Wenezuela bez Maduro. Pytamy, jak zmieniło się tam życie po akcji Trumpa

Wenezuela ograła USA w finale World Baseball Classic 2026 i kraj, który dopiero przeżył amerykańską interwencję, znów jest na ustach świata. Jak dziś wygląda tam życie? – Amerykanie dorwali się do ropy. Zaczęli zawierać umowy – opowiada naTemat Justyna Ewa Zun-Dalloul, która mieszka w Caracas. – Ludzie żyją w niepewności. Nie wiedzą, co się wydarzy i robią zapasy – mówi dr Michał Faryś, były chargé d’affaires RP w tym kraju. Cała Wenezuela żyje zwycięstwem nad reprezentacją USA. W mediach społecznościowych jest istne szaleństwo. Dla Wenezuelczyków ten wynik to nie tylko sport. To historyczna chwila, a nawet – jak oceniła stacja CNN – "katharsis dla narodu, który zmagał się z politycznymi zawirowaniami, niepewnością gospodarczą i izolacją na arenie międzynarodowej".  – To podwójne zwycięstwo dla Wenezueli. Po pierwsze, sportowe. Po drugie – polityczne. Oczywiście symboliczne. Ale jednak. Oczywiście też sportowe, tym bardziej że baseball to dla Wenezuelczyków narodowy sport. Komentowano, że to zemsta, odwet swego rodzaju na Stanach Zjednoczonych. Tak po prostu jest to tutaj odbierane – mówi naTemat Justyna Ewa Zun-Dalloul, dziennikarka i obserwatorka wenezuelskiego życia, która mieszka w Caracas. Do tego turniej rozgrywany był w USA – na stadionie Loan Depot Park w Miami na Florydzie. Tam 17 marca reprezentacja Wenezueli pokonała Stany Zjednoczone 3:2 i po raz pierwszy w historii wygrała turniej World Baseball Classic. Z tego powodu 18 marca następczyni Maduro ogłosiła Narodowym Dniem Radości i ustanowiła dniem wolnym od pracy.   "To nie tylko sportowy triumf, to przypomnienie, do czego jesteśmy zdolni", "Co za noc! O takim zakończeniu żaden z nas nie śmiałby marzyć", "Pokonaliśmy ich uderzeniami, a nie bombami, jesteśmy wielcy", "Od 3 stycznia same dobre rzeczy przytrafiają się naszemu krajowi" – reagują w sieci Wenezuelczycy. – Ludzie cieszą się, że Wenezuela może. To wielka radość wszystkich. Małe szaleństwo. Festiwal radości. Nie ukrywał tego nawet arcybiskup Caracas, Raul Biord Castillo, gdy na konferencji prasowej przedstawił dwóch nowo mianowanych przez papieża arcybiskupów pomocniczych. To tak, jakbyśmy cieszyli się, my Polacy, gdyby nasza drużyna piłkarska czy siatkarska wygrała jakiś ważny turniej – mówi Polka. Dodaje, że w Pałacu Prezydenckim zrobiono z tego powodu show: – To był dobrze wyreżyserowany spektakl na potrzeby wenezuelskiego rządu w celu podniesienia poczucia dumy narodowej i zdobycia poparcia. Do Wenezueli błyskawicznie sprowadzono trofeum. Ale cała wenezuelska drużyna mieszka, trenuje i gra w USA. "Ludzie w Wenezueli żyją w niepewności. Nie wiedzą, co się wydarzy i robią zapasy" Można powiedzieć, że to paradoks historii i wielkiej polityki. Od obalenia Nicolása Maduro i wywiezienia go do USA niedługo miną trzy miesiące. Dokładnie 3 stycznia 2026 roku Amerykanie wykonali akcję, która wstrząsnęła światem i teoretycznie miała zmienić sytuację w Wenezueli o 180 stopni.  Ale jak dziś wygląda życie bez Maduro? Co zmieniło się w Wenezueli od tego czasu? – Ludzie żyją w niepewności. Nie wiedzą, co się wydarzy i robią zapasy. W pierwszych tygodniach stycznia wszystko strasznie zdrożało i wszędzie były kolejki. Wcześniej kolejek nie było, bo wbrew pozorom dostęp do artykułów, nie tylko pierwszej potrzeby, był zapewniony. W Wenezueli bez problemu można nabyć żywność i jest duży wybór. Dla mnie, po Kubie, był to duży szok. Choć oczywiście ze względu na ceny nie dla każdego te artykuły były dostępne – mówi naTemat dr Michał Faryś z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, chargé d’affaires RP na Kubie (2021–2023) oraz w Wenezueli (2023–2024). Dziś nikt nie wie, w którą stronę rozwinie się sytuacja. – Wydaje się, że dla przeciętnego obywatela niewiele się zmieniło. Poza tym, że jest zdecydowanie drożej. Ludzie nie wychodzą wieczorami na ulice, nie poruszają się swobodnie, nie wiedzą, co się może wydarzyć. A diaspora zapowiada, że nikt nie wróci do kraju, dopóki nie będzie demokratycznych wyborów i nie wiadomo, jaka przyszłość się rysuje – dodaje.  "Z punktu widzenia przeciętnego Wenezuelczyka nic się nie zmieniło" BBC relacjonuje z Caracas, że już lądując tam, można odnieść wrażenie, że niewiele się zmieniło od czasu amerykańskiej interwencji. Na murach lotniska wiszą listy gończe za kandydatem opozycji w wyborach prezydenckich z 2024 roku – Edmundo Gonzálezem Urrutią, który według opozycji jest legalnie wybranym wtedy prezydentem. A na ulicach są billboardy z Maduro i jego żoną, tym razem opatrzone hashtagiem: "Chcemy ich z powrotem".  Justyna Ewa Zun-Dalloul mówi, że takie billboardy rzeczywiście są w mieście, ale nie ma ich wiele. Przesyła zdjęcie z wczoraj, z Alei Universidad w centrum miasta. To jeden z rządowych budynków. Fot. Justyna Ewa Zun-Dalloul Widziała też kartki z podobnymi napisami na budynkach komunalnych w Caracas, ale tak naprawdę nie ma to znaczenia. Propagandy, według jej obserwacji, w Wenezueli jest teraz mniej.  – Z punktu widzenia przeciętnego Wenezuelczyka nic się nie zmieniło. Wbrew przekazom zagranicznych mediów, w tym polskich, nikt nie płakał, że Maduro został obalony. I nikt nie skakał z radości. Wszyscy po prostu byli już bardzo zmęczeni stanem napięcia. Nowa sytuacja została przez społeczeństwo zaakceptowana. Teraz jest oczekiwanie, co dalej – mówi Justyna Ewa Zun-Dalloul.  Z dnia na dzień w nowej rzeczywistości ceny nagle się nie obniżyły. Nie poprawiła się służba zdrowia. Nie wzrosły zarobki i świadczenie. A ludzie właśnie na takie zmiany czekają.  Dziennikarka podaje jeden przykład. – W Wenezueli są bardzo niskie renty i emerytury. Najniższe na świecie, na poziomie zaledwie jednego dolara. Co można za to kupić? Nic. Ceny są bardzo wysokie. Porównuję na przykład ceny owoców egzotycznych w Polsce i w Wenezueli. I nawet banany plantany importowane z Wenezueli są tańsze w Lidlu w Polsce niż tutaj – mówi.  – To najdroższy na świecie kraj, gdzie kilo mięsa kosztuje 10 dolarów, a przeciętna pensja to kilkanaście dolarów. Rząd Maduro dawał jeszcze bony nazywane Bono de guerra (Bon wojenny). Raz na miesiąc, kilkadziesiąt dolarów – dodaje.  Jak tłumaczy, obecny okres Wenezuelczycy traktują jako konieczny okres przejściowy, który był potrzebny, żeby uniknąć rozlewu krwi. Nie widać po nich emocji.  – Delcy Rodríguez już w pierwszych przemówieniach podkreślała, że zmiany muszą być wprowadzane ostrożnie i stopniowo – mówi.  "Reżim został dobrze zakonserwowany przez administrację USA" Od stycznia na czele kraju tymczasowo stoi dotychczasowa wiceprezydent, zastępczyni Maduro – Delcy Rodríguez. Trudno nazwać ją sojuszniczką Donalda Trumpa. Była częścią reżimu Maduro. Potępiła amerykańską interwencję. Oświadczyła też, że gdyby musiała pojechać do Waszyngtonu, żeby spotkać się z Trumpem, zrobiłaby to "idąc o własnych siłach", a nie że byłaby tam zaciągnięta.  Dlaczego więc ona?  – Nie jest zaskoczeniem, że Trump postawił właśnie na nią. Opozycja w Wenezueli jest bardzo podzielona. Z punktu widzenia USA Delcy Rodríguez miała największy know how. Znała wszystkie struktury państwa i mechanizmy nim kierujące. Jeśli spojrzy się na jej ścieżkę rozwoju zawodowego, to odpowiadała za sektory kluczowe dla bezpieczeństwa i dla gospodarki państwa – za przemysł naftowy i za służbę bezpieczeństwa – mówi dr Michał Faryś.   Jednak z punktu widzenia Wenezuelczyków różnica nie jest wyczuwalna. – Ideologicznie nie doszło do żadnej zmiany. Trzeba pamiętać, że brat Delcy Rodríguez jest przewodniczącym Zgromadzenia Narodowego. Ten reżim został dobrze zakonserwowany i uwiarygodniony przez administrację USA. Zmiany są możliwe, na tyle, na ile ustalone zostały z USA lub Delcy chce wykonać jakiś drobny gest wobec społeczeństwa. To jest kosmetyka – mówi dyplomata. "Ambasada USA w Caracas to miasto w mieście. Myślę, że to jest kierujący Wenezuelą" Dr Faryś osobiście poznał następczynię Maduro. Kilka razy z nią rozmawiał.  – Potrafi być bardzo ciepła. Jest bezpośrednia w kontaktach osobistych, ale bez problemu umie pokazać pazur i być nieprzejednana. To osoba bardzo dobrze wykształcona – i w Europie, i w USA, i w Wenezueli. Jest zdecydowana, stanowcza i wie, czego chce – mówi o niej.  – Ale wokół Delcy Rodríguez istnieje wiele kwestii skomplikowanych, niejednoznacznych. Powszechnie uważa się, że ma udziały w wielu legalnych i mniej nielegalnych przedsięwzięciach biznesowych. Jest objęta sankcjami UE, co komplikowało jej działalność ekonomiczną. Mówi się, że wiele istotnych przedsiębiorstw od linii lotniczych po kopalnie było/jest de facto własnością pełniącej obowiązki prezydent – dodaje dr Faryś. – A jak pan myśli? – pytam.  – Doszła do porozumienia. To nie ulega wątpliwości. Z punktu widzenia Amerykanów wybór był bardzo dobry. Ambasada USA w Caracas to miasto w mieście. Duży obszar. Myślę, że to jest zarządca, czy kierujący Wenezuelą. A aparat wykonawczy to Delcy Rodríguez – uważa. "Amerykanie dorwali się do ropy. W internecie pojawiły się grafiki Wenezueli jako 51. stanu USA" Na pewno szybko zaczęła się współpraca Delcy Rodríguez z USA. – Prezydencie Trump, jako przyjaciel, jako partner, skoro otwieramy nową agendę współpracy ze Stanami Zjednoczonymi, proszę skończyć już z sankcjami i blokadą przeciwko naszej ojczyźnie, bo jest ona wymierzona również przeciwko wenezuelskiej młodzieży – apelowała. Szybko ruszyły bezpośrednie rozmowy i kontakty biznesowe. Do Caracas jeszcze w styczniu przyjechał szef CIA John Ratcliffe. Pierwszy raz od 2019 roku ponownie zaczęła działać ambasada USA. Jest też zapowiedź wznowienia lotów na linii Caracas-Miami. Zaczęło się również wychwalanie Wenezueli. No i Amerykanie zaczęli częściowo znosić sankcje. Justyna Ewa Zun-Dalloul nazywa rzeczy po imieniu: – Amerykanie dorwali się do ropy. Zaczęli zawierać umowy. Od 3 stycznia pełniąca funkcje prezydenta Delcy Rodriguez przyjęła kilka wizyt przedstawicieli rządu Trumpa w Pałacu Prezydenckim Miraflores. Tym samym, z którego Maduro nawoływał: "Trump, przyjdź po mnie". Pewnie nie spodziewał się, że Trump podejmie to wyzwanie. W mediach społecznościowych pojawiły się grafiki Wenezueli jako 51. stanu USA. Sam Trump podczas turnieju World Baseball Classic Trump zareagował: "Ostatnio w Wenezueli dzieje się wiele dobrego! Zastanawiam się, na czym polega ta magia? STATUS 51. STANU to dlatego?". Dr Faryś: – Amerykanie są skupieni na sektorze naftowym, który wymaga bardzo dużych nakładów, żeby przywrócić go do funkcjonowania. Zatrudniają ludzi. Robią dogłębne audyty, badania sytuacji makroekonomicznej.  – Myślę, że dla Trumpa Wenezuela miała duże znaczenie, gdyż interesy USA są silnie obecne w Gujanie. Napięcia polityczne, które istniały między Gujaną a Wenezuelą, nie służyły zaś rozwijaniu biznesów. Unormowanie sytuacji między Gujaną i Wenezuelą zapewnia bezpieczeństwo sektora naftowego i niektórych koncernów naftowych w tym regionie – komentuje dyplomata. Rodríguez wypuściła setki więźniów politycznych. Ale nie wszystkich W lutym media rozpisywały się o tym, że Rodríguez poczyniła parę ustępstw gospodarczych i politycznych. Jednym z nich było przyznanie zagranicznym firmom większych praw do wenezuelskiej ropy naftowej. Drugim – wypuszczenie na wolność części więźniów politycznych. W styczniu następczyni Maduro informowała o 626 osobach, ale setki nadal pozostają w więzieniach. A ONZ i organizacje pozarządowe biją na alarm, że mimo obalenia Maduro opresyjny system w Wenezueli nadal działa. "Wysocy rangą urzędnicy rządowi i wojskowi, wcześniej uznani za odpowiedzialnych za zbrodnie przeciwko ludzkości, nadal sprawują znaczącą władzę" – pisze w raporcie sprzed kilku dni misja ONZ. Twierdzi też – jak donosi Reuters – od czasu obalenia Maduro miało miejsce 87 przypadków zatrzymań o podłożu politycznym. Krytycy uważają też, że po obaleniu Maduro wszystko idzie za wolno. I że Rodríguez ogłosiła, że będą "wolne i uczciwe" wybory, ale nie powiedziała kiedy. Jak donosi Reuters, sami Amerykanie "po cichu" mają przygotowywać projekt aktu oskarżenia dla niej, który ma być formą nacisku.  Reuters pisze, że chodzi o możliwe zarzuty korupcji i prania brudnych pieniędzy z czasu reżimu. I że prokuratorzy federalni mieli jej przekazać, że "grozi jej postępowanie karne, jeśli nie będzie nadal spełniać żądań Trumpa". Eksperci wskazują jednak, że Rodríguez nie może działać za szybko, bo może wywołać to sprzeciw wciąż wpływowych osób. I że jest w trudnej sytuacji – między Waszyngtonem a tym, co w kraju. Justyna Ewa Zun-Dalloul ma skojarzenia z historią naszego kraju. Uważa, że Amerykanie stosują wobec Wenezueli szablon polski. Obserwuje, że w okresie przejściowym w Wenezueli już dzielą się władzą. I że może być układ z opozycją. Dlaczego Amerykanie nie postawili na Maríę Corinę Machado? María Corina Machado – symbol wenezuelskiej opozycji, zdobywczyni Pokojowej Nagrody Nobla, która w grudniu potajemnie została wywieziona z kraju – faktycznie ma niedługo wrócić do Wenezueli. Na początku marca zapowiedziała, że pojawi się w ciągu kilku tygodni. Chce wziąć udział w demokratycznej transformacji swojego kraju. – Świat już wie: transformacja do demokracji w Wenezueli jest nie do zatrzymania – mówi na nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych. Według "New York Times”, Trump miał jej jednak zasugerować, że na razie nie powinna wracać do ojczyzny. Dlaczego jednak Amerykanie nie postawili na nią? 58-letnia inżynierka i była bizneswoman, od ponad trzech dekad należy do najtwardszych i najbardziej rozpoznawalnych twarzy wenezuelskiej opozycji. Wyrasta na jedną z kluczowych postaci możliwej transformacji politycznej w Caracas" – pisała o niej w naTemat Ola Gersz.  Jak mówi dr Faryś Amerykanie niestety nie postawili na nią, gdyż ona nie miała know how, aktualnej wiedzy jak sprawnie opanować wszechobecny chaos administracji państwa: – Trudno byłoby jej też dochodzić do porozumienia z całym aparatem państwowym i go utrzymać bez dokonywania zmian, tak jak to ma miejsce aktualnie. Wenezuela potrzebuje głębokich i szerokich reform, Maria Corina ma wizje dla kraju, ale aktualnie nie miałaby chyba możliwości jej realizować. Pytanie więc, co dalej. "Administracja USA jest skoncentrowana na innych kwestiach niż na przywróceniu demokracji w Wenezueli" – Myślę, że dalsze zmiany w Wenezueli będą podyktowane rachunkiem ekonomicznym. W tej chwili administracja USA jest skoncentrowana na innych kwestiach niż na przywróceniu demokracji w Wenezueli. Można odnieść wrażenie, że poszanowanie suwerenności narodów, czy prawa międzynarodowego nie należy do priorytetowych działań w tych dniach administracji USA – komentuje dyplomata.  Zmiana, która nastąpiła w Wenezueli, jest według niego sygnałem dla wszystkich ugrupowań politycznych, że muszą pracować na rzecz przyszłości i mieć wizję rozwoju kraju.  – Wszyscy są zaangażowani, żeby odzyskać swój kapitał polityczny i ekonomicznie uzdrowić kraj. Wszyscy chcieliby, żeby wrócił do gospodarki wolnorynkowej, ale to jest bardzo trudne zadanie. Zmiana rządu nic nie da. Trzeba zmienić władzę ustawodawczą i system prawny, żeby odgruzować to państwo i zbudować je od początku. Pytanie, jaki model gospodarczy zostanie wybrany i na ile będzie on niezależny i suwerenny. A na ile podyktowany siłami zewnętrznymi – komentuje dr Michał Faryś.