Fani "Virgin River" będą rozczarowani – zapowiadany prequel nie opowie historii, na którą wielu z nich czekało. Rodzice Mel, Sarah i Everett, przestali być głównym punktem zainteresowania twórców, a showrunner zmienia kierunek i szuka nowego pomysłu na rozwinięcie świata hitu Netfliksa. "Virgin River" od lat pozostaje jednym z największych comfort-hitów Netfliksa. Produkcja zadebiutowała w 2019 roku i od tego czasu doczekała się już siedmiu sezonów. Widzowie pokochali ją za przytulny klimat, romantyczne wątki i emocjonalne historie mieszkańców niewielkiej społeczności w północnej Kalifornii. Siódmy sezon, który zadebiutował 12 marca, błyskawicznie stał się jednym z najchętniej oglądanych tytułów platformy. Historia Mel i Jacka – granych przez Alexandrę Breckenridge i Martina Hendersona – wciąż przyciąga widzów, choć nad bohaterami nie przestają zbierać się nowe chmury. W nowych odcinkach są już małżeństwem, zaczynają wspólne życie i myślą o powiększeniu rodziny. Wiadomo już też, że serial powróci z 8. sezonem, który ma liczyć 10 odcinków. W kolejnej odsłonie zabraknie jednak dwóch dobrze znanych postaci: Charmaine (Lauren Hammersley), którą poznaliśmy już w pierwszym sezonie, oraz Mike'a (Marco Grazzini), który pojawiał się w "Virgin River" przez pięć sezonów. Prequel "Virgin River" powstaje, ale nie o rodzicach Mel. Sarah i Everett bez własnego serialu Od ponad roku mówi się o prequelu "Virgin River" i jeszcze niedawno wydawało się, że naturalnym rozwinięciem uniwersum będzie serial o rodzicach Mel – Sarah i Everetcie, których poznaliśmy we flashbackach w 6. sezonie (zagrali ich Callum Kerr i Jessica Rothe). Dziś już wiadomo, że ten pomysł został porzucony. Jak zdradził showrunner Patrick Sean Smith, projekt wciąż powstaje, ale w zupełnie nowej formie. – Prequel wciąż jest w fazie rozwoju – powiedział twórca w rozmowie z Deadline. Jak podają źródła, pierwotna wersja spin-offu "nie zadziałała", dlatego Smith pracuje nad nową koncepcją, która nie będzie już koncentrować się na Sarah i Everettcie. To zasmuci widzów czekających na ich historię, ale na otarcie łez w 7. sezonie znowu zobaczyliśmy bohaterów w retrospekcjach – ich wątek dostał bardziej emocjonalne domknięcie. Jedna ze scen pokazuje ostatnie spotkanie pary – Everett próbuje przekonać Sarah, by została z nim, jednak ona decyduje się wrócić do męża dla dobra swoich dzieci. Smith podkreśla, że powrót do tej historii był przede wszystkim sposobem na pogłębienie relacji Mel z ojcem i nadanie jej osobistego kontekstu. – To była okazja, by Everett mógł opowiedzieć, jak trudne było dla niego pozwolić jej odejść. To naturalnie łączyło się z historią Mel i Marley – wyjaśnił. Co więc dalej z prequelem? Na razie szczegóły pozostają tajemnicą, ale showrunner nie ukrywa, że widzi w nim potencjał podobny do tego, który Netflix wykorzystał przy "Bridgertonach" i ich spin-offie "Królowa Charlotta". Udany spin-off, "Krew z krwi", zaliczył także "Outlander". – Chodzi o to, by opowiedzieć historię jednego związku na pierwszym planie, ale jednocześnie rozbudować świat o kolejne relacje i bohaterów – wszystko w duchu romantycznej opowieści – mówił w Deadline. Na konkrety trzeba będzie jeszcze poczekać, ale jedno jest pewne: "Virgin River" wciąż się rozrasta – nawet jeśli nie w kierunku, którego spodziewali się fani.