przeciw Iranowi. Amerykańscy urzędnicy nie wskazali, jak długo USS Gerald R. Ford pozostanie w porcie, ale potwierdzili, że chodzi o przerwę po incydencie i przeprowadzenie koniecznych działań technicznych. Okręt ma przejść w Souda Bay ponad tydzień napraw przy nabrzeżu. Sam powrót na Kretę nie jest dla tej jednostki czymś całkowicie nowym, bo Ford zawijał tam już wcześniej w czasie tej misji w ramach rutynowego postoju logistycznego. Tym razem sytuacja jest jednak inna, bo nie chodzi o zwykłe uzupełnienie zapasów, lecz o usunięcie skutków pożaru, który uderzył w zaplecze bytowe i część przestrzeni używanych przez załogę. Ogień wybuchł w pralni, ale skutki okazały się dużo szersze Oficjalny komunikat U.S. Naval Forces Central Command mówił, że 12 marca na USS Gerald R. Ford doszło do pożaru, który zaczął się w głównych pomieszczeniach pralni. Marynarka od razu zaznaczyła, że przyczyna nie była związana z działaniami bojowymi, a sam lotniskowiec zachował pełną sprawność napędu i pozostawał operacyjny. W pierwszym komunikacie była mowa o dwóch marynarzach z obrażeniami niezagrażającymi życiu. Dopiero późniejsze relacje pokazały pełniejszą skalę problemu. Niemal 200 marynarzy wymagało pomocy z powodu skutków zadymienia, a jeden członek załogi został ewakuowany z okrętu. Niektóre doniesienia mówiły o dodatkowych rannych podczas samej akcji gaśniczej. Ogień na szczęście nie uszkodził reaktorów ani układu napędowego, ale wywołał poważne zakłócenia w funkcjonowaniu okrętu. Problemy zaczęły się nie tylko w części technicznej, ale też w codziennym życiu załogi Pożar objął obszary, od których zależy codzienne funkcjonowanie kilku tysięcy ludzi na pokładzie. Pentagon przekazał, że z użycia wypadło ponad 100 koi, czyli stałych miejsc do spania. To wymusiło organizowanie prowizorycznych miejsc noclegowych i awaryjne dostarczanie wyposażenia zastępczego. Marynarka sięgnęła nawet po 1000 materacy przeznaczonych wcześniej dla przyszłego lotniskowca USS John F. Kennedy, a na Forda zaczęto kierować także dodatkową odzież, bo znacząca część pralni przestała działać. Jednostka przebywa na misji już od 9 miesięcy. Wcześniej brała udział w działaniach na Karaibach związanych z presją na Wenezuelę, a później została skierowana na Bliski Wschód. Gdyby USS Gerald R. Ford pozostał na morzu jeszcze do połowy kwietnia, przebiłby najdłuższe powojenne rozmieszczenie amerykańskiego lotniskowca od czasu wojny w Wietnamie. Długość misji zaczęła więc budzić pytania o morale marynarzy i gotowość okrętu. Wątek sabotażu istnieje, ale na razie nie został potwierdzony Najbardziej sensacyjna część tej historii pochodzi z greckiego dziennika Kathimerini. Gazeta podała, że jednym z rozważanych scenariuszy jest celowe podpalenie przez członków załogi, którzy mieliby chcieć przerwać przedłużającą się misję. To właśnie Kathimerini jako pierwsza podała też, że Ford ma wrócić na Kretę. Na dziś oficjalne stanowisko pozostaje jednak bardzo ostrożne. Oficjalne doniesienia podają jedynie, że przyczyna pożaru jest badana. To oznacza, że hipoteza o sabotażu funkcjonuje w obiegu medialnym, ale nie została publicznie potwierdzona przez Pentagon ani marynarkę USA. Dlaczego ten okręt jest tak ważny dla USA? USS Gerald R. Ford to wiodąca jednostka nowej klasy lotniskowców, zaprojektowanej jako następca okrętów typu Nimitz. Jest to obecnie największy lotniskowiec świata, z załogą liczącą ponad 5000 ludzi i grupą lotniczą obejmującą ponad 75 statków powietrznych. Okręt ma napęd jądrowy i pozostaje jednym z najważniejszych narzędzi amerykańskiej projekcji siły na odległych akwenach. Właśnie dlatego nawet czasowe zejście takiej jednostki do portu ma znaczenie znacznie większe, niż w przypadku zwykłego okrętu eskortowego. Ford pozostaje ważnym elementem działań USA na Bliskim Wschodzie. Choć pożar nie wyłączył go całkowicie z gry, to pokazał, jak duży wpływ na zdolności operacyjne może mieć nawet incydent, który formalnie nie naruszył napędu ani głównych systemów bojowych.