Film "Peaky Blinders: Nieśmiertelny" był niepotrzebny. Ale i tak wcisnął mnie w fotel

Odjechał w siną dal na białym rumaku, by w godzinie największej próby powrócić do Birmingham na czarnym koniu. "Peaky Blinders: Nieśmiertelny" to swoiste pożegnanie z Tommym Shelbym, które – choć niepotrzebnie zapełnia pustkę po niedopowiedzeniach – jest porządnym sequelem serialu. Cillian Murphy odchodzi w blasku wybuchów, zostawiając przyszłość franczyzy w rękach kogoś sobie równego. Zdejmijcie kaszkiety z głów, bo oto nadchodzi on: syn marnotrawny Birmingham, nawiedzany przez duchy z dawnych lat, będące przedłużeniem jego własnego sumienia. Tommy Shelby dostaje szansę, by odpokutować za swe grzechy; odejść w spokoju na emeryturę ze świadomością, że zrobił dla tego świata coś dobrego, a to wszystko przy akompaniamencie starego dobrego kanału MTV2. Z zewnątrz "Peaky Blinders: Nieśmiertelny" jest dość punkową opowieścią o ostatnim dobrym uczynku Tommy'ego Shelby'ego. Zbędną? Kwestia sporna. Satysfakcjonującą? To zależy od preferencji, w końcu jedni wolą otwarte zakończenia (sama zaliczam się do tej grupy), a drudzy potrzebują zobaczyć coś na własne oczy, by uwierzyć, że "to już jest koniec, nie ma już nic", a przynajmniej "nic" z udziałem Cilliana Murphy'ego ("Oppenheimer"). Pomimo serialowego epilogu, który w subtelny sposób wyłuszczył widzom to, co oczywiste i nieuniknione, reżyser Tom Harper i scenarzysta Steven Knight nie poszli do końca na łatwiznę. Ich film broni się fabularnie, stanowiąc pomost między oryginalnymi "Peaky Blinders" a nadchodzącą kontynuacją – kroniką nowego pokolenia gangsterów. Recenzja "Peaky Blinders: Nieśmiertelny" Bitwa o Anglię trwa. Na głowy mieszkańców Wysp Brytyjskich spadają bomby, które są elementem zakrojonej operacji niemieckiej o nazwie Blitz. Próba destabilizacji Zjednoczonego Królestwa nie zakłada wyłącznie nalotów bombowych. Naziści uknuli spisek, by załamać brytyjską gospodarkę. Wydrukowano miliardy fałszywych funtów szterlingów. Tajni agenci III Rzeszy szukają teraz kogoś, kto wykona brudną robotę za nich: zdrajcy gotowego wprowadzić lewe banknoty do obiegu. Tommy Shelby zamknął się w zrujnowanej posiadłości, po której spacerują duchy. Sprawy miasta – swojej dawnej potęgi – ani go ziębią, ani parzą, ale tylko do czasu. Kiedy na wierzch wychodzą osobiste porachunki, stary wyga opuszcza nawiedzony dwór, by zaprowadzić porządek w Birmingham. "Nieśmiertelny" sprawnie łączy historyczne wydarzenia z fikcyjnymi perypetiami rodu Shelbych, a zwłaszcza z niezabliźnioną raną, jakiej emerytowany gangster nabawił się lata temu w okopach. Knight wydobył z przepastnych kieszeni dziedzictwa II wojny światowej mniej znany dla Polaków wątek "największego fałszerstwa w historii", czyli tzw. operację Bernhard, w ramach której żydowscy więźniowie zmuszeni byli do masowej produkcji falsyfikatów; broni przeciwko aliantom. Scenariusz skorzystał pobieżnie z faktów, dostrzegając w nich raczej potencjał na intrygę. Dzięki nim znalazł także miejsce na to, aby połączyć doświadczenia z obu globalnych konfliktów zbrojnych, podkreślając znaczną różnicę między przeżyciami starszego pokolenia a bolączkami młodych Brytyjczyków, którym wojna bezpośrednio puka do drzwi. Jest to oczywiście ułamek paralel, jakie wypadają twórcom z rękawów. "Peaky Blinders: Nieśmiertelny" traktuje przede wszystkim o spuściźnie i drodze do odkupienia, której punktem zapalnym są sekrety. Tommy Shelby skrywa wielką tajemnicę, a jako że niesie ją w pojedynkę, ugina się pod jej ciężarem. Postać grana przez Cilliana Murphy'ego niechętnie wraca z wygnania, konfrontując się z wewnętrznymi demonami, których przez te wszystkie lata trochę się nagromadziło. W oczach irlandzkiego aktora widać wypalenie, ale i strach przed lustrzanym odbiciem. Echo prozy Charlesa Dickensa oraz "Zbrodni i kary" Fiodora Dostojewskiego. Cillian Murphy i Rebecca Ferguson to doskonali łowcy duchów Wspomniana tajemnica to klucz pozwalający lepiej zrozumieć obecny stan psychiczny Tommy'ego. I tu na scenę wkracza Kuolo Chiriklo, której imię znaczy po romsku "kos". Do domu pełnego duchów wlatuje ptak symbolizujący w wielu kulturach przemianę, narodziny i śmierć. Odgrywana przez rewelacyjną Rebeccę Ferguson ("Diuna") "wiedźma" praktykuje chiromancję i potrafi rozmawiać ze zmarłymi, a co za tym idzie, widzi więcej niż przeciętny człowiek. Interesująca i niestroniąca od napięcia dynamika między Tommym a Kuolo (uosobieniem romskiej tradycji, od której próbuje odciąć się antybohater) napędzana jest przez ich niedostrzegalne na pierwszy rzut oka podobieństwo. Każdy niesie swój krzyż, ale ich krzyże składają się z paralelnych konsekwencji. Ona przewiduje przyszłość, o której nikt inny nie ma pojęcia, a on jest jedyną osobą, która wie o pewnym okrutnym czynie z przeszłości. Przez tę subtelną analogię to gwiazdy Murphy'ego i Ferguson świecą najjaśniej w "Nieśmiertelnym". U Harpera duet być może nie wspina się na wyżyny swoich umiejętności, ale i tak daje świetny aktorski popis. Shelby istniał przed filmem, a Kuolo w bardzo krótkim czasie musiała stać się postacią z krwi i kości, co ostatecznie się powiodło. Kuolo ma zadatki na to, żeby kontynuować dziedzictwo kaszkietowych gangsterów u boku Barry'ego Keoghana ("Saltburn") – wypisz wymaluj młodsze wcielenie Murphy'ego – który przejął pałeczkę po Tommym i teraz ustawia wszystkich po kątach w birminghamski podziemiu. Irlandzki gwiazdor młodego pokolenia z początku irytuje swoją obecnością na małym ekranie (co zresztą było z góry zamierzone), aby z czasem dojrzeć na oczach widowni, odsłaniając przed nią swoje czułe punkty. Tim Roth ("Wściekłe psy") wciela się w szemranego Johna Becketta, który w pierwszej połowie "Nieśmiertelnego" zapowiadał się obiecująco, lecz na ostatniej prostej został niestety odarty ze swojego magnetyzmu i przyćmiony przez akcję kręcącą się wokół Murphy'ego i Keoghana. Epizodyczna struktura serialu byłaby dla jego kreacji łaskawsza. Knight potraktował go jako siłę przyspieszającą rozwój postaci odgrywanej przez Keoghana. Long live the king (rom baro)! "Peaky Blinders: Nieśmiertelny" posługuje się starymi, sprawdzonymi sztuczkami, traktując muzykę jako element narracji. W głośnikach ponownie usłyszymy utwór "Red Right Hand" zespołu Nick Cave and the Bad Seeds, który miłośników serialu otuli nostalgią. Sekwencje ulicznych walk, a także sceny ukazujące przygotowania do ostatecznego starcia są szybkie, stylowe i nafaszerowane symboliką. Gdy Tommy wjeżdża na czarnym wierzchowcu do Birmingham, jest cały ubłocony. Życie go przeorało, ma krew na rękach, a brud tylko to podkreśla. Film Harpera jest przewidywalny, zwłaszcza w końcowych minutach, ale nadrabia złożonymi portretami postaci i tym wszystkim, co uczyniło z serialu telewizyjny fenomen. "Nieśmiertelny" to koniec i początek jednocześnie. Z rozkazu Peaky Blinders ogłaszam, że zbędny sequel jednak się obronił.