Widmo utraty władzy sprawiło, że Viktor Orban ruszył do miejsc, które jeszcze kilka lat temu omijał szerokim łukiem. Zrezygnował również ze spotkań wyłącznie w zamkniętych halach, z ochroną i wyselekcjonowanymi gośćmi. Jak czytamy w analizie WP, w aż 28 „okręgach bitewnych” o wyniku mogą przesądzić pojedyncze głosy.