Katar sienny można nie tylko łagodzić. Polska medycyna wciąż o tym milczy

Jeszcze do niedawna alergicy mogli liczyć głównie na łagodzenie objawów. Dziś coraz częściej mówi się o terapii, która nie tylko pomaga przetrwać sezon pylenia, ale może realnie zmienić sposób, w jaki organizm reaguje na alergeny. Czy da się "nauczyć" organizm, by przestał reagować na pyłki jak na zagrożenie? Nowa odsłona dobrze znanej terapii sugeruje, że tak. Alergia to nie błahostka Alergiczny nieżyt nosa, potocznie nazywany katarem siennym, dotyka ponad 400 milionów ludzi na świecie. To nie tylko sezonowa niedogodność, a przewlekły stan zapalny dróg oddechowych, wynikający z reakcji na alergeny wziewne. Dzieje się tak, gdy układ odpornościowy błędnie identyfikuje coś takiego jak sierść zwierząt lub roztocza kurzu domowego jako szkodliwe, wywołując dobrze znane objawy, czyli: katar, cieknący nos, swędzenie oczu, duszności. W cięższych przypadkach dochodzą problemy ze snem, chroniczne zmęczenie, a nawet trudności z koncentracją. Z kolei u dzieci alergia może przekładać się na gorsze wyniki w nauce. Co więcej, nieleczony katar sienny zwiększa ryzyko infekcji dróg oddechowych, a także rozwoju astmy. Jeśli dodamy do tego fakt, że badania wskazują na wzrost częstości występowania kataru siennego (m.in. w Europie) oraz to, że jego objawy nasilają się wraz ze zmianami klimatu, to nie wygląda to zbyt dobrze... Leczenie objawów to za mało Oczywiście dostępne są już wysokiej jakości i bezpieczne terapie na katar sienny (od tabletek antyhistaminowych po spraye do nosa), jednak większość z nich skupia się na łagodzeniu objawów. I choć są skuteczne, nie rozwiązują problemu u źródła. Tu jednak wchodzi immunoterapia alergenowa (AIT), która działa zupełnie inaczej. Zamiast tłumić reakcję organizmu, próbuje ją "przeprogramować". O co chodzi? Mechanizm jest prosty w teorii – pacjent otrzymuje niewielkie dawki alergenu (np. pyłków), by organizm stopniowo się do niego przyzwyczaił. W efekcie układ odpornościowy przestaje reagować nadmiernie. Co ciekawe, to podejście wcale nie jest nowe, bo stosowano je już ponad 100 lat temu. Dziś jednak wraca w nowej, bezpieczniejszej formie. Immunoterapia wraca w nowej odsłonie Przez lata najpopularniejszą formą immunoterapii były zastrzyki. Skuteczne, ale wymagające regularnych wizyt u lekarza i (rzadko, ale jednak) wiążące się z ryzykiem poważnych reakcji alergicznych. Przełomem okazała się immunoterapia podjęzykowa. W tym przypadku zamiast igły stosuje się krople lub tabletki umieszczane pod językiem. To rozwiązanie jest nie tylko wygodniejsze, ale też znacznie bezpieczniejsze. Poważne działania niepożądane zdarzają się bardzo rzadko, a najczęstsze efekty uboczne to przejściowe swędzenie czy obrzęk w jamie ustnej. Co ważne – skuteczność jest wysoka. Badania pokazują, że rozpoczęcie terapii na kilka miesięcy przed sezonem pylenia pozwala kontrolować objawy nawet u około 85 proc. pacjentów. Największą zaletą immunoterapii jest jednak coś innego, czyli trwałość efektów. Przyjmuje się, że standardowy cykl leczenia trwa około trzech lat. To długo, ale w zamian pacjenci mogą liczyć na wieloletnią ulgę, nawet po zakończeniu terapii. Kilka badań, w tym jedno z udziałem ponad 1000 uczestników w Japonii, wykazało, że immunoterapia podjęzykowa łagodziła objawy nawet dwa lata po zaprzestaniu jej stosowania. Co więcej, immunoterapia może zmniejszyć ryzyko rozwoju astmy, szczególnie u dzieci. W jednym z badań ryzyko wystąpienia objawów astmy było o blisko 30 proc. niższe u dzieci poddanych terapii. Nie dla wszystkich i nie na wszystko Choć brzmi to jak przełom, immunoterapia ma swoje ograniczenia. Po pierwsze nie każdy rodzaj alergii można w ten sposób leczyć – dostępne preparaty obejmują głównie roztocza kurzu domowego oraz pyłki traw i ambrozji. W przypadku alergii na pyłki drzew możliwości są wciąż ograniczone. Po drugie terapia wymaga systematyczności i cierpliwości. To nie szybkie rozwiązanie, lecz długoterminowa inwestycja w zdrowie. W końcu po trzecie istnieją też przeciwwskazania, takie jak np. ciężka, niekontrolowana astma. Nowa broń, czyli leki biologiczne Dla pacjentów, u których immunoterapia nie działa lub nie jest możliwa, pojawiła się jeszcze jedna opcja – leki biologiczne. To nowoczesne preparaty, które blokują konkretne mechanizmy odpowiedzialne za reakcję alergiczną. Mogą znacząco zmniejszyć objawy, a w połączeniu z immunoterapią, jeszcze bardziej poprawić efekty leczenia. Gdzie jest haczyk? Cena. Roczny koszt terapii może sięgać kilkudziesięciu tysięcy złotych, co czyni ją niedostępną dla wielu pacjentów. Co możesz zrobić już teraz? Nie każdy potrzebuje zaawansowanej terapii. W wielu przypadkach dobrze dobrane leczenie objawowe wciąż działa bardzo skutecznie. Eksperci podkreślają, że kluczowe są: spraye do nosa łączące antyhistaminę i kortykosteroid (działają one lepiej niż którykolwiek z tych leków stosowanych osobno), rozpoczęcie leczenia jeszcze przed sezonem pylenia, regularność stosowania (nawet bez objawów). Chociaż można też stosować doustne leki przeciwhistaminowe, to przez to, że nie są one stosowane bezpośrednio do tkanek nosa (gdzie występują reakcje alergiczne), to zazwyczaj działają słabiej i wolniej. Zdaniem specjalistów najlepiej już w takich przypadkach przyjmować jeden z nowszych leków, takich jak cetyryzyna lub loratadyna. Są nie tylko skuteczniejsze, ale także mniej uspokajające, więc nie zwiększają ryzyka wypadku samochodowego. Do tego warto także pamiętać o prostych, ale skutecznych nawykach. Alergolodzy zalecają zamykanie okien, korzystanie z oczyszczacza powietrza oraz noszenie okularów przeciwsłonecznych lub maski przed wyjściem na zewnątrz. Mycie rąk, twarzy i okolic oczu, w tym włosów, po powrocie do domu, zwłaszcza przed pójściem spać, również może pomóc. Dzięki temu nie zasypiamy w pyłku, który osiadł na poszewce, i co za tym idzie, nie wdychamy go przez noc. Problem wciąż niedoceniany Mimo dostępnych metod leczenia wielu pacjentów wciąż nie trafia do specjalistów. Katar sienny bywa bagatelizowany – zarówno przez chorych, jak i przez lekarzy pierwszego kontaktu. Częścią problemu jest to, że nawet pracownicy służby zdrowia nie zawsze traktują alergiczny nieżyt nosa poważnie. – Bardzo niewiele osób trafia do odpowiedniej osoby, która wyleczy ich chorobę – i nie dzieje się to na wczesnym etapie, gdy choroba jest niepowikłana i łatwa w leczeniu – mówi Glenis Scadding, wiceprezes organizacji non-profit Euforea oraz honorowy konsultant alergolog i rinolog w University College Hospital w Londynie w Wielkiej Brytanii. A to błąd. Bo jak podkreślają alergolodzy, skuteczne leczenie istnieje. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie go szukać i nie odkładać decyzji na później. Wiosna nie musi oznaczać walki o każdy oddech.