Amerykańska polityka wchodzi w fazę turbulencji. Dotychczasowy układ sił zaczyna pękać, a wyborcy coraz wyraźniej pokazują, że mają dość pustych haseł i polityki robionej zza biurka. Progresywne skrzydło Partii Demokratycznej wyczuło moment słabości establishmentu i ruszyło do frontalnego ataku. Miliony dolarów wydane na kampanie przestają gwarantować zwycięstwo, gdy w grę wchodzi gniew i frustracja elektoratu. Jednocześnie rosnąca mobilizacja wyborców jest czytelnym sygnałem sprzeciwu wobec Donalda Trumpa — nawet w miejscach, które dotąd uchodziły za jego bastiony.