Okradali turystów i doczekali się buntu. Popularne miasto powiedziało dość

Problem z naciągaczami w turystycznych miejscach jest ogromny. Wszyscy znamy paragony grozy znad Bałtyku. Niestety nie jesteśmy wyjątkiem. Jeden z lokali w uwielbianej przez Polaków w Pradze okradał turystów do tego stopnia, że wszczęli oni bunt. Czeska Praga to wyjątkowe miejsce, które warto odwiedzić przynajmniej raz w życiu. Polacy bardzo często wybierają ją jako opcję na szybki weekendowy wypad, bo można tam łatwo dojechać pociągiem, autobusem, a także dolecieć samolotem. Na miejscu wielu podróżnych czekało jednak wielkie rozczarowanie. Sprawę nagłośnił nawet czeski youtuber i to wtedy ruszyła prawdziwa lawina. Lokal w Pradze zdzierał z turystów. Ci rozpoczęli bunt Zwiedzanie Pragi to czysta przyjemność, ale i długie godziny spacerów. Stąd wiele osób szukało miejsca, żeby odpocząć, a przy okazji zjeść coś smacznego. Latem prawdziwym hitem są oczywiście lody, frytki, burgery czy kawa nad Wełtawą. I w ten sposób wielu turystów trafiało pod most Svatopluka Čecha. To właśnie stamtąd odpływają łodzie wycieczkowe, a w okolicy jest tylko jeden lokal. Na miejscu podróżnych czeka jednak ogromne rozczarowanie. Jak pokazał materiał na popularnym kanale Honest Guide, za cappuccino lokal liczył sobie 250 koron czeskich, czyli ok. 43 zł. W sumie za frytki, piwo i kawę klient zapłacił 745 czeskich koron, czyli ok. 130 zł. Dodał do tego jeszcze napiwek w wysokości 100 koron czeskich, czyli ok. 17,5 zł. Jak podkreślono w materiale, nawet w hotelach pięciogwiazdkowych ceny bywają niższe. Opublikowanie tego materiału wywołało prawdziwą burzę i falę negatywnych komentarzy pod adresem lokalu, ale i miasta. Okazuje się bowiem, że najemca okradający nieświadomych klientów płacił za lokal po przeliczeniu tylko ok. 4,1 tys. zł miesięcznie. Interes polegający na zdzieraniu z klientów kwitł, ale właśnie się zakończył. Praga zareagowała na bunt turystów. Najemca stracił żyłę złota Po nagłośnieniu sprawy nieuczciwego lokalu, który w Google miał ocenę tylko 1,3, kwestią najemcy zajęło się miasto. Turyści i mieszkańcy byli oburzeni, że taka sytuacja w ogóle ma miejsce i trwa od dawna. Ostatecznie znaleziono sposób na rozwiązanie umowy z dotychczasowym najemcą, a już wiosną pojawi się tam zupełnie nowy lokal. Wygląda na to, że miasto poszło po rozum do głowy. Wybierając kolejnego najemcę, wzięli bowiem pod uwagę nie tylko wysokość czynszu, którą jest on skłonny zapłacić, ale i jakość serwowanych dań, przystępność cenową i długoterminową stabilność. Dopiero po analizie tych elementów zdecydowano, że lokal wynajmie Gelato Bohemia, czyli cukiernia sprzedająca rzemieślnicze lody, ale i ciasta. W ich ofercie mają pojawić się także przekąski. Czeska knajpka jest idealnym przykładem tego, jak łatwo można naciągać turystów. Mimo iż coraz częściej sprawdzamy opinie w Google, to wiele osób nadal wchodzi po prostu do pierwszego lokalu, który znajdą, kiedy zgłodnieją. Kolejna pułapka to przewalutowanie. Inna waluta myli wiele osób, które nie potrafią szybko oszacować ceny i przeliczyć jej na euro czy złotówki jak w naszym przypadku. Jest to nauczka dla wielu osób, aby uważnie sprawdzać lokale i nie przepłacać na wakacjach.