Wstrząsające wydarzenia rozegrały się na warszawskiej Białołęce. W trakcie spaceru na oczach pani Beaty i jej syna sąsiad specjalnie rozjechał samochodem ich ukochanego psa. Marcin W. po tym, jak przejechał zwierzę, nie zatrzymał się, tylko uciekł. Tego samego dnia został zatrzymany przez policję. Cała rodzina jest załamana. — Dayli miała osiem lat i była członkiem naszej rodziny. Sąsiad perfidnie odebrał jej życie — mówi ze łzami w oczach pani Beata.