Polski rząd na unijny szczyt poświęcony energetyce pojechał z celem wywalczenia konkretnych zmian w systemie handlu emisjami, który jest kluczowy dla przyszłości europejskiej gospodarki. Po powrocie Donald Tusk odtrąbił sukces i mówił o "politycznej rewolucji". Ale czy na pewno jest (już) co świętować? Co wynegocjował polski rząd? Jak to się ma do interesów zwykłych obywateli? I wreszcie: w jaki sposób wpłynie na unijną gospodarkę?