"Pstryk i koniec". Tak umiera gierkówka

— Gość jechał z Warszawy do Zakopanego lub odwrotnie. Zatrzymał się w hotelu na noc, zjadł kolację, wypił "kulturalnego koniaczka". Rano patrzy: nie ma powietrza w kole. Gdzie przyszedł? Do mnie przyszedł. To się kręciło, zazębiało — wspomina pan Jerzy, który prowadzi zakład mechaniczny przy gierkówce.