Polska 2050 zmieniła nazwę. Podczas sobotniego kongresu, na którym ogłoszono nowe otwarcie, przemawiała przewodnicząca partii Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, która momentami mogła przypominać... Przemysława Czarnka albo Karola Nawrockiego. Intrygująco zabrzmiała też wypowiedź dotycząca relacji z Donaldem Tuskiem. W sobotę (21 marca) zorganizowano kongres, na którym ogłoszono nowe otwarcie Polski 2050. Partia poinformowała o zmianie nazwy, z której od teraz znika nazwisko Szymona Hołowni – zastąpi je człon "Rzeczpospolitej Polskiej". Nie oznacza to jednak, że były przewodniczący odżegnuje się od działania w ugrupowaniu. Hołownia wygłosił przemówienie, podczas którego zapewnił, że cele są ambitne. Ale naszą uwagę zwróciły jeszcze dwie rzeczy. Pierwsza: to, co Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz powiedziała o Donaldzie Tusku. A druga: to, jak mówiła i gestykulowała przewodnicząca partii. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz wymownie o Donaldzie Tusku Media informowały, że Donald Tusk miał złożyć Katarzynie Pełczyńskiej-Nałęcz obietnicę, zgodnie z którą po wygranych wyborach na przewodniczącą Polski 2050 miała otrzymać tekę wicepremiera. Jak dotychczas tak się jednak nie stało. Premiera oraz minister funduszy i polityki regionalnej mają łączyć złożone, niekiedy napięte relacje. Jak jest naprawdę? Sama zainteresowana podczas sobotniego kongresu zajęła poniekąd stanowisko w tej sprawie. – Wiecie, że mnie z premierem łączy szorstka przyjaźń – powiedziała Pełczyńska-Nałęcz i zrobiła chwilową pauzę. – Cóż, jestem w rządzie dla walki o sprawy, o nasze wartości. Premier mówił kiedyś, że jak ma się wizję, to trzeba iść do lekarza. Nie, wartości i wizje to nie jest choroba. To jest lekarstwo. Jednocześnie przewodnicząca Polski 2050 zadeklarowała wprost, że o sojuszu z Konfederacją nie ma mowy. – Prawdziwe wartości świata chrześcijańskiego, nie wypaczone, zwyrodniałe atrapy. I dlatego powtarzam: nie będziemy pili piwa z Konfederacją. Stoimy przy wartościach, w które wierzymy. Nie będziemy ich porzucać, żeby przypodobać się patoprawicy i patokonserwatystom. Pełczyńska-Nałęcz wciąż bez teki wicepremiera Przypomnijmy może, że zgodnie z ustną umową każda partia koalicyjna ma swojego wicepremiera. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz w tamtym roku, jeszcze jako wiceszefowa ugrupowania, publicznie deklarowała, że któryś z jego członków będzie pełnić stanowisko wicepremiera i wicemarszałka Sejmu. Podczas konferencji prasowej zorganizowanej na początku lutego, czyli jeszcze przed rozłamem w partii, Pełczyńska-Nałęcz podkreślała, że ugrupowanie jest skłonne być w koalicji "dla spraw". Jednocześnie zaznaczała, że umów (także ustnych) należy dotrzymywać. – Sprawa wicepremiera jest dzisiaj decyzją naszego głównego koalicjanta. My jesteśmy w stanie być w tej koalicji dla spraw, ale jednocześnie mówimy tak: umów należy dotrzymywać. Na tym polega dobra polityka, że się umów dotrzymuje – mówiła. Kongres Polski 2050. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz jak... Przemysław Czarnek W kongresie Polski 2050 uwagę zwraca jeszcze jedna rzecz. Otóż płomienne przemówienie Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz może niektórym przywodzić na myśl... wystąpienia Przemysława Czarnka, który został kandydatem PiS na premiera. Albo Karola Nawrockiego – zarówno te podczas kampanii wyborczej, jak i te, na których przemawiał już jako prezydent. I nie chodzi tu o to, co mówi szefowa Polski 2050 Rzeczpospolitej Polskiej, ale o sposób, w jaki mówi: okrzyki, a także żywiołowe gesty.